Jak prowadzić dom? Po francusku!

 

Temat dzisiejszego wpisu pochodzi od Was. Kiedyś na “live” zaproponowałyście, żebym napisała, jak dbam o dom. No to bardzo proszę.

 

 

I choć tak naprawdę odpowiadając na to pytanie mogłabym użyć tylko jednego słowa (a byłoby to słowo “regularnie”), to na potrzeby tego posta postanowiłam rozwinąć ten temat i trochę wam o tym poopowiadać. Ale zacznijmy trochę z innej strony.

 

 

Możesz myśleć, że bycie “chic” nie wiąże się w żadne sposób z najbardziej błahymi, prozaicznymi momentami dnia – takimi jak przyrządzanie posiłków, wyjmowanie naczyń ze zmywarki, płacenie rachunków. Cały sekret polega jednak na tym, że te chwile bynajmniej nie są błahe. Au contraire. Są niezwykle istotne. Naprawdę – jeśli uda ci się zmienić nastawienie do gotowania sosu do spaghetti albo wyboru stroju na kolejny dzień, składania świeżo wypranych rzeczy, nakrywania do stołu, albo przeglądania korespondencji, możesz radykalnie odmienić swoje życie.

 

To fragment książki “W domu Madame Chic” Jennifer L. Scott. Czytałam ją dawno temu, ale ten fragment szczególnie zapadł mi w pamięć. Bo przecież nikt z nas nie lubi sprzątać i ja nie jestem pod tym względem wyjątkiem. Za to uwielbiam porządek. W poukładanym, pachnącym i czystym domu czuję się po prostu szczęśliwsza. A jak wiadomo – nasze samopoczucie przekłada się na wszystkie pozostałe sfery życia – pracę, relacje z innymi, stosunek do świata i zdarzeń, które nas spotykają. Dlaczego więc nie zacząć od podstaw? To bardzo ważne, żeby w miejscu, w którym zaczynamy każdy dzień czuć się zrelaksowanym i zadowolonym. By poranek nie był nerwową bieganiną w poszukiwaniu rzeczy, które wciąż zmieniają swoje miejsce, a wieczór nie polegał na godzinnym sprzątaniu porannego bałaganu. Bo jestem pewna, że każda z was ma na niego milion ciekawszych pomysłów. Tyle tytułem wstępu, teraz trochę mojego “know – how”, czyli

 

Moje patenty na uporządkowany dom

 

Nastawienie

 

Nastawienie to pierwsza lekcja, jaką wyniosłam z cytowanej powyżej książki. Autorka wspomina, że to coś, czego nauczyła się od swoich francuskich przyjaciół – pozytywny stosunek do obowiązków domowych Francuzów wynika z faktu, że postrzegają oni je jako coś, dzięki czemu mogą żyć łatwiej i przyjemniej. Prace domowe nie są więc przykrymi obowiązkami – odpowiednio zorganizowane mogą być źródłem całkiem sporej satysfakcji – szczególnie, jeśli codziennie możemy patrzeć na piękny i uporządkowany dom.

 

Bo wcale nie potrzebujemy mieć pałacu, żeby czuć się tak, jakbyśmy w nim mieszkały. Możemy żyć pięknie, gdziekolwiek. We własnym domu, wynajętym mieszkaniu, czy w akademiku – jeśli masz wrażenie, że nie kochasz już swojej przestrzeni, pora wskrzesić ten romans…”

 

Regularność

 

Pora wrócić do tego kluczowego słowa z początku wpisu. Regularność to pierwszy krok do marzeń o czystym i uporządkowanym domu. I nie chodzi tu o sprzątanie raz na tydzień w weekend i zabieranie sobie i rodzinie połowy soboty. To kompletnie bez sensu. Regularność o której myślę i którą stosuję w naszym domu, to sprzątanie codzienne.

 

Reguła 15 minut

 

To właśnie jeden z pomysłów, który żywcem zabrałam od Jennifer i wcieliłam w nasze życie. Na czym polega? Codziennie przed, lub po kolacji (zależy o której wrócimy do domu i jak bardzo jesteśmy głodni) ustawiamy timer na kwadrans i wszyscy sprzątamy tyle, ile damy radę, oczywiście wybierając miejsca, które w danym momencie najbardziej tego potrzebują. Marcelina zbiera zabawki i zanosi do siebie zostawione w przedpokoju i przyniesione z przedszkola rysunki. Ja sprzątam po kolacji, wypakowuję zakupy i układam je w lodówce, Tomek przeciera lustra, lub umywalkę, albo wstawia do szafki buty, których nagle za dużo pojawiło się w przedpokoju. Każdy robi dosłownie kilka rzeczy, ale że jest nas troje, po tych 15 minutach dom wygląda już zupełnie inaczej…a to przecież tylko 15 minut!

 

Kuchnia i salon – punkty obowiązkowe

 

Kuchnia i salon to strefy, które obowiązkowo “dopieszczam” pod koniec każdego dnia. Nie ma dla mnie nic gorszego, niż bałagan w tych miejscach, gdy wstaję rano. Od razu psuje mi się humor. Zwłaszcza, że bardzo lubię te kilkanaście samotnych minut, kiedy od razu po wstaniu z łóżka idę do kuchni i wstawiam czajnik, by zrobić sobie ciepłą wodę z cytryną. Włączam wtedy jakąś energetyczną muzykę, siadam na chwilę w fotelu, czy na kanapie, piję wodę i nastawiam się na nowy dzień. Bałagan kompletnie nie pasuje mi do tego obrazka. Dlatego bardzo się staram, by o poranku nigdy go tu nie było.

 

Snapseed 206

IMG_3520 2

 

Gorące punkty

 

W każdym domu są takie miejsca, gdzie bałagan robi się najszybciej i gdzie najbardziej go widać. U mnie jest to stół pomiędzy kuchnią a salonem i stolik w przedpokoju. W tych dwóch miejscach ląduje absolutnie wszystko: wyjęta ze skrzynki korespondencja, wyciągnięte z portfeli, czy kieszeni rachunki, wszędobylskie spinki do włosów Marceliny, niekiedy czapki/szaliki/rękawiczki i milion innych rzeczy. Jednocześnie miejsca te są bardzo widoczne i gdy są nieuporządkowane, od razu ma się wrażenie ogólnego bałaganu. Dlatego bardzo pilnuję tych “gorących” punktów i o ich porządek dbam wyjątkowo. Na stole w kuchni mogą znajdować się wyłącznie kwiaty, świece zastawa stołowa i absolutnie nic więcej, a w przedpokoju mogą leżeć najwyżej telefony. Pilnowanie tego sprawia, że z przyjemnością patrzę na swój dom.

 

Snapseed 205

 

Martwe strefy

 

Je również ma każdy z nas – bo w każdym domu znajdują się szuflady ze szpargałami, do których po prostu wrzucamy różne przedmioty, a potem o nich zapominamy. Papiery, notesy, baterie, spinacze, długopisy, a do tego sto różnych drobiazgów, co do których mamy nadzieję, że kiedyś mogą być potrzebne. Zwykle nie są, ale w każdym domu taka szuflada musi być. W moim też. Sprzątam ją mniej więcej raz na miesiąc, chociażby po to, żeby co jakiś czas sobie przypominać, co dokładnie tam mam ;-)

Do tej kategorii należą też często nasze szufladki z kosmetykami – dobrze robić tam cykliczne porządki, dzięki czemu możemy zdecydować, co z naszego urodowego arsenału jeszcze się nadaje, a z czym powinniśmy się rozstać.

 

Trudne rozstania

 

Pozbywanie się tego, co niepotrzebne to często niełatwa, a bardzo przydatna sztuka. Ja na szczęście nauczyłam się tego od mojej Mamy i bez najmniejszego żalu rozstaję się z rzeczami, których nie używam, bez względu na to, co to jest. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam przestrzeń, czy to na zewnątrz, czy w szufladach. Po drugie – nie znoszę kurzu, a niepotrzebne rzeczy gromadzą go całe mnóstwo. A po trzecie – zawsze fajnie jest mieć sporo miejsca na nowe, prawda? ;-)

 

Odkładaj na miejsce

 

Ale żeby nie było, że utrzymywanie porządku idzie mi tak doskonale, na koniec zostawiłam sobie punkt, z którym mamy największy problem jako rodzina. Odkładanie rzeczy na miejsce od razu po ich użyciu wymaga prawdziwej dyscypliny. Mnie samej wychodzi to w miarę dobrze, ale Tomek i Marcelina mają do tego punktu stosunek raczej…swodobny ;-) Oczywiście nie mam zamiaru się poddać i gdy tylko widzę, że zostawili na wierzchu coś, co już dawno powinno wrócić tam, skąd wyszło, męczę i dręczę, aż wreszcie to posprzątają, ale czasem sama jestem tym już tak umęczona i udręczona, że robię to za nich. Ale pracuję nad tym ;-)

 

Snapseed 202

Snapseed 208

Snapseed 203

 

No dobrze, koniec już tych zasad, teraz kilka słów o tym,

 

Jak sprzątać miło i efektywnie

 

Pierwszy warunek udanego sprzątania to dla mnie muzyka. Koniecznie wesoła, energetyczna i wprawiające cię/was w dobry nastrój. U nas często są to np. francuskie piosenki Zaz, albo…muzyka z Baleriny, czy Krainy Lodu. Przy takim sprzątaniu jest też zwykle dużo tańczenia, śmiechu i zabawy. I o to chodzi!

Drugi patent, to czas. Z góry ustalamy, przez ile będziemy sprzątać, bo porządkowanie lubi znacznie się wydłużać. Przecież zawsze znajdzie się coś, co jeszcze przydałoby się ogarnąć, prawda? Prawda, ale zrobimy to następnym razem. Dbamy o nasz wspólny czas.

 

Uwaga goście!

 

A co jeśli niezapowiedziani goście wesoło informują, że będą po waszymi drzwiami za… 15 minut? Żeby oszczędzić sobie stresu w takich sytuacji zawsze dbam o łazienkę: czysta i pachnąca toaleta i umywalka, świeże ręczniki, odkurzone lustra to elementy, których stan monitoruję codziennie. Dorzuć do tego jeszcze pięknie pachnące (i wyglądające) mydło do rąk, krem do rąk (u mnie zawsze stoi na umywalce), wazonik z kwiatami, patyczki lub odświeżacz powietrza, a twoi goście nie będą chcieli z niej wychodzić. Także ci najważniejsi – twoi domownicy ;-)

 

 

IMG_3529

 

 

Dla pracujących zdalnie

 

Biurko – twoje centrum dowodzenia. Staraj się, by było zawsze czyste, uporządkowane i tak piękne, jak się tylko da. Kwiaty, świeca, jakąś grafika, albo zdjęcie przywołujące fajne wspomnienia. Piękna filiżanka z herbatą, czy szklanka z wodą, żebyś w natłoku pracy nie zapominała o sobie. Niech twoje domowe biuro też będzie “chic”.

 

Podsumowanie

 

Nikt z nas nie dysponuje nieograniczonymi zasobami wolnego czasu. A jeśli już go mamy, wolimy go poświęcić na znacznie przyjemniejsze rzeczy, prawda? Dlatego tak ważna jest zmiana naszego postrzegania tych czynności. Patrzmy na nie, jak na drobne, szybkie rzeczy do zrobienia, dzięki którym w naszym domu będzie nam się pięknie mieszkało. Angażujmy w to nasze rodziny, róbmy to razem, bawiąc się przy tym najlepiej, jak się da. A potem zaparzmy sobie aromatycznej herbaty w dużym (i pięknym) imbryku i patrząc dookoła na nasze cudne mieszkanko pomyślmy, jakimi to jesteśmy szczęściarzami, że je mamy. Właśnie takie, jakie jest. Nasze. W końcu ile pięknych momentów z naszego życia widziało? Ilu radości było świadkiem? Zasłużyło, byśmy o nie dbali. Z uśmiechem na ustach. Dla niego. I przede wszystkim dla siebie.

 

Snapseed 200

 

Cudownego weekendu Kochani!

 

You may also like

13 comments

  • Ewelina Październik 28, 2017   Reply →

    Jak zwykle w punkt trafia Twój tekst i bardzo mi do Ciebie pasuje właśnie takie nastawienie :). Mam podobnie z samopoczuciem w uporządkowanej przestrzeni :). Pozdrawiam

    • mojedolcevita Październik 30, 2017   Reply →

      Ech, KOchana, czasem to prawdziwe przekleństwo! Nie zacznę pracy dopóki nie posprzątam, przez co czasem tracę cenne minuty, ale cóż, ten typ już tak ma ;-) Uściski!

  • Anonim Październik 28, 2017   Reply →

    Hej
    Wiem o czym piszesz. Bo ja takie same zadady mam. Szkoda tylko, że pomocników brak aaaaaa….jak to zmienić? Mają jedną odpowiedź po co? Jak jest czysto;) no nie potrafię żyć W bałaganie, niestety…..a nam 150m2 do utrzymania W ladzie….sama help? Me.
    A Ty Matylda ile masz tej przestrzeni?
    Pozdrawiam serdecznie

    • mojedolcevita Październik 30, 2017   Reply →

      Kochana, dużo mniej, bo dokładnie 81 metrów – bez tarasu i balkonu, ale ich nie liczę, bo jesienią i zimą na szczęście nie trzeba ich za bardzo sprzątać ;-) To optymalna wielkość jak na nasze 3 osoby, więc jak wszyscy się bierzemy za sprzątanie, to to 15 minut wieczorem w zupełności wystarczy.Moi pomocnicy też jakoś bardzo nie garną się do roboty i w życiu bym ich nie namówiła na 2-3 godzinne sprzątanie, dlatego ta opcja 15 minut sprawdza się super, bo to jednak tylko chwila – każdy zrobi coś i jest pięknie. Spróbuj ich do tego przekonać – jeśli nie robią tego dla siebie, to może chociaż dla Ciebie? Taki mały prezencik dla Mamy za to, że we wspólnym domku jest tak ładnie…?

  • Maja Październik 28, 2017   Reply →

    Fajny wpis. Niesamowite jest to, że jakimś dziwnym trafem, chyba zupełnie przypadkowo (A może zainspirowana przez Ciebie) wkraczam na podobną ścieżkę. Na różnych płaszczyznach. A może to ta dojrzałość ;-) fajny patent z tymi 15 min, u mnie nie do zrobienia, bo Rafał się nie słucha. No i biuro mamy na stole w salonie – koszmar Home workingu ????

    • mojedolcevita Październik 30, 2017   Reply →

      Maja, domyślam się , o czym piszesz, bo jak Tomek jest w domu i pracujemy razem, to też ciężko z tym porządkiem na stole w kuchni/salonie. Wystarczy jego komupter, kalenarz, długopis, dwa kubki po kawie/herbacie i już stół nie wygląda tak, jak bym chciała. Ale mamy umowę, że po 16.00-17.00 stół wraca do przyzwoitego wyglądu. Jak wiesz, Tomkowi też baaaaardzo daleko do pedanta, ale wie, że mnie zależy na porządku, że zgodził się na te 15 minut dla swojego świętego spokoju. Dzięki temu i wilk jest syty i owca cała, bo ja co rano budzę się w uporządkowanym domu, a on przeznacza na to tylko 15 minut swojego czasu. Sprobuj tak z Rafałem ;-)

  • ed Październik 28, 2017   Reply →

    Ja tez uwielbiam porządek :) nie mogę pracować czy nawet gotować gdy wokół mnie jest chaos.
    Pozdrawiam:)

    • mojedolcevita Październik 30, 2017   Reply →

      Ja też niczego nie zrobię w bałaganie, bo przy nim nie mogę skupić myśli. Z jednej strony to błogosławieństwo, bo dzięki temu w domu zwykłe jest ładnie i czysto, ale czasem – przekleństwo, bo czasem, kiedy mamy gości, to nieważne o której by wyszli – ja zawsze nie położę się spać, póki nie uporządkuję wszystkiego. Czasem naprawdę już ledwo się trzymam na nogach, ale jak pomyślę, że wstanę rano i będzie ten cały bałagan, to się spinam ostatkiem sił i doprowadzam mieszkanie do stanu sprzed gości…taka mała nerwica natręctw ;-))))

  • Aneta Październik 30, 2017   Reply →

    Nawet nie wiedziałam, że ktoś zasadę 15 minut dziennie opisał w książce:) ja stosuję tę zasadę odkąd zamieszkaliśmy na swoim i po powrocie z pracy miałam mało czasu na przygotowanie kolacji i posprzątanie. Tak samo jak Ty zawsze muszę mieć czystą umywalkę i toaletę, a umycie ich zajmuje mniej niż minutę. Do tego czysta kuchnia, stół w salonie i poodkurzane podłogi. To są moje strategiczne punkty. A codziennie dbanie o nie powoduje, że np. moja mama za każdym razem jak wpadnie niezapowiedzianie, zawsze mówi: jak u Ciebie jest czyściutko:) najlepsza motywacja, żeby dbać o porządek i czystość regularnie i codziennie!

  • Arleta Październik 30, 2017   Reply →

    Dla mnie podstawą porządku jest konsekwencja i wyrabianie nawyków – w sobie i w rodzinie. Nigdy nie zostawiam na noc brudnej kuchni. Noc nie sprawi, że rano będzie w niej przyjemnie, a nie ma nic gorszego niż poranek w bałaganie i chaosie. Staram się odkładać wszystko na miejsce. Kiedy wracam z pracy moje ciuchy od razu lądują tam gdzie powinny – szafa, kosz na brudy, wieszak. Podobnie mam z praniem. Kiedyś zbierałam je do specjalnego kosza. Nie chciało mi się prasować i góra prania rosła i rosła i bywało tak, że nie mogłam rano znaleźć ulubionej bluzki, albo jeansów. Teraz nie zdarza mi się to, bo pranie nawet nie wyprasowane trafia prosto z suszarki na wieszaki i półki. Moim oczkiem w głowie jest łazienka i toaleta. Nawet podczas mycia zębów potrafię przetrzeć zlew i krany. A wychodząc z toalety zdarza mię przetrzeć muszlę i zalać ją płynem odkażającym….Wszystkie te moje nawyki sprawiają, że mój dom jest czysty i pachnący. W salonie jest zawsze porządek, bo to miejsce gdzie przyjmuję gości, nawet tych nieoczekiwanych – bez wstydu i skrępowania…Lubię porządek, ale nie koniecznie porządki-)

    • mojedolcevita Październik 30, 2017   Reply →

      Arleta, to mamy wiele wspólnych cech. Mam dokładnie tak samo we wszystkich punktach, które opisałaś, z praniem łącznie. Ideałem byłoby dla mnie prasować je od razu po zdjęciu ze sznurka, ale ponieważ nigdy nie znalazłam na to czasu, układam je w szafie (spodnie), albo na wieszakach (bluzki) i prasuję przed samym założeniem. I też tak jak Ty uwielbiam porządek, a porządki już niekoniecznie, dlatego robię wszystko trochę “przy okazji” i tak szybko i sprawnie, jak się da ;-) Pozdrowienia!

  • Marzena Listopad 4, 2017   Reply →

    Czesc Matylda. Czy Twoja nowa praca to copywriting dla wnetrzarskich portali albo czasopism ?

    • mojedolcevita Listopad 7, 2017   Reply →

      Niezupełnie ;-) Wkrótce napewno Wam o tym napiszę, obiecuję ;-)

Leave a reply to Aneta Cancel reply