to top

Kiedy uczeń jest gotowy…

Myślę nad tym postem już od kilku dni. Chodzę, układam, w myśli skreślam i piszę od początku…

Słowa szeleszczą, skrzypią i za nic nie chcą układać się w zgrabną i miłą dla ucha i oka melodię.

Bo jak pisać o czymś, czego sama dopiero co zaczęłam doświadczać i się uczyć? Jak w tym całym metrialnym szleństwie które nas otacza, codzienności, rachunkach, terminach, zakupach pisać o czymś, co wcale materialne nie jest?

Jak opowiedzieć Wam moją historię, jeśli tak naprawdę ona dopiero się tworzy? W jaki sposób przekazać, by zawrzeć sens tego, co dopiero od niedawna, za to coraz silniej staje się moim udziałem?

Przez te trzy dni od weekendu, kiedy policzyłam Wasze głosy i okazało się, że to temat harmonii najbardziej Was interesuje, mam spory problem, jak to wam opisać.

Kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się mistrz

Dwa miesiące temu, mail z jednej z agencji – „Agnieszka Maciąg wydaje nową książkę, może zainteresuje panią egzemplarz recenzencki?” Odpisuję od razu. Agnieszkę uwielbiam od czasów książki „Smak Szczęścia”, a kiedy okazuje się, że najnowsza – „Rozmaryn i róże” to także pamiętnik z podróży po miejscach, w których i my byliśmy, mój apetyt na nią rośnie jeszcze bardziej. Kiedy przychodzi, pochłaniam ją w dwa dni. Znajduję w niej swoje myśli i odczucia. Znajduję spokój i wytchnienie. Znajduję też opisy zupełnie niesamowitych dla mnie zdarzeń. I słowo, które przeplata się w niej bardzo często: „energia”.

Kilka dni później piszę do agencji maila, w którym przekazuję swoje wrażenia dotyczące książki, a w odpowiedzi otrzymuję propozycję kolejnej. Wybieram „Pełnię Życia”. Miałam ją w rękach już tyle razy, a nigdy dotąd jej nie kupiłam, choć sama nie wiem dlaczego. Tym razem nie mam wątpliwości.

Kiedy przychodzi, wprost rzucam się na nią. Zachłannie czytam każde słowo i kolejne rozdziały, bo tak bardzo jestem ciekawa, co będzie dalej. W końcu przewracam ostatnią stronę. I… zaczynam od początku. Tym razem powoli smakuję każde słowo. Bo to książka, którą chcę nie tylko przeczytać. Chcę ją przeżyć.

Moja droga

Obrałam ją tak dawno temu, że nawet nie pamiętam tego momentu. Za to pamiętam, że szklanka zawsze była dla mnie do połowy pełna. Kiedy na rodzinnych spotkaniach ktoś z rodziny pytał, co u mnie słychać, przez wiele lat odpowiadałam z uśmiechem: „nieustająca monotonia sukcesu”. Bo naprawdę tak to czułam!

Byłam przekonana, że będąc zdrowa, mając ręce, które mogą pracować i głowę na karku, jestem w stanie osiągnąć wszystko, co sobie wymyślę, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Moi Rodzice od zawsze utwierdzali mnie w takim właśnie przekonaniu i przypuszczam, że stąd wzięło się to moje nastawienie.

Potem, kiedy „ja” zamieniło się na „my” cieszyłam się, że oboje tak mamy. Pamiętam, jak kiedyś razem staliśmy przed nowootwartym salonem Ferrari w Warszawie i przyglądając się błyszczącym samochodom za równie błyszczącymi szybami  mówiliśmy sobie „to tylko kwestia czasu”. Nie, że to niedoścignione marzenie, nierelna mżonka. Kwestia czasu. I choć ten samochód nigdy tak naprawdę nam się nie marzył, tak właśnie podchodziliśmy do wszystkiego i wszystkich. Z ogromnym optymizmem, radością, po prostu dobrą energią. I ona do nas wracała.

A może Ktoś nad nami czuwał?

„Nieważne, a jakim świecie żyjemy – ważne, jaki świat żyje w nas”

I taki był nasz wewnętrzny świat. Mimo rożnych życiowych sytuacji i problemów żyło (i żyje nadal) w nas przeświadczenie,  że Ktoś się nami opiekuje. Że to, co możemy robić, by się odwdzięczyć, to każdego dnia dziękować za to, co dostajemy. Bo dostajemy bardzo wiele. Spokojny sen, wygodne, ciepłe łóżko, wspólne śniadanie, wesołą drogę samochodem do pracy i przedszkola, weekendy na łonie natury. I ciągle splecione ręce i oczy patrzące w tym samym kierunku, małe rączki mocno oplatające nasze szyje, ciepły dotyk naszych Rodziców.

Dziękujemy więc za chwile piękne i te zupełnie zwyczajne. Za momenty trudne i takie, o których chcielibyśmy zapomnieć. Dziękujemy za wszystkie, bo wszystkie pojawiają się w naszym życiu jakimś w konkretnym celu.

Tak, wybieram szczęście

Z pełnym przekonaniem. Nie czekam na to, aż świat mi je dostarczy, bo sama je tworzę. Ono jest we mnie i odczuwam je niezależnie od pogody, ciśnienia, czy kursu franka. Świat nigdy nie będzie idealny, dlatego postanowiłam byś szczęśliwa niezależnie od okoliczności i wdzięczna, za to co mnie spotyka.

Postanowiłam czuć je bez względu na bałagan w domu, niezrobione pranie i okruchy pod stołem. Bez względu na deszcz i zimno, którego nie lubię. Bez względu na niemiłą panią na poczcie i ten szary samochód, który dziś zajechał mi drogę. Nie mogę kontrolować świata, ale mogę przejąć kontrolę nad moimi emocjami i reakcjami. Dlatego co dzień uczę się nie oceniać, nie narzekać. Wysyłać do ludzi, świata i w kosmos same pozytywne myśli. Wysyłać dobrą energię. Bo ona na pewno do mnie wróci. Zawsze wracała.

O tym jest właśnie książka „Pełnia życia”, która stała się moim drogowskazem

Umocniła mnie w przekonaniu, że to jedyna słuszna droga. Nazwała to, co sama czułam i robiłam intuicyjnie. Zwróciła uwagę na moc dobrych myśli, marzeń, medytacji, modlitwy i wiary. I choć modliłam się zawsze, to nie zawsze z głębi serca. Agnieszka Maciąg nauczyła mnie, jak to robić, by modlitwa trafiała dokładnie tam, gdzie powinna, jak ją formułować, wyrażać, odczuwać. Jak ważne jest, by praktykować ją codziennie w formie, która najbardziej nam odpowiada. Jak nauczyć się rozmawiać ze sobą.

Wytłumaczyła też, że harmonii nie osiągniemy raz na zawsze. Trzeba ją sobie wypracowywać każdego dnia.

Harmonia polega na mądrym, pełnym troskliwości sposobie życia – jedzenia, oddychania, myślenia, poruszania się, budowania relacji z innymi i wyboru drogi zawodowej.

To zdanie zawiera wszystkie sfery, których uczę się od lat: zdrowego odżywiania i ruchu dla zdrowia ciała, dbania o relacje z bliskimi nam ludźmi i wykonywania pracy zgodnej z naszymi wewnętrznymi przekonaniami dla zdrowego ducha. To wszystko buduje w naszej głowie i sercu ład i poczucie spełnienia. Tak jak dobro, łagodność, radość i życzliwość, nad którymi możemy pracować każdego dnia.

A efekty?

Były zawsze, tylko dopiero teraz dociera do mnie, skąd się brały. Zawsze ładna pogoda podczas naszych wakacji, czy wyjazdów, z której już nawet żartują nasi przyjaciele, aż za bardzo układające się okoliczności w sprawach typu zakup mieszkania, zaginiona paczka na poczcie, która miesiąc błąka się nie wiadomo gdzie, po czym w idealnym stanie trafia w moje ręce. Wyjątkowe kobiety, które nagle poznaję, mimo, że mijamy się od lat, po czym okazuje się, że mówimy dokładnie tym samym językiem. Pomyślnie układające się drobiazgi, w które z pewnością byście nawet nie uwierzyli, że są działaniem „Siły Wyższej”. Ale ja w to wierzę. Bo niemożliwe, żeby tyle sprzyjających okoliczności działo się tak po prostu.

Kiedyś mówiliśmy sobie” mamy szczęście”. Teraz już wiemy: my to szczęście tworzymy. Otworzyliśmy się na nie, wybraliśmy je i jego drogą idziemy. A dzięki książce „Pełnia życia” wiemy, jak robić to coraz bardziej świadomie i skutecznie.

Reasumując…

Jeśli więc jesteś w trudnym dla siebie momencie, przeczytaj tę książkę. Jeśli masz wrażenie, że harmonia już dawno zniknęła z Twojego życia i nie wiesz, gdzie jej szukać, przeczytaj tę książkę. Przeczytaj ją dla siebie, dla swojej rodziny, zdrowia, relacji, pracy. Przeczytaj, jeśli czujesz, że potrzebujesz duchowości, a nie wiesz, jak ją w sobie odnaleźć. Przeczytaj, jeśli chciałabyś, by twoje życie wyglądało inaczej, a nie wiesz, jak się do tego zabrać. Przeczytaj, jeśli zgubiłaś gdzieś radość, przeczytaj, jeśli czujesz wewnętrzny ból.

Po prostu ją przeczytaj, a gwarantuję, że zapragniesz zmian. I będziesz wiedziała, jak je wprowadzić w swoje życie.

O Agnieszce Maciąg

Widywałam ją co weekend, bo w tym samym czasie studiowałyśmy psychologię na SWPS w Warszawie. Pamiętam, jak kiedyś siedziałam na ławce przed jakąś salą wykładową, a ona w zwiewnej, długiej sukience szła środkiem prawie pustego korytarza. A w zasadzie „sunęła”, bo to zdecydowanie lepsze określenie. Poruszała się tak, jakby to nie był uczelniany korytarz, ale wybieg na pokazach w Paryżu. I ta suknia, która unosiła się wokół niej… Pamiętam, z jakim zachwytem patrzyłam na ten wręcz nieziemski wręcz obrazek. Już wtedy (a było to mniej więcej piętnaście lat temu) zachwycała wewnętrzną siłą. Bardzo bym chciała zobaczyć Ją teraz.

Leave a Comment