to top

O podwichnięciu, czyli łokieć piastunki.

Nie lubię, kiedy na wyświetlaczu telefonu wyświetla mi się połączenie przychodzące z naszego przedszkola…bo zwykle oznacza to złe wiadomości.

 

Tak było i tym razem, choć tym razem temat wyjątkowo nie dotyczył ani gorączki, ani przeziębienia. Kudłata nagle zaczęła skarżyć się na bolącą rękę. Nie upadła, nikt jej nie popchnął, za to bardzo płakała i nie była w stanie nią ruszyć. Pognałam więc do przedszkola, gdzie moje zapłakane dziecko siedziało na kolanach ulubionej pani. Już samo wyjście z przedszkola nie było łatwe, bo zakładanie kurtki trwało dobrych kilkanaście minut – włożenie ręki w rękaw urosło do czynności niemożliwej do wykonania, a wszelkie, nawet najdelikatniejsze próby powodowały kolejne fale płaczu.

Dlatego nie zastanawiałam się długo – po drodze zgarnęłyśmy Tomka i już wszyscy razem pojechaliśmy do szpitala. Mieszkamy na Bielanach, więc najbliżej byłoby nam do Szpitala Bielańskiego. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że wizyta tam to bite kilka godzin na izbie przyjęć, zdecydowaliśmy się na szpital dziecięcy w Dziekanowie Leśnym. Z naszej dzielnicy to 20 minut drogi, a biorąc pod uwagę jego obłożenie byliśmy pewni, że tam od razu ktoś się nami zajmie.

Po drodze próbowaliśmy ustalić, co tak naprawdę się wydarzyło. Kiedy Kudłata opowiedziała o zabawie w kółku, po której rozbolała ją rączka pomyśleliśmy, że może chodzić o łokieć piastunki. Co prawda Marcelina wciąż wskazywała na pachę jako źródło bólu, ale ze względu na bliskie sąsiedztwo łokcia, stawialiśmy jednak na łokieć.

W szpitalnej izbie przyjęć było dokładnie tak samo pusto, jak pierwszym razem, kiedy tu byliśmy (kiedy to Kudłata postanowiła sprawdzić głową kto jest mocniejszy – Ona, czy szklany stolik kawowy. Jeśli nie znacie tej historii, to stół przegrał). Zostaliśmy zarejestrowani, a kiedy usłyszeliśmy sakramentalne „lekarz czeka na państwa na pierwszym piętrze” poszliśmy plątaniną pustych korytarzy tam, gdzie nas skierowano, po czym z marszu weszliśmy do gabinetu doktora.

Po krótkim wywiadzie, lekarz kazał mi posadzić Marcelinę na kolanach, po czym na ułamek sekundy ścisnął Ją za łokieć i powiedział: „już”. Nie bardzo rozumiałam co „już”, miałam w końcu w głowie ułożony cały scenariusz – na bank prześwietlenie, może jakieś unieruchomienie…ale na pewno nie „już”. Na potwierdzenie owego „już” doktor poprosił Marcelinę żeby podniosła rękę do góry. Nie zrobiła tego, mając na pewno w głowie jeszcze świeże wspomnienie bólu, który odczuwała sekundy temu, więc zagadnęłam Ją o spinkę, którą miała we włosach…i w tym momencie ręka Kudłatej automatycznie i beż żadnego problemu powędrowała do góry.

Widząc moje zdziwienie lekarz zaczął wyjaśniać, co tak naprawdę się stało.

 

Zwichnięcie stawu łokciowego, czyli tzw. „łokieć piastunki”

 

Sama nazwa trochę niesprawiedliwa, bo sprawcą zwichnięcia może być najdelikatniejszy nawet rodzic, a spowodować je – zwykłe (i wcale nie silne) szarpnięcie – na przykład przy pociągnięciu za rękę, kiedy np. dziecko się potyka. Schorzenie to, nazywane podwichnięciem Chassaignaca, najczęściej dotyka dzieci w wieku od 2 do 5 lat. Powstaje ono przy nagłym szarpnięciu rączki dziecka przy wyprostowanym łokciu. Więzadła łokcia u dzieci są jeszcze na tyle elastyczne i luźne, że dochodzi do przemieszczenia się kości promieniowej ze stawu. Na łatwość, z jaką dochodzi do tego rodzaju zwichnięcia ma też wpływ fakt, że kościec dziecka nie jest w pełni wykształcony.

Po takim szarpnięciu dziecko nagle czuje ból w obrębie łokcia, promieniujący do pachy. Może pojawić się też obrzęk i niemożność wyprostowania. Konieczna jest interwencja lekarza i nastawienie, a w przypadku ostrego urazu – także unieruchomienie stawu łokciowego.

 

Im szybciej, tym lepiej

 

Jeśli już dojdzie do podobnej sytuacji i mamy podejrzenie, że to właśnie ten uraz spotkał nasze dziecko – najlepiej od razu udać się do lekarza. Głównie dlatego, że im mniejsza opuchlizna, tym łatwiej łokieć nastawić. W duchu dziękowałam więc sobie za matczyną intuicję, która od razu zapaliła w mojej głowie hasło „szpital”. Że nie czekałam aż minie. Dzięki temu wyszliśmy ze szpitala po 20 minutach od przyjazdu, zdrowi i w doskonałych humorach.

 

Uwaga na powtórki

 

Jeśli naszemu dziecku już raz zdarzyło się to zwichnięcie, musimy być ostrożni w przyszłości, bo „łokieć piastunki” lubi się powtarzać. Dlatego lepiej usunąć z rodzinnego katalogu zabaw wszelkiego rodzaju podnoszenia za ręce przez jednego, lub dwoje rodziców. Z tego samego powodu następnego dnia rano w przedszkolu opowiedziałam wychowawczyni Marceliny co zaszło i co powiedział lekarz. Przyznała, że choć dotąd nie spotkali się z podobną sytuacją, będą ją mieć na uwadze podczas zabaw z dziećmi. W końcu wiedzy nigdy dość – i z tego samego powodu postanowiłam Wam dzisiaj tą historię opisać.

 

Snapseed.jpeg

A Wy mielicie już kiedyś do czynienia z „łokciem piastunki”? Jeśli tak, to koniecznie mi o tym napiszcie!

  • Ewelina

    Przyznam szczerze ze nie spotakalam sie z tym pojęciem – w „praktyce” tymbardziej… Dobrze, ze podzieliłas sie z nami swoim doświadczeniem – warto być przygotowanym na wystąpienie takiej sytuacji. Pozdrawiam

    14 kwietnia, 2016 at 7:42 am Odpowiedz
  • Aneta

    Tak, córka ma 3 latka, miała to już 2 razy. Za pierwszym razem bawiłyśmy się, robiła mała fikołki i nagle straszny ból ręki, również pojechaliśmy do szpitala, w parę minut problem zniknął. A za drugim razem upadła jej jakąś bardzo mała rzecz pod stół, położyła się na brzuszku i mocno wyciągnęła rączkę, wstała juz z bolącym łokciem i sama krzyczała że chce do szpitala… lekarz nam powiedział że takie rzeczy mogą się powtarzać nawet do 9 roku życia… trudno uważać na wszytko, bo jak widać nie wiele trzeba. Trzymajcie się ☺

    14 kwietnia, 2016 at 10:06 am Odpowiedz
  • Anonim

    Witam .Dokladnie pol roku temu na spacerze razem z mężem zafundowalismy naszemu dziecku wlaśnie jego ulubioną zabawę czyli podnoszenie za ręce. W pewnym momexie przez przyadek puscilam rączkę 2.5 letniego synka i podniosl go tylko mąż. Momentalnie przeraźliwie płacz dziecka i nasza bezradność.rączki nie można było dotknąć przy kazdym poruszeniu sie dziecka płacz byl coraz glosniejszy.Przyznam że nigdy wcześniej tak bardzo cierpiacego mojego Synka nie widziałam.Szybka decyzja i juz bylismy w drodze do szpitala.Oczywiscie wglowie miałam wizję pobytu w szpitalu,rentgenow,gipsu i ogromnych wyrzutow sumienia.Na szczęście okazalo sie że pozostały tylko wyrzuty sumienia. pani doktor zaczela rozmawiac z synkiem o jego koszulce, chwycila go za rączkę a po chwili powiedziała że juz.Mamy wrócić za 15 min a w tym czasie dziecko ma sie bawić klockami.Nie ukrywan ze bylqm lekko wzburzona bo jak to dziecko ze złamaniem lub zwichnięciem i ma sie bawić klockwmi a ona nawet zdjecia nie zalecila……poszliśmy do tych klocków a tqm cud .Moje dziecko z blyskiem w oku zaczęło ukladwc klocki.ani przez moment nie zaplakalo.Nie skarzylo sie na bol.Okazalo sie ze wystarczyla sekunda aby pani doktor odpowiednio ustawila wszystko w raczce.Maz twierdzi zezauwazyl ze lekarz zrobil jakis ruch ja nie zdążyłam…..najedlismy sie strachu na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze.Ale mamy nauczke i juz nawet nie probujemy zabawy w podniszenie synka za rączki.

    14 kwietnia, 2016 at 12:48 pm Odpowiedz
  • Wandalin

    W wieku 19 lat doznałem takiego urazu w lewym łokciu na lekcji WF-u. Upadłem na wyprostowane w łokciach ręce. RTG niczego nie wykazało, lekarz kazał unieruchomić rękę, a po dwóch tygodniach ruszać ręką w granicach bólu. Po miesiącu okazało się, że jak oparłem się na parapecie, to kość promieniowa wyskoczyła ze stawu. Bardzo nieprzyjemne uczucie zwłaszcza jak ręka była jeszcze dość obolała. Po jakimś roku dostałem się do szpitala (dzięki NFZ). W szpitalu byłem jakimś ewenementem, bo dorosłym ludziom takie urazy bardzo rzadko się zdarzają. Niechętnie podjęli się operacji było bardzo niewiadomych. Ostatecznie zrekonstruowali więzadła za pomocą powięzia przedramienia. Po operacji było całkiem dobrze przynajmniej główka kości promieniowej nie wyskakiwała mi ze stawu aczkolwiek to i tak nie to samo. Od operacji mam przemieszczenia kości łokciowej.

    Niedawno upadłem na basenie i mam nawrót tej przypadłości w mniejszym stopniu. Niesamowicie ograniczające i wykluczające z wielu sportów.

    17 grudnia, 2016 at 10:17 am Odpowiedz
  • To samo

    Dokładnie wczoraj przeszłam to samo. Byliśmy za zakupach,małą jest ciężko utrzymać przy sobie wszędzie biega,ma 1.5roku.
    Nie chcąc żeby spadła z ruchomych schodów, a właśnie tam podażała wartkim i zdecydowanym krokiem(biegiem) chciałam ja zatrzymać, złapałam za prawa rękę, a że użyła więcej siły wobec mnie,złapałam też za lewą,no i wtedy zaczął się krzyk! Ręka w nadgarstku ” wisiała”,płacz i krzyk okropny. Leki przeciwbólowe nic nie dały. Ręką zgięua w połowie przy brzuszku wzdłuż ciała. No i sor, lekarz wysłuchał co się stało i w chwilę dosłownie naprawił rękę

    30 marca, 2018 at 3:14 pm Odpowiedz
  • Małgorzata Czyż

    Czy po tym nastawieniu Pani córka jeszcze narzekała na ból ręki? Bo my z podobnym przypadkiem trafiliśmy wczoraj w nocy na SOR, tam nastawili chorą rączkę, ale dziś córka cały czas narzeka na ból… Nie wiem czy ma jakiś psychiczny hamulec przed ruszaniem nią czy diagnoza nie była trafna i rzeczywiście ją cały czas boli…

    29 sierpnia, 2018 at 2:24 pm Odpowiedz

Leave a Comment