O nieśmiałości – walczyć, przeczekać?

Zrozumieć. O tym będzie dzisiejszy post.

 

Marcelina poszła do przedszkola mając dwa lata i osiem miesięcy. Po początkowym okresie zupełnie spokojnej adaptacji, trwającej dobrych kilka tygodni, pod koniec września nadszedł dzień pierwszego spotkania z opiekunką grupy… To wtedy dowiedzieliśmy się, że w ciągu przedszkolnego dnia… Marcelina w ogóle się nie odzywa.

 

Szok i niedowierzanie

 

No bo jak to możliwe, jeśli w domu buzia się Jej nie zamyka, jeśli opowiada nam ze szczegółami, co działo się w przedszkolu, co robiła, z kim się bawiła, co jadła, itp, itd, i w ogóle i w szczególe…. „Rozumiem” – usłyszeliśmy w odpowiedzi – „ale w przedszkolu nie mówi nic”. Pani tłumaczyła nam wtedy, że być może potrzebuje trochę więcej czasu, żeby poczuć się dobrze w nowym otoczeniu, że przecież przez infekcje nie spędziła w przedszkolu jeszcze nawet miesiąca, ale ja sama niewiele z tej rozmowy pamiętam. Pamiętam za to, jak od razu po przyjściu do domu odpaliłam Google w poszukiwaniu „wiedzy”. I oczywiście znalazłam.

 

Mutyzm

 

Wiecie co to takiego? Ja też nie wiedziałam. Przeszukałam pół internetu, żeby to znaleźć i znalazłam. Mutyzm, czyli zaburzenie mówienia pod wpływem np. stresującej sytuacji, wymagające terapii. Tomek oczywiście popukał się w głowę, a ja stwierdziłam że ok, poczekamy aż Marcelina spędzi w przedszkolu pełny miesiąc i wtedy zobaczymy. Spędziła. I zaczęła się normalnie odzywać. Nawet późniejsze choroby już tego nie zmieniły. Po prostu nadszedł ten moment, kiedy Ona sama poczuła się w nowym miejscu bezpiecznie.

 

Po co o tym piszę?

 

Żeby pomóc wam zrozumieć nieśmiałość waszych dzieci. Żebyście małymi krokami, bez nacisków i przyśpieszania czegokolwiek potrafili pomóc swojemu dziecku stać się bardziej śmiałym. Pomóc, a nie popychać je do tego. Bo to bardzo ważne, żeby zrobiło to w swoim tempie i zaraz opowiem wam dlaczego.

 

Co było dalej

 

W tym okresie i przez kolejne dwa lata Marcelina bardzo często bywała nieśmiała. Onieśmielali ją nowi ludzie i nowe sytuacje. Kiedy rozmawialiśmy z nieznanymi Jej dorosłymi chowała się za naszymi nogami i niezbyt chętnie rozmawiała z nieznanymi sobie dziećmi. Widzieliśmy, że te sytuacje powodują u niej dużą niepewność…i nie naciskaliśmy. Podświadomie czuliśmy, że to przyniesie dużo większą szkodę, dlatego poprzestawaliśmy jedynie na zachęcaniu – może masz ochotę pobawić się z tą dziewczynką? Nie? Nie ma problemu, Ty decydujesz.

Z drugiej strony byliśmy pewni, że my sami stwarzamy Marcelinie świetne warunki do oswojenia nieśmiałości i do radzenia sobie z nowymi sytuacjami. Gdziekolwiek jechaliśmy, czy lecieliśmy – zawsze zabieraliśmy ją ze sobą. Spotkania ze znajomymi, wspólne weekendy, wyjścia do restauracji – Marcelina zawsze była z nami. Przypuszczaliśmy więc, że te zachowania mogą też wynikać z bardzo silnej więzi z nami.

 

Nigdy

 

Aby więc nie nadużywać Jej bezgranicznego zaufania do nas nigdy Jej nie zawstydzaliśmy, ani nie porównywaliśmy do innych dzieci (a była jedynym dzieckiem, które przez miesiąc nie odzywało się w przedszkolu). Za to zawsze utwierdzaliśmy w przekonaniu, że jest wartościowa, jedyna i niepowtarzalna. Czuliśmy, że jeśli zapewnimy Jej bezpieczeństwo, które tak dobrze zna, nowe sytuacje i ludzie w końcu zostaną przez Nią oswojeni.

 

Małymi krokami

 

Postanowiliśmy delikatnie pomóc Marcelinie wykorzystując do tego codzienne sytuacje, w których ona sama mogła wybrać, czy jest gotowa na większą śmiałość, czy nie. W lecie na ulubionym placu zabaw proponowaliśmy samodzielny zakup lodów, albo gofrów: początkowo wyglądało to tak, że szłyśmy razem i razem składałyśmy zamówienie (Ona próbowała, ja dopowiadałam), potem ja już tylko stałam obok, ale zamawiała Marcelina. Za to pod koniec wakacji Kudłata nie potrzebowała już od mnie niczego….poza pieniędzmi i sama biegła kupić to, na co miała ochotę.

Takimi elementami delikatnej terapii były też dodatkowe zajęcia baletu: godzina na sali z nową panią i nieznanymi wcześniej dziećmi była nowym, dużym wyzwaniem, jednak pasja zwyciężyła i Marcelina bez problemu odnalazła się w nowym otoczeniu. Podobnie było z basenem, na który chodzi w ramach przedszkola – początkowo denerwowała się bardzo i na pierwszych zajęciach (jako jedyna) w ogóle nie weszła do basenu. Miesiąc później miała już ulubionego trenera na wyłączność: „mamo, zabroniłam panu mnie puszczać” – wyjaśniła mi któregoś dnia. Od tego momentu uwielbia basen.

 

Stan obecny

 

Najbardziej zaskoczyła nas jednak kilka tygodni temu, kiedy odwiedził nas dawno nie widziany znajomy. Wpadł którejś soboty dosłownie na pół godziny…w którym to czasie Marcelina zdążyła wtrącić się w rozmowę przynajmniej dwadzieścia razu, chcąc „wujkowi” streścić wszystkie newsy ze swojego przedszkola 😉 Rok temu takie zachowanie z Jej strony byłby kompetnie nierealne.

 

To teraz trochę psychologii, czyli po co dzieciom nieśmiałość

 

Kluczem do zrozumienia dziecięcej nieśmiałość jest to, że ma ona swój konkretny cel – instynktowny opór przed bliskością z nieznajomą do tej pory osobą to jednocześnie ochrona już istniejącej, bezpiecznej więzi z głównymi opiekunami/rodzicami i zabezpieczenie dziecka przed wpływem innych osób. Z tego też powodu dzieci nie okazują nieśmiałości w otoczeniu najbliższych. Nieśmiałość chroni więc nie tylko dziecko, ale i samą więź.

Nieśmiałość nie wynika więc z naszego błędu jako rodziców, nie jest też efektem niskiego poczucia własnej wartości, czy – co najważniejsze – nie jest wadą samego dziecka. Jest naturalną ochroną relacji, którą dziecko z nami zbudowało.

Nieśmiałość maleje w trakcie dojrzewania małego dziecka i stawania się przez nie bardziej niezależną istotą. Dla nas w sposób zauważalny ten proces zaczął zachodzić między czwartym a piątym rokiem życia Marceliny.

 

I wnioski

 

Dlatego tak ważne jest pozwolić dziecku na bycie nieśmiałym i postępowanie w zgodzie z jego wewnętrzną potrzebą więzi. Jeśli zbyt wcześnie będziemy popychać dziecko do śmiałych zachowań, na które nie jest gotowe, runie z dół jak wypchnięty z gniazda, niedojrzały do lotu pisklak. Jeśli jednak poczekamy, aż samo poczuje, że jest gotowe, rozwinie skrzydła i wzleci tak wysoko, że zadziwi nas samych.

 

 

 

You may also like

8 komentarzy

  • Marta Styczeń 31, 2018   Reply →

    Witam,

    Dziękuję za ten wpis.

    Mam pytnie z innej beczki, jak Pani dba o włosy „kudłatej” na zdjęciach wygladają zachwycająco. Chodzi mi zarówno o pielęgnację jak i codzinne nawyki.

  • ewa Styczeń 31, 2018   Reply →

    Super mieliście podejście, że uszanowaliście tę nieśmiałość córki. I jak widać, dojrzała do bycia bardziej kontaktowa, kiedy była na to gotowa. Zgadzam się z Tobą kompletnie w kwestii ośmieszania dziecka przy gościach, czy przełamywania nieśmiałości na siłę. To raczej mogłoby zaszkodzić dziecku. Przecież podobnie jest z dorosłymi, nie każdy jest ekstrowertykiem, który otwiera się momentalnie na nowo poznaną osobę, czy odnajduję się od razu w nowym środowisku.

  • Natalia Luty 1, 2018   Reply →

    Twoja historia przypomina mi naszego odważniaka domowego jak go nazywa moja mama.. 5 lat. W domu rzadzi i ustawia wszystkich włączając psa i 10 letniego brata. Dyskutant i uparciuch. W przedszkolu za to cichutki. Podporzadkowany regułom i nieśmiały. Chociaż pani mówi że Leonek powoli się otwiera i panie zadziwia… ha ha
    Nas spotkała też wczesnodziecięca niepłodność mowy ok 3 roku życia. Nie jest to jąkanie a naturalny etam który może się pojawić. I u nas pojawił. Powtarzane wyrazy czy sylaby na początku zdania a potem z górki. Takie ” ja ja ja ja chcialbym obejzec baje mamusiu”. Przeszło. Nie wolno pospieszać pomagać podpowiadac. I spokojnie- to przejściowe ale oczywiście to potwierdził nam specjalista bo stres był….

  • Natalia Luty 1, 2018   Reply →

    Niepłynnosc… nie niepłodność. Te podpowiedzi telefonu…

  • Marzena Luty 4, 2018   Reply →

    A ja mysle, ze taka niesmialosc w przedzkolu a chodzenie do retauracji,spotkania ze znajomymi, wyjazdy na wczasy to dwie rozne rzeczy. Bo dziecko powinno wyrastac wsrod dzieci, byc z rowiesnikami, wtedy malo prawdopodobne bedzie, ze bedzie takie niesmiale w przedszkolu. Mam podobna sytuacje, corka niechetnie chodzi do przedszkola, bo po prostu nie ma rodzenstwa, kolezanki z bloku w ogole nie wychodza przed blok (jak to bylo, gdy ja bylam mala), nie wspomne o tym, zeby ktos przychodzi albo zaprosil do domu na wspolna zabawe. Ja zaprosilam znajomych z dzieckiem nie raz, ale potem oni nigdy tego kroku w stosunku do nas nie wykonali- wiec przestalam zapraszac. Nie chce sie narzucac. Dzieci po prostu chyba siedza w domu. To jest smutne.

    • mojedolcevita Luty 6, 2018   Reply →

      Masz rację, mam dokładnie to samo zdanie co Ty – dlatego dzieci w otoczeniu Marceliny zawsze było bardzo dużo. Mamy wielu „dzieciatych” znajomych, gdziekolwiek chodzimy – zawsze zahaczamy o place zabaw i wszelkie inne miejsca, gdzie Marcelina może się pobawić z innymi dziećmi. Co więcej – nieśmiałość Marceliny była zawsze znacznie większa w stosunku do obcych dorosłych, niż do dzieci, więc wg mnie było to raczej związane z bardzo silną więzią z nami.

  • Magda Luty 5, 2018   Reply →

    A nie myślisz, że ta nieśmiałość jest spowodowana tego,że jest jedynaczką? Ja byłam jedynaczka przez 10 lat i byłam również nieśmiała i wydaje ,i się, że to był jeden z głownych powodów.

    • mojedolcevita Luty 6, 2018   Reply →

      Magda, myślę, że nie: po pierwsze dlatego, że ja też jestem jedynaczką i nigdy nie byłam nieśmiała, a po drugie dlatego, że nieśmiałość Marceliny już się w zasadzie skończyła 😉
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

Leave a comment