Rozmowy o poranku

Budzisz się rano…otwierasz delikatnie jedno oko, po czym przysypiasz jeszcze na kilka sekund…powoli otwierasz drugie…

 

Widzisz zasłonięte zasłony. Jeszcze nie wiesz, jaka jest pogoda, ciśnienie, jeszcze nie dotknęłaś telefonu, więc cały zewnętrzny świat nie wskoczył jeszcze z butami w te pierwsze chwile nowego dnia. Masz przed sobą około szesnastu godzin. Jakie będą? To w dużej mierze zależy od ciebie…a dokładniej – od twojego nastawienia.

 

Bo jaki poranek…

 

Każdy z nas kilka chwil po wstaniu z łóżka ma już w głowie całą listę rzeczy, które czekają nas danego dnia. Zaczyna się ona zwykle od “muszę”. Muszę zrobić to, pójść tam, dopilnować tego, zając się tym… Tymczasem dużo przyjemniej by nam się wstawało, gdybyśmy zaczynali nasz dzień na przykład od: ” cieszę się na…”, “z niecierpliwością czekam dziś, aż…”

 

Skąd mi to przyszło do głowy?

 

Złapałam się na moich własnych myślach – wczorajszych i tych z dzisiejszego poranka. Wczoraj wstawałam mając w głowie pełno “muszę”. Ich lista zdawała się nie mieć końca, a jej poszczególne punkty dzwoniły mi w uszach przez cały dzień. I dzisiaj. Zanim jeszcze otworzyłam oczy, rozsunęłam zasłony w sypialni i zobaczyłam słońce, już pomyślałam, że zaraz lecę na fajne spotkanie i że to z pewnością będzie dobry dzień. I taki jest.

Dwa poranki, tak blisko siebie, a tak diametralnie różne. To moje myśli i moja głowa popchnęły je w dwóch różnych kierunkach.

 

Myśli, które uskrzydlają

 

Szukaj ich w swojej głowie. Postaraj się każdego ranka znaleźć w rozpoczynającym się dniu coś przyjemnego, coś, na co będziesz czekać z niecierpliwością. To może być przerwa na kawę w środku dnia, spacer w drodze powrotnej z pracy i kupno świeżych kwiatów, wieczorny serial połączony z kubkiem ulubionej herbaty… Uwierz, że twoje myśli przełożą się na odczucia, a one ustawią ci głowę na cały dzień. Bo myśli mogą uskrzydlać, albo ciągnąć cię w dół niczym worek kamieni.

 

Również te dotyczące ciebie

 

Myśl dobrze o sobie. Nie blokuj się twierdzeniami w stylu “nie umiem”, “nie potrafię”. Nie szufladkuj sama siebie, bo wiele razy jeszcze sama siebie możesz zaskoczyć. Tylko daj sobie na to szansę. Pomyśl “spróbuję”. A potem zobacz, co się stanie.

 

I znów przykład

 

Moje wczoraj: smętne, przygnębione, wlokło się noga za nogą, a ja razem z nim. I moje dzisiaj: pozytywne myśli od rana ustawiły mi dzień. Wróciłam ze spotkania, usiadłam do komputera, sprawnie napisałam tego posta. Za chwilę zrobię sobie obiad i pójdę do przedszkola po Marcelinę. W drodze powrotnej do zajrzymy do osiedlowego sklepu – Kudłata widziała w reklamie jakieś nowe żelki i od dwóch dni mówi tylko o nich. Nie jestem zwolenniczką żelek, ale niech tam…kupimy te żelki. Może nawet spróbuję jednego. A potem pójdziemy na spacer, albo na plac zabaw. Wrócimy i zrobimy sobie kolację na balkonie. A potem razem z Tomkiem obejrzymy “The Crown” na Netflixie. Zdecydowanie, to będzie dobry dzień. Od początku do końca. A przecież tak naprawdę nie ma w sobie nic szczególnego. I chyba o to chodzi. ;-)

 

FullSizeRender 1479

FullSizeRender 1488

FullSizeRender 1478

FullSizeRender 1476

FullSizeRender 1482

FullSizeRender 1486

FullSizeRender 1481

FullSizeRender 1477

 

 

You may also like

10 comments

  • Kasia M. Sierpień 29, 2017   Reply →

    Podpisuję sie pod tym! :) Od pewnego czasu również zauważam, jak wiele zależy od nastawienia, od tego jak chcemy przyjmować naszą codzienność. Dzisiaj nawet napisane zdania w czytanej książce mi o tym przypominały: ” Krajobraz za oknem jest ten sam, ale z okna sąsiadki możemy zacząć postrzegać rzeczywistość inaczej”. ;) Spójrzmy czasem na to, co robimy, co wokół nas otacza z innej perspektywy, a możemy dostrzec cos nowego i pięknego!
    Pozdrawiam! :)

    • mojedolcevita Sierpień 30, 2017   Reply →

      Kasiu, dokładnie tak – bardzo fajny cytat.
      Narzekać zawsze mamy na co. Bo pogoda nie taka, ciśnienie zawsze za niskie, pracy zawsze za dużo, a wolnego czasu za mało. Każdy się pod tym podpisze, bo to bolączki nas wszystkich. Ale mamy jedno życie i bez sensu spędzić je narzekając. Dlatego piszę o tej zmianie percepcji. Bo i sama ciągle jej się uczę. Też mam czasem chęć ponarzekać, zwłaszcza, kiedy trafia się taki dzień, jak przedwczoraj. Ale potem przychodzi taki wtorek. Kiedy coś dzieje się inaczej. Więc analizuję i wyciągam wnioski – dla siebie i dla Was. I znów czuję, że odrobiłam tą lekcję, bo znów jest fajnie. Zwyczajnie, ale fajnie. Tak po prostu. cudownego dnia Kochana i dziękuję za komentarz!

  • Kasiaaa Sierpień 30, 2017   Reply →

    Zadziwiające jest to jak pięknie o pozytywnym nastawieniu piszą osoby, które już nie pracują na etacie. Niewiele takich wypowiedzi czytałam od osób, które spędzają większość dnia w pracy, a popołudniu dorabiają w domu. Też jestem zdania, że nastawienie ma duże znaczenie, ale nie przemawia do mnie przykład “zamiast muszę, mów chce/ciesze się na” np. w przypadku sprzątania. Lubię porządek, ale nienawidzę sprzątac. Zadanie sprzątanie to dla mnie zawsze będzie muszę, bo na razie nie stać mnie na panią do sprzątania. Miłego dnia ????

    • mojedolcevita Sierpień 30, 2017   Reply →

      Kasiu, tylko że ja na etacie nie jestem od 4 miesięcy, a wcześniej (przez ponad 3 lata) praca etatowa wraz z dojazdami zajmowała mi prawie 10 godzin dziennie, po czym wracałam do domu, ogarniałam wszystko, a nocami siadałam do bloga…i wtedy też pisałam mnóstwo tekstów o pozytywnym nastawieniu ;-) Więc to chyba po prostu kwestia podejścia do życia – albo chcesz żyć szczęśliwie, albo wynajdujesz sobie tysiąc powodów, dlaczego jest beznadziejnie. Ostatnio przeczytałam fajny cytat: “happiness is an inside job” i całkowicie się z tym zgadzam. Poczucie szczęścia to nasza wewnętrzna robota, którą albo chce się nam wykonać, albo nie.
      A co do “muszę” i “cieszę się na”, to nie do końca mnie zrozumiałaś – nie chodziło mi o to, by mówić sobie, że cieszę się na sprzątanie, jeśli tego nie lubię, ale o to, by skupiać swoje myśli na tych przyjemnych rzeczach, które czekają nas w ciągu dnia. Więc na przykład mówisz sobie rano, że ok, muszę posprzątać i choć tego nie lubię, to nie mogę się doczekać momentu, kiedy usiądę w fotelu, w posprzątanym domu, zrobię sobie kawę i poczytam fajną książkę. Nie chodzi o wmawianie sobie, że lubimy rzeczy, których nie lubimy (typu sprzątanie i pranie), ale wyszukiwanie takich rzeczy w codzienności, które sprawiają nam frajdę i na które możemy czekać z przyjemnością. Pozdrowienia!

  • Liska Sierpień 30, 2017   Reply →

    Znam te uczucie, gdy mam czas tylko dla córki i idziemy na spacer często po drodze też kupujemy jakiegoś “umilacza” albo idziemy do kawiarni ale myślę, że to jest tylko dodatek do wspólnie spędzonych chwil, które córka mam nadzieję będzie wspominać .
    Pozdrawiam cieplutko :)

    • mojedolcevita Sierpień 30, 2017   Reply →

      Jasne, że dodatek.
      Chodzi o wspólne, miłe chwile i relaks zarówno dla nas, jak i dla dziecka. O te momenty, kiedy świeci słońce, możemy zwolnić i po prostu cieszyć się tym, co przeżywamy w danej chwili – mimo, że nie jest to przecież nic wielkiego. Codzienność też może być bardzo przyjemna. Uściski Kochana!

  • Natalia Sierpień 30, 2017   Reply →

    A ja chyba tak nie umiem… zawsze z tylu glowy mam to co trzeba zrobic. To ze cos moze sie stac… pesymistka ze mnie 100%… zazdroszcze Wam..

    • mojedolcevita Sierpień 30, 2017   Reply →

      Natalia, każdy ma swoje “trzeba”, w dużych ilościach każdego dnia. Są to zazwyczaj rzeczy, za którymi nie przepaday, więc tym bardziej “trzeba” wyszukiwać w ciągu dnia takie, które sprawią nam przyjemność i o nich myśleć. Dni mijają i już do nas nie wrócą. Na szczęście co dzień rano mamy kolejną szansę być pesymistką choć odrobinę mniej ;-) Całusy!

      • Natalia Sierpień 30, 2017   Reply →

        Jako coach powinnam to wiedzoec najlepiej. Ale o ile innym pomagam osiagac cele o tyle z moim żeby cieszyc sie zyciem jest różnie… szewc bez butów chodzi

  • Anett Sierpień 31, 2017   Reply →

    Oh jakim ja byłam mistrzem w narzekaniu, zawsze szklanka do połowy pusta i trawa i sąsiadów jakby bardziej zielona… Piszę w czasie przeszłym, bo zmieniło się moje myślenie jak poznałam swojego męża.
    Pomyślicie spotkała optymistę co widzi wszysko w kolorowych barwach… nic z tych rzeczy, spotkałam jeszcze większego pesymistę i marudę ode mnie!
    Dość szybko przyszła refleksja że nie można tak żyć, że zamiast doceniać to co mamy, skupiamy się na tym czego być może nigdy mieć nie będziemy.
    Zobaczyłam to, bo widziałam swoje odbicie w mężu.
    Małe rzeczy, drobne przyjemności, uśmiech, dobre słowo to klucz.
    Za kilka, kilkanaście lat nikt nie będzie pamiętał kto jakm autem jeździł, będą się liczyły wspomienia, właśnie te drobne gesty, uśmiechy- zadbajmy o nie już dziś.

Leave a reply to Natalia Cancel reply