to top

Kulki samo zło

Niedziela dwa tygodnie temu. Szykujemy się na kinderbal. Kudłata została zaproszona na urodziny koleżanki.
Klubik dziecięcy na Ursynowie. Miejsce, jakich wiele.

Spora przestrzeń, dużo zabawek i dużo dzieci. Są też kulki. Mnóstwo kulek, małpi gaj i wielka zjeżdżalnia. Marcelina jest wniebowzięta.
Jakoś nigdy nie byłam zwolennikiem kulek. Jawiły mi się zawsze jako siedlisko mikrobów wszelkiej maści i omijałam je łukiem tak szerokim, jak tylko się dało. Oczyma wyobraźni widziałam jak zarazki harcują po bawiących się w nich dzieciach. Tym razem jednak nie było możliwości, by odciągnąć Marcelinę od tej przyjemności, bo musielibyśmy po prostu opuścić imprezę. Nie zrobiliśmy tego.
Po powrocie do domu wszystkie ubrania natychmiast poszły do pralki, a my wzięliśmy się za szorowanie Kudłatej. Niestety na niewiele się to zdało, bo następnego wieczoru Marcelina zachorowała. Biegunka, wymioty, gorączka…wirus męczył ją na szczęście tylko dobę, po czym przeszedł na T., naszą nianię i moich rodziców. Ja się jakoś uchowałam, ale to zapewne tylko dlatego, że zaczęłam od razu łykać Nifuroksazyd.
Po tygodniu rodzina była w zasadzie wyleczona, wiec odetchnęłam z ulgą…jak się okazało – za wcześnie. Bo ni stad ni zowąd gładziutkie od zawsze policzki Kudłatej pokryły się czerwonymi krostkami. Początkowo były to maleńkie kropki, wyglądające jak ukłucia szpilki – wtedy jeszcze myślałam, ze faktycznie, to jakieś mini zadrapania. Jednak następnego dnia, kiedy kropki przeszły w czerwone krostki, wiedziałam już, że to coś zupełnie innego. Diagnoza lekarska była jasna. Bakteryjne zapalenie skory. Antybiotyk do smarowania, do tego krem z cynkiem i póki co zakaz przemywania twarzy wodą, bo może dodatkowo pogarszać ten stan. Lekarka potwierdziła moje przypuszczenia – jest duża szansa, że bakterie te zaatakowały Kudłatą właśnie w kulkach, o których z resztą pani doktor nie miała dobrego zdania.
Szczęśliwie antybiotyk zadziałał dość szybko i po jednym dniu kuracji buzia Marceliny wygląda już o niebo lepiej, ale przyznam, że denerwowałam się okropnie.
Poczytałam też trochę o salach zabaw dla dzieci wyposażonych w kulki, małpie gaje i wszelkie inne dziecięce atrakcje i niestety nie mam dla Was dobrych wiadomości.
 

Okazało się, że obecny stan prawny nie reguluje wymagań w zakresie bezpieczeństwa i higieny w salach zabaw dla dzieci. Przepisy prawne określające wymagania w zakresie bezpieczeństwa zabawek wprowadzanych do obrotu lub oddawanych do użytku (Rozporządzenie Ministra Gospodarki z dnia 5 kwietnia 2011 r. w sprawie zasadniczych wymagań dla zabawek Dz. U. z 2011 r., Nr 83, poz. 454) nie odnosi się w żaden sposób do takich miejsc. Jednym słowem, to zarządca, lub właściciel takiego obiektu ustala, jak często jest ono czyszczone.
Poza tym ten sam właściciel we własnym zakresie ustala „regulamin korzystania z obiektu”, co w praktyce oznacza, że może tam sobie napisać, co mu się podoba. Albo nie napisać nic.

W związku z brakiem oficjalnych procedur, rodzice mogą polegać wyłącznie na sobie i swoim zdrowym rozsądku. Swoim. Bo niestety na zdrowy rozsądek innych rodziców liczyć raczej nie można. Wielokrotnie widziałam kaszlące i zakatarzone dzieci przyprowadzane przez mamy np. do kawiarnianych kącików dziecięcych, no bo przecież matce należy się kawa i pół godziny spokoju. Na dworzu zimno, więc na dwór nie wyjdzie, a że przez te trzydzieści minut pociecha obdaruje katarem wszystkie pozostałe dzieci to już inna sprawa.

Z resztą katar to nie najgorsze, co może przynieść nasze dziecko z takiego miejsca – ze względu na swoją specyfikę sala zabaw może być źródłem narażenia na inne patogeny przenoszone drogą pokarmową i kontaktową. Mniejsze dzieci podczas zabawy mogą zwymiotować, oddać mocz, kał. Myślicie, że to przesada i że takie sytuacje zdarzają się rzadko? A ja myślę, że częściej, niż nam się wydaje.
Dlatego jeśli już idziemy w takie miejsce, pamiętajmy o podstawowych zasadach higieny i uczmy tego nasze dzieci. Przede wszystkim myjmy ręce przed i po zabawie. Zawsze też możemy zapytać obsługę sali, kiedy ostatnim razem była profesjonalnie czyszczona i jak często to się odbywa. Pamiętajmy jednak, że niekoniecznie muszą powiedzieć nam prawdę.Ja w każdym razie mam zamiar nadal omijać te miejsca – zawsze czułam matczyną intuicją, a teraz już wiem, że wbrew pozorom nie są przyjazne dzieciom. Co innego te sprawdzone, przetestowane – mamy takie jedno, ulubione. ToZo Cafe na Górczewskiej, to przestronna rodzinna klubowawiarnia. Nie ma kulek, za to jest mała salka z zabawkami i książeczkami. Miejsce czyste, zadbane, z pysznym menu dla dzieci i dorosłych. Można tam fajnie spędzić czas w weekend z rodziną, lub wybrać się na kawę z przyjaciółką. Byłyśmy tam z Marceliną już wiele razy – i za każdym razem jedyne, co stamtąd wynosiłyśmy, to wspomnienia miło spędzonego czasu.A jakie są Wasze doświadczenia? Korzystacie z takich miejsc? Obawiacie się ich? A może też macie swoje ulubione?
  • Kamciaaa

    Ojj tak, ja też jestem zdecydowanie przeciw kulkom 🙁 dwa razy byłam tam z Martynką i mimo, że się nie pochorowała, to zdałam sobie sprawę, że to nie jest dobre dla dzieci.

    30 stycznia, 2015 at 10:48 am Odpowiedz
    • Matylda

      Marcelina też była kiedyś w innym takim miejscu z nianią i wtedy również nic się nie stało…ale po tym, co przeczytałam wiem już, że to jest loteria – jak będzie miała pecha to znowu złapie jakieś paskudztwo. Więc po prostu nie będziemy chodzić do takich miejsc, bo nie zamierzam narażać Jej i całej naszej rodziny na choroby. Pozdrowienia dla Was!

      5 lutego, 2015 at 2:28 pm Odpowiedz
  • aneta

    ToZo Cafe – byłam jak pracowałam na Górczewskiej. rzeczywiście pomysł super, jedzenie i kawa też:) widać, że miejsce zadbane i czyste

    30 stycznia, 2015 at 12:56 pm Odpowiedz
    • Matylda

      Dokładnie tak i w tam zawsze z chęcią się wybiorę. Ale miejsca nowe i nieznane będą omijać szerokim łukiem zwłaszcza, jeśli będą tam kulki… Uściski!

      5 lutego, 2015 at 2:29 pm Odpowiedz
  • Matka MiM

    ja czytałam kiedyś jak jakiś rodzic wypowiadał się jak był z dzieckiem na kullakch i widział jak inne dziecko posikało się w majtki i co zero reakcjo personelu, rodziców dziecka….bawiło sie dalej w najlepsze

    30 stycznia, 2015 at 2:10 pm Odpowiedz
    • Matylda

      No właśnie, a ja jestem pewna, że takie sytuacje są na porządku dziennym. W końcu w kulkach bawią się małe dzieci z większymi, więc małe mogą siusiać, duże często coś tam podjadają i to wszystko razem miesza się w jednym sosie…brrr…

      5 lutego, 2015 at 2:32 pm Odpowiedz
  • uanset

    Matyldo, ja również nie przepadam za tego typu miejscami, wnuczek znajomej z pracy po zabawie w kulkach miał objawy sepsy, na szczęście była to po prostu ostra reakcja na zarazki …
    dużo zdrówka życzę Pannie M i oby leki szybko pomogły

    30 stycznia, 2015 at 3:30 pm Odpowiedz
    • Matylda

      No nie dziwię się…u nas skończyło się na grypie żołądkowej i bakteryjnym zapaleniu skóry. Ale nie dziwi mnie, że może być gorzej… Dzięki Kochana 😉

      5 lutego, 2015 at 2:33 pm Odpowiedz
  • Milowe Wzgórze

    Dla nas to koszmar. Tez pisałam o tym u nas. Zdecydowanie nie!

    30 stycznia, 2015 at 6:10 pm Odpowiedz
    • Matylda

      Pamiętam ten Targówek 😉 Tu niby bardziej kameralne miejsce….ale jak widać podobnie często czyszczone…

      5 lutego, 2015 at 2:34 pm Odpowiedz
  • Lara Croft

    Takie miejsca to jakby powiedzieć wylęgarnia zarazków…Moi znajomi poszli tam na kulki i wszystkie dzieci pochorowały się.My mieliśmy szczęście,bo nie poszliśmy tam razem z nimi bo już wcześniej jak byłam w ciąży to od koleżanki dowiedziałam się,że kulki nie są czyszczone i radziła mi omijać te miejsca.

    30 stycznia, 2015 at 10:20 pm Odpowiedz
    • Matylda

      No właśnie o tym czyszczeniu ja dowiedziałam się dopiero teraz niestety…

      5 lutego, 2015 at 2:35 pm Odpowiedz
  • Mama Chochliczka

    Miejmy nadzieję, że dzięki wpisom takich jak Twój coraz mniej rodziców będzie organizowało przyjęcia w obiektach z kulkami.

    30 stycznia, 2015 at 11:45 pm Odpowiedz
    • Matylda

      Oby! Bo taka chwila dobrej zabawy za dużo może potem kosztować jak się okazuje ;-(

      5 lutego, 2015 at 2:35 pm Odpowiedz
  • radoSHE

    O kurcze! Jesteśmy właśnie w hotelu, który ma najbardziej rewelacyjną strefę dziecięcą jaką widziałam. Cudnie wyposażona. Dzisiaj pół dnia chyba spędziliśmy w ich biblioteczce rysując, czytając, grając itp. Ale w salce obok jest małpi gaj dla najmniejszych maluchów. Kulki, poduchy, materace, gumowe przeszkody. Wygląda fantastycznie…ale raczej sobie darujemy tę frajdę. Raczej na pewno.

    31 stycznia, 2015 at 8:03 pm Odpowiedz
    • Matylda

      Matylda jest jeszcze mała i macie to szczęście, że Was nie ciągnie w takie miejsce, ale ja nie wiem co by było, gdybym teraz pojechała z Marceliną do hotelu, który ma taki atrakcje…bo na pewno mega ciężko by było jej wytłumaczyć, że tam nie pójdziemy…. jak Wasz wyjazd? 😉

      5 lutego, 2015 at 2:37 pm Odpowiedz
  • Kamila Topiłko

    Ja pod namową koleżanki zabrałam Leosia dwa razy na kulki, drugim razem zakończyło się to przeziębieniem..u nas jest sporo takich miejsc, pierwsza bawialnia, w której byliśmy ma już parę lat co niestety widać po wszechobecny brudzie i niestety byłam świadkiem kiedy dziewczynka się zsiusiała będąc e basenie z kulek, a pani z bawialni była zupełnie nienaruszona (liczyłam, że mają specjalne środki, którymi zdezynfekuje to miejsce ale niestety) drugim razem w nowej bawialni na pierwszy rzut oka czystej ale bawiły się tam dzieci m.in z katarem nigdy już nie poszłam z L w takie miejsce i nie zamierzam iść, natomiast obawiam się właśnie kiedyś zaproszenia.na kinderbal w takie miejsce:-/

    3 lutego, 2015 at 1:23 pm Odpowiedz
    • Matylda

      No to wtedy trzeba przekalkulować zyski i straty. Ja mimo niechęci do takich miejsca zaryzykowałam i źle się to dla nas skończyło…Z resztą dla rodziny małej Jubilatki też. Rodzice mieli dobre chęci, chcieli zrobić dzieciom fajną imprezę, a skończyło się ogólną chorobą. Więc kolejnym razem jeśli otrzymam takie zaproszenie, będę musiała odmówić. Zwyczajnie boję się znów zaryzykować.

      5 lutego, 2015 at 2:40 pm Odpowiedz
    • Kamila Topiłko

      Tak jak pisałam, nie zamierzam już iść w takie miejsce, straty znacznie przeważają niestety;/ a zaproszenia obawiam w odniesieniu do Leosia, że dla niego to będzie ciężkie do zrozumienia (np jak będzie chodził do przedszkola a wszystkie koleżanki i koledzy pójdą do takiej bawialni z okazji czyiś urodzin) ale to już później będę się zastanawiać jak to rozwiązać;)

      5 lutego, 2015 at 10:02 pm Odpowiedz
    • Matylda

      Też będę miała ten dylemat, ale mam nadzieję, że jakoś sobie z tą sytuacją poradzimy. Uściski!

      7 lutego, 2015 at 10:13 pm Odpowiedz
  • Anonymous

    Wszystko fajnie, dopóki nie zacznie się przedszkole i zapraszanie na urodziny organizowane w takich miejscach. Dzieci to lubią chcą tam chodzić. Co wtedy? Odmawiać? Nie puszczać dziecka? Ola

    5 lutego, 2015 at 11:12 am Odpowiedz
    • Matylda

      Ola, masz rację, to nie będzie łatwe. Póki co nie mamy tego problemu, bo Marcelina nie chodzi do przedszkola, ale temat na pewno kiedyś się pojawi. Po ostatnich przejściach nie wyobrażam sobie na razie ponownej wizyty w kulkach. Mam nadzieję, że może kiedyś uda się namówić rodziców do organizacji urodzin jednak w domu, albo na powietrzu (jeśli pogoda będzie sprzyjać). Na pewno postaram się znaleźć jakieś rozwiązanie. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      5 lutego, 2015 at 2:44 pm Odpowiedz
  • MOnik

    W niedziele byliśmy w sali zabaw, we wtorek gorączka, biegunka, w sobotę zapalenie oskrzeli.
    Dziękuje…
    Byłam przekonana, że zaraził się od dzieci ale teraz już mam poważne wątpliwości.

    A Tozo Cafe bardzo lubię, miła obsługa, pyszna kawka i naleśniki, idealne miejsce na połączenie spotkania z koleżanką i jednocześnie urozmaicenie dnia dla mojego synka.
    polecam 🙂

    16 lutego, 2015 at 4:45 pm Odpowiedz
  • dorotka

    Witam, również znam Tozo, bardzo lubię i polecam 🙂 Rzeczywiście jest super fajnie i smacznie ale z obliczeń wynika ze moja córeczka zaraziła się właśnie tam! Nie mam pretensji oczywiście i uważam że personel dba o czystość… Pomimo, że córcia zaraziła mnie i męża i wszyscy leczymy gorączkę i łamanie w kościach… Cóż wyzdrowiejemy i idziemy znowu na zajęcia bo gdzieś odporność trzeba łapać kontakty miedzyiskierkowe ćwiczyć a cześć wychowywania dziecka to leczenie chorób 🙂
    Pozdrawiamy gorąco!
    Ps
    Na kulkach tez byłyśmy i co… Na kulkach nic nie złapał… O ironio…

    16 lutego, 2015 at 5:22 pm Odpowiedz
  • Agnieszka

    Uwielbiamy ToZo za wszystko-za przemiłą obsługę, pyszne jedzenie, wspaniałe zajęcia i fajny klimat…za to, że mogę w spokoju wypić kawę i zjeść pyszne ciasto, bez konieczności wyjeżdżania na drugi koniec miasta. 🙂 Za pyszne obiadki, które z przyjemnością zjada moja Pola i miłe towarzystwo mam …i oczywiście za cudowną Ciocię Jadzię 🙂 Polecam. 🙂

    18 lutego, 2015 at 11:38 am Odpowiedz

Leave a Comment