Czas na kolejny krok

Myślałam już o tym od jakiegoś czasu. Pomysł zakiełkował gdzieś koło wiosny, ale wtedy miałam w głowie inne plany i inne potrzeby…

 

Planowałam nasz coroczny detoks i czułam, że nie jest to dobry moment na dodatkową zmianę nawyków żywieniowych. Ale przyszła jesień. Czas, w którym poczułam potrzebę pochylenia się nad tym, co jemy i jak jemy.

Lato ma swoje prawa i swoje przyjemności. Popołudniowe, obowiązkowe lody, gofry na naszych ulubionych Fortach Bema, mrożone kawy z kulką lodów waniliowych. Domowe i absolutnie przepyszne ciasta z owocami. Trochę tego było, ale z drugiej strony to są smaki, rytuały i przyjemności lata i nie chcemy z nich rezygnować. Ale chcemy też dbać o równowagę – dlatego jesienią zaplanowaliśmy zmiany, dzięki którym w kolejne tygodnie wejdziemy z energią, której powoli zaczynało nam brakować.

 

 Wszystko zaczyna się od diety

 

Jestem zdania, że jedzenie leczy i (pomijając bardziej zaawansowane choroby) z większość dolegliwości, z którymi borykamy się na co dzień możemy wyleczyć się sami. Zwłaszcza, jeśli są to tak “popularne” przypadłości, jak poczucie ogólnego zmęczenia, bóle głowy, wszelkie problemy od strony układu pokarmowego (min. wzdęcia, zgaga, niestrawność), bóle mięśni, kończyn, osłabienie, problemy ze skórą, włosami i paznokciami, zły nastrój oraz pogorszony nastrój. Więc jeśli coś z tej listy zauważacie u siebie, a do tego jesteście senni, macie trudności z koncentracją i już zdążyliście złapać pierwszy katar (czyli wasza odporność szwankuje) przeczytajcie, jakie zmiany zaplanowaliśmy wprowadzić u siebie – może zainteresują one i was.

 

Inspiracja

 

O diecie niełączenia (bo to o niej będzie mowa) usłyszałam po raz pierwszy dobrych kilka lat temu. Teza, że wbrew naszej polskiej tradycji nie należy łączyć białka (czyli mięsa, ryb, wędlin, czy serów) z węglowodanami (czyli ziemniakami, ryżem, makaronem, kaszą i pieczywem) w pierwszej chwili wydała mi się dość rewolucyjna – przecież zawsze tak jedliśmy. Potem przeczytałam o niej w jednaj z książek Agnieszki Maciąg, która ten sposób odżywiania praktykuje od lat i wychwala pod niebiosa. Zapytałam więc o to Darię , która potwierdziła, że to bardzo dobry sposób odżywiania. I choć najczęściej jest nazywana “dietą” to tak naprawdę nie jest to dieta na tydzień, dwa, czy trzy, tylko program żywieniowy, którym warto być wiernym całe życie. Bo gwarantuje nie tylko świetne zdrowie, ale i brak problemów z wagą. Ale od początku.

 

Na początek trochę historii

 

Skąd się wzięła dieta niełączenia? Na początku XX wieku doktor Howard Hay, który sam cierpiał na szereg dolegliwości zdrowotnych postanowił zbadać, dlaczego jego wielu bardzo zamożnych i z pozoru dobrze odżywionych pacjentów cierpi na liczne schorzenia. Podczas analizy dostrzegł związek pomiędzy chorobami, a sposobem odżywiania się i zastanawiał się, gdzie tkwi problem. Porównał odżywianie swoich pacjentów z długowiecznym ludem Hunza żyjącym w Himalajach, którego członkowie dożywali bardzo sędziwego wieku w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej, a setne urodziny nie były tam niczym wyjątkowym. Społeczność Hunza nie znała nadwagi, nadciśnienia, miażdżycy, cukrzycy, wrzodów żołądka, czy depresji. Analizując ich tryb życia doktor zauważył, że ze względu na surowe warunki życia łączą produkty żywieniowe w dość specyficzny sposób – białka i węglowodany nie były tam jedzone na raz, w jednym posiłku (jak w społeczeństwach wysokorozwiniętych) i jedzono je w połączeniu z warzywami. Na tej postawie stworzył on swój system komponowania posiłków znany właśnie jako dieta rozdzielna, lub dieta niełączenia.

 

Założenia

 

Według doktora Haya podstawą zdrowia jest wielka trójca: pożywienie, przemiana materii i wydalanie. Stwierdził, że zdrowie możliwe jest tylko wtedy, gdy te trzy elementy pozostają w harmonii i przebiegają bez zakłóceń. Zauważył, że główny powodem powstawania nadwagi i wielu innych chorób są problemy z trawieniem i wydalaniem. Gdy nasz organizm rozkłada pożywienie, to w zależności od rodzaju spożytego pokarmu powstają substancje reagujące kwasowo lub zasadowo. Ważne jest, by znajdowały się one w równowadze. Tej równowagi nie ma, jeśli każemy naszemu organizmowi trawić na raz produkty wymagające różnych środowisk: i kwasowego i zasadowego.

Węglowodany trawione są w środowisku zasadowym, a trawienie białka wymaga środowiska kwaśnego. Soki trawienne nie mogą być jednocześnie kwasowe i zasadowe, dlatego aby proces trawienia przebiegał sprawnie i bez zakłóceń, powinniśmy spożywać białka i węglowodany oddzielnie. Spożywanie podczas jednego posiłku i białek i węglowodanów spowalnia metabolizm i obciąża narządy trawienne. To powoduje powstawanie szkodliwych substancji na skutek fermentacji i gnicia niestrawionego pożywienia. Efektem są między innymi zgaga, wzdęcia i uczucie ciężkości, a także opisane powyżej dolegliwości nie związane bezpośrednio z przewodem pokarmowym.

Z kolei oddzielając białka od węglowodanów sprawiamy, że spalanie pokarmu przebiega szybciej i sprawnie. Pożywienie dostarcza organizmowi energii na inne czynności, a nie tylko na sam proces trawienia. Każdy z nas zna to uczucie, kiedy po posiłku czujemy się ociężali i ospali: organizm daje nam wtedy znać, że to, co właśnie mu zaserwowaliśmy, to dla niego porządna robota do wykonania, więc powinniśmy się położyć żeby mu nie przeszkadzać. Mamy wtedy ochotę iść spać. A przecież nie tego oczekujemy od jedzenia – z założenia ma nam ono dostarczać energii, a nie ją odbierać.

 

No to teraz “know how”

 

Całkowite oddzielenie białek i węglowodanów nie jest możliwe, bo większość produktów zawiera i jedno, i drugie. Dlatego powinniśmy zwracać uwagę na składnik, który przeważa. Zdecydowanie unikamy pokarmów mocno kwasotwórczo – są to zwłaszcza produkty pochodzenia zwierzęcego. I tu po raz kolejny potwierdza się teza, którą Daria powtarza, odkąd Ją znam – jak najwięcej produktów w naszym codziennym menu powinno pochodzić od roślin.

To wszystko oznacza, że typowe dla naszej kuchni łączenie chleba z serem (lub wędliną), lub mięsa i ziemniaków (lub ryżu, czy makaronu) w jednym posiłku jest dla nas po prostu niezdrowe. Powinniśmy jadać je osobno, najlepiej w połączeniu z innymi warzywami i sałatami.

No to teraz o samym łączeniu produktów:

 

Produkty z grupy 1 łączymy tylko z produktami z grupy 3

Produkty z grupy 2 łączymy tylko z produktami z grupy 3

 

Grupa 1 – białka

 

sery,

jajka,

ryby i owoce morza,

mięso, wędliny, podroby,

mleko,

rośliny strączkowe, soja (oraz jej przetwory: tofu, makaron sojowy, mleko sojowe),

napoje (soki owocowe i warzywne, herbaty owocowe, białe i czerwone wino, szampan)

 

Grupa 2 – węglowodany

 

zboża (żyto, jęczmień, pszenica, owies, proso, orkisz, ryż, pęczak),

kasze: gryczana, jęczmienna, jaglana,manna, kuskus, kukurydza),

produkty zbożowe (mąka, chleb, płatki zbożowe, otręby),

makarony (wszystkie z wyjątkiem makaronu sojowego – należy do białek),

warzywa (ziemniaki i bataty ze względu na dużą zawartość skrobi),

owoce (banany, świeże figi, daktyle),

suszone owoce z wyjątkiem rodzynek, które są w grupie neutralnej)

 

Grupa 3 – produkty neutralne

 

warzywa (wszystkie surowe, pieczone i gotowane, wszystkie rodzaje sałat, poza ziemniakami wymienionymi wyżej

kiełki

owoce (wszystkie świeże i mrożone plus suszone rodzynki)

oliwki

przetwory mleczne (wszystkie zakwaszone przetwory mleczne (masło, jogurty, kefiry,kwaśna i słodka śmietana)

zioła

nasiona, orzechy, pestki

tłuszcze roślinne (wszystkie oleje i oliwy)

przyprawy, musztarda, chrzan

 

Co będziemy jeść?

 

A w zasadzie co jemy, bo już zaczęliśmy: na śniadania ciepłe owsianki i jaglanki z owocami i orzechami – tak jak jedliśmy, lub zdrowe kanapki z pełnoziarnistego pieczywa w połączeniu z surowymi lub pieczonymi warzywami. Na obiady i kolacje: gęste i pożywne zupy, mięsa i ryby z warzywami, lub kasze i makarony z warzywami.

Głównym elementem naszej diety będą warzywa (świeże, gotowane lub pieczone), sałaty, owoce, kasze, nieoczyszczone, pełnoziarniste produkty zbożowe i ryż (również pełnoziarnisty, czyli brązowy) i rośliny strączkowe. Rzadziej ryby i nabiał. Mięso w weekendy. Ale nie będziemy go już łączyć z ziemniakami czy makaronem. nauczymy się też pilnować propozycji: to warzywa będą zajmować teraz większość naszych talerzy, bostosunek ich do mięsa, kaszy, czy makaronu na talerzu to 4 do 1 (na 400 gram warzyw powinno przypadać 100 g dodatku z grupy 1 lub 2).

 

 

Co sądzicie o takim sposobie odżywiania? Dla mnie najtrudniejszym wyzwaniem będą chyba te proporcje, ale zobaczymy – sama jestem ciekawa, jak nam to wyjdzie i przede wszystkim – jak będziemy się czuli po tych zmianach. Pewnie nie za każdym razem nasze posiłki będą idealne, ale chcemy się tego nauczyć, żeby w najbliższą jesień i zimę wejść nie tylko z dobrym zdrowiem, ale i doskonałym samopoczuciem – oczywiście za jakieś dwa- trzy tygodnie napiszę wam, jak nam idzie i jak wygląda nasze menu.

 

Bo kiedy na zewnątrz słońca jest coraz mniej, trzeba zadbać o to wewnętrzne słońce, które nosimy w sobie. A jaka jest lepsza recepta na uśmiech niż zdrowie?

 

FullSizeRender 1567

FullSizeRender 1568

FullSizeRender 1570

 

 

Pogodnej, i zdrowej jesieni Kochani!

 

 

Informacje dotyczące diety niełączenia pochodzą z książki Agnieszki Maciąg “Smak szczęścia”

 

You may also like

5 comments

  • Maja Wrzesień 26, 2017   Reply →

    Marta, kolejny fajny wpis :) Ja od 8 miesięcy (właśnie policzyłam i nie wierzę, że to już tak długo !!!) nie jem mięsa. W takiej sytuacji łatwiej jest stosować dietę niełączenia. Ja z niej nie korzystam, ale czytając instrukcję doszłam do wniosku, że chcąc nie chcąc mniej więcej tak jem. I czuję się świetnie. Polecam :) i Pozdrawiam!!!

    • mojedolcevita Wrzesień 26, 2017   Reply →

      Dzięki Maja ;-) To faktycznie długo! Mnie też mięso smakuje dużo mniej, niż kiedyś i w ostatnich miesiącach jem go zdecydowanie mniej – za to zdecydowanie więcej strączków (soczewicza, ciecierzyca), ktorych kiedyś po prostu się bałam. Ale Tomek lubi mięso, więc tak zupełnie z niego nie zrezygnujemy, ale będziemy jadać raczej okazjonalnie. Za to wędlin (poza okazjonalnie prościutto) nie jemy w ogóle. Teraz chcemy popracować nad łączeniem składników. I bardzo mnie cieszy, że to nasze jedzenie jest coraz mądrzejsze i bardziej świadome. Trzymam kciuki za kolejne Twoje miesiące bez mięsa – a jadasz ryby i jajka?

  • Maja Wrzesień 27, 2017   Reply →

    @mojedolcevita nie jem ryb ani owoców morza. Jajka jeszcze tak, ale już mniej chętnie niż wcześniej. I o dziwo przestałam jeść żółty ser, którego byłam ogromną fanką. Mleka nigdy nie lubiłam, tylko do kawy, a teraz piję tylko czarne espresso. Jestem już półwegan ;)

  • Aśko Wrzesień 28, 2017   Reply →

    Dziękuję za dawkę wiedzy o tej diecie, chcę się jej baczniej przyjrzeć, choć tak, jak Maja z komentarzy wyżej, też jestem już półweganką (od 4 lat) i stosuję ją nieświadomie. :)

    • mojedolcevita Wrzesień 29, 2017   Reply →

      Aśko, nie ma za co, tak naprawdę ja sama dopiero się jej uczę i jestem bardzo ciekawa, jakie zmiany mi przyniesie. Trzymaj kciuki! ;-)

Leave a comment