Szczęście i konfetti

Są takie posty, które trochę piszę dla was, a trochę dla siebie. To będzie jeden z nich.

 

Dzisiejszy, piątkowy poranek. Uparty budzik nie przestaje dzwonić, mimo, że już kilka razy dostał po głowie. I choć przez zasłony w sypialni widać słońce, w głowie kołacze już cała lista dzisiejszych “muszę”. Do zrobienia sporo: dom woła, komputer woła, pusta lodówka woła, a ja mam ochotę schować się pod kołdrę i po prostu tego nie słyszeć. Ale nie ma wyjścia…idę, a w zasadzie wlokę się noga za nogą do kuchni i wstawiam czajnik, żeby zrobić sobie ciepłą wodę z cytryną. Tomek i Marcelina jeszcze śpią, więc mam kilka minut na rozbudzenie. Woda orzeźwia i ciało i głowę. Przysiadam na fotelu i probuję pogadać sama ze sobą. Taki piękny dzień…czy aby na pewno to wszystko, co mnie dziś czeka jest takie straszne?

 

Codzienność. To ona bywa naszym największym problemem. Bo monotonna, bo powtarzalna, bo znów te same miejsca, ludzie, problemy. Bo znów trzeba zrobić zakupy i wyprowadzić psa. Posprzątać. A do tego coś mi ostatnio strzyka lewej nodze, trzeba by się przebadać, tylko kiedy ja mam iść do tego lekarza, te kolejki…Itd, itp. Każdy może tu wstawić swoje przykłady problemików większych i mniejszych. Celowo nazwałam je “problemikami” bo ich kaliber jest zwykle mały. Dzięki Bogu prawdziwe katastrofy przydarzają nam się raczej rzadko. Ale przecież zawsze znajdziemy coś, żeby się trochę poprzejmować, prawda?

 

Pewne rzeczy w codziennym życiu po prostu się wydarzają i nie mamy na nie wpływu. Ale mamy wpływ na nasze podejście i nasze reakcje na nie. Pomyślcie, jak często przejmujemy się drobiazgami, o których za rok kompletnie nie będziemy pamiętać. W naszych głowach piętrzymy problemy, wymyślamy negatywne scenariusze zdarzeń, które nigdy mogą się nie zadziać, i co wielce prawdopodobne – nigdy się nie zadzieją. Ale my już jesteśmy przygotowani. Tak w każdym razie to sobie tłumaczymy. Mamy przemyślanie trzy opcje awaryjne na wypadek, gdyby jednak stało się coś strasznego. Nasza głowa jest zwarta i gotowa na wypadek katastrofy. Serce znów bije szybciej, organizm się spina, kortyzol wystrzeliwuje w kosmos, my sami jesteśmy zwarci i gotowi….tylko nie wiadomo na co.

 

Bo nie rozwiązujemy istniejących problemów, tylko te wyimaginowane, co z rozsądnego punktu widzenia jest kompletnie bez sensu. Marnujemy czas i energię na negatywne myśli. Wyolbrzymiamy drobne przeciwności, zamiast próbować zmieniać nasze do nich podejście. Przeczytałam gdzieś ostatnio zdanie, które zapadło mi w pamięć: przeszłości już nie ma, przyszłość jest niepewna, bo nie wiadomo, czy w ogóle będzie. Jedyne, co mamy, to teraźniejszość. To o nią dbajmy. Codziennie rano budzimy się z czystą kartką. Mamy do zapisania na nowo wiele minut i sporo godzin. Od nas zależy, czy będzie to dobrze wykorzystany, czy może znów stracony czas. I jeśli nawet dziś nam się nie uda, zawsze możemy znów spróbować stworzyć sobie fajniejsze jutro, bo za kilkanaście godzin ta kartka znów będzie biała i czysta…Tyko pamiętajmy, że w końcu nadejdzie moment, że naszego jutra już nie będzie. Dlatego nie odkładajmy zmian zbyt długo.

 

Abraham Lincoln powiedział kiedyś, że większość ludzi ma tyle szczęścia, na ile sobie pozwoli.

 

Pozwalajmy więc sobie na nie. Traktujmy wyzwania codzienności jako okazję do zrobienia tego samego w inny, przyjemniejszy sposób. Zastanówmy się, czy problemiki, które codzienne nas spotykają faktycznie nimi są. Podchodźmy do nich jak do zadań do wykonania: plan, działanie, końcowe wnioski i następny proszę. Przestańmy się przejmować i rozpamiętywać sprawy, które nie są warte tego, by być w naszej głowie dłużej, niż czas potrzebny na ich zamknięcie. Nie marnujmy na nie naszych cennych minut i godzin. Są nam potrzebne na coś zupełnie innego.

 

Tydzień temu byliśmy na pięknym ślubie naszych Przyjaciół. Po ceremonii na państwa młodych spadł deszcz serduszkowego konfetti. Patrzyłam na Marcelinę podnoszącą z placu przed kościołem rozrzucone, czerwone serduszka. Zbierała je pieczołowicie, a gdy miała już dwie pełne garście – rozrzucała je nad własną głową z wielką radością. Pomyślałam wtedy, że te serduszka są jak te drobne, fajne momenty naszej codzienności.  Takie małe okruchy szczęścia. Mijający kościół przechodnie w ogóle nie zwracali na nie uwagi, a dla dzieci były to skarby. Przynosiły przyjemność i wywoływały uśmiech na twarzy mimo, że inni deptali je nie zwracając na nie uwagi. Takiego podejścia trzeba nam na co dzień. Zauważania małych, drobnych, fajnych rzeczy. Umiejętności dostrzegania ich, podnoszenia i takiego właśnie rozrzucania nad własną głową. Dzisiaj, teraz, zaraz, natychmiast. Bo jutra może wcale nie być.

 

Snapseed 4

Snapseed 3

Snapseed 5

Snapseed 2

Snapseed

 

 Szczęśliwego weekendu Kochani ;-)

 

You may also like

One comment

  • Natalia Wrzesień 30, 2017   Reply →

    A ja radze sobie cytatem z ks. KACZKOWSKIEGO:” Tylko nie martw sie przez caly dzień. Wyznacz na to godzinę a potem ciesz się życiem “. Próbuje….

Leave a reply to Natalia Cancel reply