to top

Czerwcowe różności

Siadam do komputera, klikam „nowy post” i przede mną otwiera się pusta, biała, komputerowa kartka. Dreszcz przebiega po plecach. Tak bardzo to lubię, a tak rzadko ostatnio to robiłam…

Pierwsze miesiące tego roku to okres intensywnej pracy…zarywane noce, nauka tego, w co postanowiłam się zaangażować po odejściu z korporacji. Pot, czasem łzy, próby i sporo błędów. Kolejne próby i pierwsze sukcesy. Social media są nieprzewidywalne, nie ma książek, z których można się ich nauczyć, zmieniają się tak dynamicznie, że chyba nawet nie byłoby sensu ich pisać. Trudno prowadzić je dla siebie, znacznie trudniej – dla kogoś innego. Trzeba szybko reagować na nowe algorytmy, trendy, testować i wyciągać wnioski. Byle dobre, bo czasu na to wszystko mało, bo już nadciągają następne trendy i następne zmiany…

Kiedy nadszedł kwiecień i święta, nie mogłam uwierzyć, że to już. Jak to, przecież dopiero zaczął się rok, dopiero robiłam postanowienia noworoczne, miałam się mniej spieszyć, więcej spać, więcej się ruszać, pić więcej wody, czytać więcej książek, a tymczasem…szkoda gadać. O blogu już nawet nie wspominam, bo jeden post na miesiąc to tak, jakby go w ogóle nie było…

W perspektywie majaczył wyjazd do Włoch i wtedy postanowiłam na serio zająć się tym, co odkładałam cały pierwszy kwartał. Zrobiłam rachunek sumienia i okazało się, że wzięłam na siebie zbyt dużo, zwyczajnie przeceniłam swoje możliwości. Chciałam zbyt wiele i przypłaciłam to kompletnym brakiem czasu dla bliskich, dla siebie. Jasne, skąd miałam wiedzieć…ale teraz już wiem.

Próby, próby

Często jest tak, że choć czegoś bardzo chcemy, próbujemy, kompletnie nam nie wychodzi. Bo brak czasu, bo brak sił, motywacji, samozaparcia, weny, czy czego tam jeszcze zwykle nam brakuje.

Ale to nie znaczy, że mamy nie próbować dalej.

Już tyle razy wspominałam tu o równowadze – pisałam to Wam i pisałam to sobie. Może nawet sobie odrobinę bardziej. Bo ciągle się jej uczę, bo ciągle mam z nią problemy. Tyle bym chciała. Zrobić, przeczytać, napisać. Tyle przeżyć, tyle zobaczyć, tyle doświadczyć. Nabrać poczucia, że żyję pełną piersią i dobrze rozkładam ciężkości, że żadna z ważnych dla mnie sfer nie cierpi.

Małe sukcesy

Chyba powinnam napisać „bardzo małe, ale są. W końcu kropla drąży skałę, prawda?

Największy z nich to zmiana diety

Na instagramie i w tym poście na blogu (KLIK) wspominałam Wam o zmianach w mojej diecie: trzy litry wody dziennie, ponad trzygodzinne przerwy między posiłkami (by układ trawienny mógł odpocząć), małe ilości mięsa i próby z dietą niełączenia miały być testem, a stały się moim sposobem na życie. Nie sądziłam, że przyniosą mi aż takie zmiany w samopoczuciu i wyglądzie (Agnieszka Maciąg miała rację!).

Odkąd wdrożyłam te zmiany mam dwa razy tyle energii i z przyjemnością patrzę w lustro. Bardzo poprawił się stan mojej skóry i ogólne samopoczucie. Chodzę uśmiechnięta, znacznie więcej mi się chce. A w sklepach patrzę tylko na sukienki!

Razem

To jest w tym wszystkim najlepsze. Bo w tych zmianach nie jestem sama. Tomek też zmienił dietę i choć je mięso częściej niż ja, to ogólny kierunek mamy ten sam: dużo wody, co najmniej trzygodzinne przerwy między posiłkami, brak podjadania i dużo ruchu. Choć tutaj przyznam, że inicjatywa była po stronie Tomka (który od kilku miesięcy intensywnie biega i jeździ na rowerze), bo zagroził, że anuluje mój karnet (a to byłoby dla mnie porażką, bo od dawna sobie obiecywałam, że zacznę go używać), więc sami rozumiecie, że nie miałam wyjścia: musiałam wrócić do ćwiczeń.

Do tego rower – decyzja, żeby w zeszłym roku kupić go sobie i przestać tak często korzystać z samochodu, była strzałem w 10! Moja MOLLY CHIC marki CREME to moje uzależnienie. Postanowiłam kupić najładniejszy rower jaki znajdę, żeby mieć dodatkową motywację do jazdy – to może się wydawać śmieszne, ale DZIAŁA! W tym roku Molly dostała nowe, skórzane, czekoladowe siodełko i rączki do kompletu – jest jeszcze piękniejsza, a ja w tym roku wyciągam ją z domu jeszcze częściej. Na zdrowie.

Witaj lato!

Za chwilę zaczynają się wakacje, zaczyna się lato. Witam je ze znacznie większą energią, niż rok temu. Czuję, że mogę góry przenosić! W głowie sto pomysłów na nowe posty. Energia i radość. Wdzięczność, że to wszystko tak fajnie się poukładało.

Ćwiczenie wdzięczności

To jeszcze jedna nowa dla mnie rzecz, którą chciałam się z Wami podzielić i w której siłę wierzę. Wykonuję je co wieczór przed snem, kiedy już leżę w łóżku: zanim zasnę myślę sobie o mijającym dniu i przywołuję wszystkie fajne zdarzenia, które miały miejsce. Ważne słowa, które usłyszałam, myśli, które przyszły mi do głowy, ludzi, których spotkałam. I dziękuję za nie. Za to, że było mi dane ich doświadczyć.

Dobrego wieczoru Kochani i widzimy się tu za kilka dni 😉

  • Kasia M.

    Fajnie napisane – tak ciepło, szczerze i prosto z serducha. ❤?
    …Bo najważniejsze właśnie, by każda zmiana, jaką w życiu wprowadzamy, nie byla przymusem, a dyktowana zarówno rozumem, jak i sercem. By bardziej przypominała ewolucję, niż rewolucję. By po prostu nam służyła! Małymi krokami do przodu! ?

    ŚCISKAM MOCNO!
    Kasia ?

    19 czerwca, 2018 at 8:32 pm Odpowiedz
  • If

    Mam wrażenie że ostatnio wszystkie Twoje wpisy są „na jedno kopyto”. Początki były super, dużo czytałam z wielką przyjemnością. Teraz mam wrażenie że na bloga zupełnie nie masz czasu i wrzucasz coś ot tak: jak kochani u Was, my na balet, na wieś, już weekend, dobrego dnia… bla, bla… nie taką Dolce kiedyś czytałam. Odklikuje na insta, choć życzę powodzenia i głowy pełnej nowych, świeżych pomysłów

    19 czerwca, 2018 at 8:35 pm Odpowiedz
  • Anonim

    Bardzo ładnie napisane!

    19 czerwca, 2018 at 8:54 pm Odpowiedz
  • Klaudia

    Maj gat! Kobieto masz najpiękniejszy rower świata! Zakochałam się totalnie <3 !

    14 września, 2018 at 12:15 am Odpowiedz

Leave a Comment