O górach i ścieżkach

Dobrze pamiętam jesień rok temu. Bez względu na aurę za oknem nie była kolorowa.

 

W głowie mnóstwo myśli. Coraz więcej wątpliwości i chęci na zmiany. Każdy kolejny dzień utwierdzał mnie w przekonaniu, że tak już dłużej być nie może. Choć obiektywnie nie działo się nic złego, czułam, że potrzebuję zmian w moim zawodowym życiu i życiu w ogóle.

 

Kiedy kilkanaście dni po nowym roku składałam w kadrach TEN dokument, nie wiedziałam, czy dobrze robię. I choć wierzyłam w siebie, to przecież na ostatniej rozmowie kwalifikacyjnej byłam kilkanaście lat temu. Nie miałam planu awaryjnego, ani dokładnego pomysłu, co dalej. W tym okresie, bardziej wiedziałam, czego nie chcę, niż co tak naprawdę chcę.

 

Nadszedł ostatni dzień pracy…a potem dzień po. Pierwszy, potem następne. Dni, w których nic nie musiałam. Było fajnie…przez dwa tygodnie. Po raz kolejny przekonałam się, że mentalnie jestem “kobietą pracującą” i bez pracy po prostu nie potrafię żyć. Był co prawda blog, ale przecież blog to przyjemność, moje hobby i chciałam, żeby tak pozostało. Mijały kolejne tygodnie, potem miesiące, a pomysły nie przychodziły. Kilkanaście wysłanych CV i rozmów bez przekonania. Czułam, że tak naprawdę chcę czegoś innego, niż pracy od 9 do 17 i miejsca na służbowym parkingu. Tylko że sama nie wiedziałam czego.

 

I właśnie o tym chciałam Wam dziś opowiedzieć. Że szukanie swojej drogi to proces, który może zająć sporo czasu. Że czasem łatwiej jest powiedzieć czemuś “nie”, niż znaleźć to, z czym jesteśmy “na tak”. Że bez względu na to, jak dobrze się znamy, chwilami możemy poczuć, że zawodzimy same siebie. Bo przecież miałyśmy zdobywać góry, a tymczasem potykamy się na prostej ścieżce.

 

Mnie wędrówka po tej ścieżce zajęła rok. W tym czasie sporo razy oglądałam się za siebie. Przysiadałam na niej nie mając sił i chęci by iść dalej. Momentami chciałam nawet zawrócić…ale gdzieś tam w środku wierzyłam w siebie. I choć to uczucie raczej tliło się we mnie, niż buchało jasnym płomieniem, wierzyłam, że przyjdzie taki dzień, w którym po prostu wstanę z tej ścieżki, otrzepię się, poprawię koronę i pewnym krokiem zacznę wchodzić na tą górę, którą sama dla siebie wybrałam.

 

Bo wybrałam. Mam już pomysł, mam cel. Wiem, co chcę robić, a raczej wiem, co zrobię. Bo to zasadnicza różnica. I mam zamiar być w tym świetna. Ostatnio powtarzałam to wiele razy różnym osobom, a teraz czas, żebym powiedziała to samej sobie:

 

NO BO KTO, JAK NIE JA????

 

A was proszę o trzymanie za mnie kciuków i choć kilka wirtualnych kopniaków na szczęście ;-) Bo warto żyć w zgodzie ze sobą. Zmieniać to, co nam nie leży bez względu na ryzyko, jakie te zmiany ze sobą niosą. Warto się potykać, upadać, warto czasem na chwilę tracić w siebie wiarę i nawet zawieść się na sobie. Bo kiedy nadejdzie odpowiedni moment to wszystko może nam dać wielką siłę, kiedy już postawimy przed sobą tą naszą własną i przez nas wybraną górę. I fajnie czuć, że jesteśmy na nią gotowe.

Moja góra już przede mną stoi i za jakiś czas opowiem wam o niej znacznie więcej. A na razie ślijcie te kopniaki, odwdzięczę się wirtualną kawą i podzielę kawałkiem obłędnej bezy z Sopotu ;-)

 

Snapseed 130

Snapseed 94

Snapseed 137

Snapseed 136

You may also like

17 comments

  • Agnieszka . G Październik 20, 2017   Reply →

    Czasami trzeba zaryzykować , podjąć tę właśnie decyzję. Zaufać samej sobie , dążyć do celu i pokonywać słabości . Gratuluje z całego serducha tej właściwej decyzji i już nie mogę się doczekać co to za góra ???? Oczywiście przesyłam wirtualnego kopniaka ????????❣️

    • mojedolcevita Październik 21, 2017   Reply →

      Aga, bardzo, bardzo Ci dziękuję ;-) Dla mnie kluczowe jest właśnie to zaufanie do siebie i to, że nie można w siebie wątpić i biczować się, kiedy nadejdzie ten gorszy okres. Bo każdy ma do niego prawo i każdego może dopaść słabość, której się po sobie nie spodziewał…To może być dla nas kolejny sprawdzian i kolejny test, jak sobie z nią poradzimy… bo że wyjdziemy z tej sytuacji silniejsi, to pewne.
      Uściski dla Ciebie.

  • Asia Październik 20, 2017   Reply →

    Świetny wpis!!! To jakbym czytała o sobie. Ja jeszcze wędruje po swojej ścieżce. Czytając twoje słowa zaczynam nabierać wiary w to że nadejdzie taki dzień że zdobęde się na odwagę aby coś zmienić. Powodzenia! Trzeba mieć marzenia i je spełniać. Trzymam kciuki! :-)

    • mojedolcevita Październik 21, 2017   Reply →

      Asiu, fakt, to wymaga odwagi, bo zawsze boimy się tego co nowe i nieznane. Ale z drugiej strony jesteśmy to sobie winni…bo kolejnego życia nie będziemy już mieć. To jest jedyne i po prostu szkoda tracić czasu na tkwienie w miejscu, czy relacjach, które nam nie odpowiadają. Trzymam kciuki za Twoją górę.

  • Joanna Październik 21, 2017   Reply →

    Marta trzymam za Ciebie wszystkie moje kciuki???????? i juz nie moge sie doczekac az nam zdradzisz szczegoly. Ja swego czasu tez powiedzialam nie a to co mnie spotkalo potem trwa do teraz i jest najlepszym co mnie w życiu spotkalo. Walczmy o marzenia wtedy mamy więcej satysfakcji z pracy i życia. Pozdrawiam a kawa i bezą wyglądają obłędnie Joanna

    • mojedolcevita Październik 21, 2017   Reply →

      Dzięki Joasiu, zdradzę na pewno, ale za jakiś czas, bo to jednak sam początek, więc teraz zbieram kopniaki na szczęście i proszę o te kciuki, a potem będę się chwalić ;-) Bo ja, tak ja Ty, czuję, że to była jedna z moich najlepszych decyzji…mimo, że przez kilka miesięcy trochę w to wątpiłam… I masz rację – warto powalczyć, by tą satysfakcję poczuć.
      Uściski!

  • MAGDALENA Październik 21, 2017   Reply →

    Witaj:) Jestem właśnie na początku tej drogi.. Zdecydowałam się na ten krok kilka tygodni temu. Bez planu co będzie dalej i z obawami co przyniesie przyszłość i czego tak naprawdę chcę, potrzebuję. Ale mam nadzieję że mimo wszystko podjęłam słuszna decyzję i 1 raz od prawie 10 lat rozpoczne Nowy Rok z mysla że w końcu zrobiłam coś dobrego dla siebie:) życzę nam obu powodzenia;)

    • mojedolcevita Październik 21, 2017   Reply →

      Magda, pewnie jeszcze wiele razy będziesz wątpić w słuszność tej decyzji, ale ja już teraz mogę Ci powiedzieć, że na pewno była ona dobra. Jeśli tkwiłaś gdzieś wbrew sobie, jeśli tamto miejsce, czy ludzie w jakikolwiek sposób pozbawiało Cię tego, co w życiu najcenniejsze, to zrobiłaś coś najlepszego, co mogłaś zrobić i już jesteś wygrana. A reszta powoli się poukłada, tylko na początku ułóż swoje emocje, swoją głowę, itp. A ta lepsza część Twojego życia nadejdzie szybciej, niż Ci się wydaje – czego z całego serca Ci życzę!

  • Anonim Październik 21, 2017   Reply →

    Powodzenia!

    • mojedolcevita Październik 21, 2017   Reply →

      Dziękuję!

  • Laracroft Październik 21, 2017   Reply →

    Zaryzykowałaś podjęłaś decyzję słuchasz swojej intuicji swych myśli aż znalazłaś swoją górę która przed Tobą stoi Poczekam spokojnie aby się dowiedzieć co to za Góra! Trzymam kciuki i oczywiście ślę wirtualnego kopniaka na szczęście! ????

    • mojedolcevita Październik 21, 2017   Reply →

      Dzięki Ci Kochana! Opowiem na pewno, tylko niech się chociaż odrobinę na nią wdrapię…i nie spadnę ;-))) Całusy i dzięki za wsparcie! ;-*

  • Anna Październik 21, 2017   Reply →

    Podziwiam odwagę i życzę szczęścia.
    Ja tej odwagi nie mam…robię coś bo robię. Nie czuję się szczęśliwa, ale nie mam innego pomysłu. .i jedyne co sobie myślę to chciałabym tak wychowac mogę córki żeby one się nie bały zmian tak jak ich mama. .
    Pozdrawiam..i też czekam na to co to za góra ????????

    • mojedolcevita Październik 21, 2017   Reply →

      Aniu, ale może boisz się teraz, a za jakiś czas przestaniesz się bać choć odrobinę i zrobisz ten krok naprzód? Nie zamykaj sobie tej drogi, choćby w swojej głowie. Piszesz o Córkach…bardzo Cię rozumiem, bo ja też przez te miesiące miałam w głowie myśli, że jaki ja daję przykład swojemu dziecku. Użalam się nad sobą, zamiast działać. I w końcu zebrałam się na odwagę i jakoś poszło. Każdy ma prawo do lęku, obaw, każdy boi się tego, co nieznane i niepewne. To jest naturalne i bardzo ludzkie.
      A może zamiast od razu rezygnować z tego, co jest teraz spróbuj rozejrzeć się wokół siebie, popytać znajomych, poprzeglądać ogłoszenia…nawet tak dla sprawdzenia jak wygląda rynek…bo nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie. Zaciskam za Ciebie kciuki z całych sił!

  • Aneta Październik 24, 2017   Reply →

    Zdecydowanie wiem jak to jest mieć dość korpo (zwłaszcza tej naszej:)). Właśnie kończę urlop macierzyński i też szukam swojej drogi. Coś tam w głowie świta, ale jeszcze daleko do wykonania, ale mam nadzieję, że nam się uda:)
    życzę powodzenia i trzymam kciuki!

    • mojedolcevita Październik 24, 2017   Reply →

      Anetko, dziękuję i w takim razie i ja trzymam bardzo mocno kciuki z Ciebie! Ściskam!

  • Sabina Listopad 18, 2017   Reply →

    Zrobilam taki wazny krok w wakacje tego roku. Bardzo lubialam moja prace ale nie pracodawce. Przez ktorego zawsze bylam tlamszona, szara mysza. Bylam zla na siebie ze tkwie w tym kilka lat i nic z tym nie robie. Az pewnego dnia po dwoch przeplakanych nocach i wsparciu bliskich zrezygnowałam z pracy. Wyjechalam nawet za granice. I tak mieszkam tu od kilku miesiecy z moja rodzina i szukam swojej drogi… Jedno jest pewne nie zaluje podjetych decyzji.

Leave a reply to Aneta Cancel reply