Co zobaczyłam nad polskim morzem, a czego wolałabym nie widzieć

Nad naszym morzem byliśmy i rok i dwa lata temu. Jednak dopiero w tym roku zobaczyłam coś, na co patrzyłam z niedowierzaniem. I niestety – z przerażeniem.

 

W  dzień naszego przyjazdu lało, więc o plażowaniu nie było mowy. Kiedy jednak następnego dnia rano obudziliśmy się i zobaczyliśmy piękne słońce, cel był jeden – plaża. Wsiedliśmy w samochód i po kilkunastu minutach byliśmy nad samym morzem. Ach, ten zapach! Bielutki piasek zapraszał, by natychmiast się na nim rozłożyć. Wybraliśmy miejsce nieopodal brzegu, Marcelina od razu zaciągnęła Tomka do wody, a ja powoli rozkładałam plażowy koc i układałam nasze rzeczy. Delektowałam się tą chwilą. Uwielbiam tu być, bez względu na to, że kolor wody nie jest tak lazurowy, a woda tak ciepła, jak w innych częściach świata. Polskie morze ma dla mnie swój nieodparty urok i jak dla mnie mieć go będzie zawsze.

Po chwili usiadłam na kocu napawając się wszystkim, co było dookoła mnie…trwało to jednak dość krótko, bo po chwili zauważyłam coś, co wprawiło mnie w osłupienie. Rozejrzałam się dookoła. Nie, to nie była fatamorgana. Jedno, drugie, trzecie, piąte.

 

Grube dzieci

 

W różnym wieku. Wzrostu Marceliny, więc około 4-5 letnie, młodsze i starsze. Grube przedszkolaki, dzieci w wieku wczesnoszkolnym i nastolatki. Ich grube brzuchy i otłuszczone ciała trzęsące się przy każdym ruchu. Byłam zdruzgotana. Nie mogłam przejść nad tym do porządku dziennego. Pytałam sama siebie, jak to jest do diabła możliwe???

 

Odpowiedź przyszła sama

 

A w zasadzie wyłoniła się zza pasiastego parawanu po mojej lewej stronie. Rodzina z dwójką dzieci. Słusznej wagi mama i tata z dorodnym “mięśniem piwnym”, obok nich kilkuletnia, ale już zdecydowanie za bardzo zaokrąglona dziewczynka. W wózku skryty przed słońcem około roczny chłopiec, którego owa matka karmiła…Cheetosami!!! Nie zwykłymi chrupkami kukurydzianymi, ale paskudnymi, ociekającymi tłuszczem i skrywającymi w sobie tablicę Mendelejewa Cheetosami!

Pozwalam sobie przytoczyć ich skład:

kasza kukurydziana 69%, olej roślinny rzepakowy, preparat aromatyzujący [cukier, maltodekstryna, glukoza, hydrolizowane białko roślinne (zawiera soję), wzmacniacze smaku (glutaminiam monosodowy, 5′-rybonukleotydy disodowe), aromaty, barwniki (betanina, ekstrakt z papryki), cebula w proszku, serwatka w proszku z mleka, pomidor w proszku, mąka z chleba świętojańskiego, zioła, regulator kwasowości (kwas cytrynowy), aromaty dymu wędzarniczego], sól (chlorek sodu i potasu)

To nie był pojedynczy przypadek

 

Niestety. Kolejna sytuacja z następnego dnia. Obok nas rozkłada się starsi państwo z około 10-letnią wnuczką. Dziewczynka nie musi się rozbierać do kostiumu – z daleka widać u niej nadwagę i bardzo duży, wiszący brzuch. Z resztą nawet nie rozbiera się sama – babcia zdejmuje z niej koszulkę i krótkie spodenki. Są z nami przez kilka godzin, więc obserwuję, co robi dziewczynka: wchodzi do wody trochę powyżej kolan, rozgląda się dookoła, wychodzi, idzie z dziadkiem na krótki spacer brzegiem morza.  I tyle. To jej cała aktywność przez kilka godzin. Żadnej piłki, czegokolwiek do pływania. Nic, kompletnie nic. Zaczynają się pakować – już nawet nie mam ochoty patrzeć, czy babcia również ją ubiera…

 

Piłki są passe

 

Przez siedem dni naszego pobytu w zasadzie co dzień byliśmy na plaży. W tym czasie widzieliśmy maksymalnie kilka rodzin grających z dziećmi w cokolwiek. Coś innego dzierżyło palmę pierwszeństwa w plażowej rzeczywistości. Pontony, dmuchane materace, fotele i wielkich rozmiarów dmuchane kaczki, na których cała rodzina może…się położyć. I kolejna nowość: budki z naleśnikami stojące na samej plaży. Wielkie drożdżówki, gofry i długaśne zapiekanki. I pochłaniające to wszystko w ilościach hurtowych dzieci. Z Kubusiem Waterrr na popitkę, albo smakową wodą. Bo przecież w tych czasach woda musi mieć smak.

 

Sięgnęłam do statystyk

 

Ponad 60 proc. mężczyzn i blisko połowa kobiet w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Ten sam problem dotyka co trzeciego chłopca w wieku szkolnym i co piątą dziewczynkę – wynika z badań Instytutu Żywności i Żywienia z 2016 roku.

IŻŻ podkreśla, że nadwaga i otyłość są obecnie największym zagrożeniem dla zdrowia publicznego w Polsce i na świecie. Otyłość jest główną przyczyną takich chorób przewlekłych, jak: cukrzyca typu 2, choroby układu krążenia (udar mózgu, nadciśnienie tętnicze), nowotwory złośliwe (rak jelita grubego, sutka, gruczołu krokowego), kamica żółciowa, niealkoholowe stłuszczenie wątroby, zaburzenia hormonalne, zmiany zwyrodnieniowe układu kostno-stawowego czy nocny bezdech.

Choć tak naprawdę wszelkie statystyki można wyrzucić do kosza – wystarczy wybrać się na dowolną polską plażę, by zobaczyć skalę problemu. Jesteśmy już na piątym miejscu w Europie pod względem otyłości. Do lidera – Wielkiej Brytanii, brakuje nam już coraz mniej. Przed nami jest jeszcze Irlandia, Słowacja i Czechy, ale mamy realną szansę ich przegonić. Bo bardzo dobrze nam idzie.

 

 

Grube dzieci to wina rodziców

 

I nie oszukujmy się, że jest inaczej. Pomijam przypadki, kiedy dziecko jest chore, przyjmuje sterydy, itp. Mówię o przypadkach, kiedy rodzice karmią swoje dzieci Cheetosami, na przekąskę kupują im zapiekanki i drożdżówki, a lody na deser. Mówię o rodzinach, gdzie na śniadania co dzień je się czekoladowe kulki, cynamonowe płatki, lub inne nadziewane poduszeczki. Kiedy do szkoły pakuje się drożdżówki,  “mleczne kanapki”, rogaliki “7 days” z okresem przydatności do spożycia 12 miesięcy i cały ten kolorowy, napompowany, wypełniony cukrem, syropem glukozowo – fruktozowym i tłuszczami trans shit, który zalega na sklepowych półkach.

Mówię o domach, gdzie coś takiego, jak wspólne posiłki już dawno nie funkcjonuje, bo każdy je kiedy chce z nosem w mniejszym, lub większym ekranie.

Mówię o sytuacjach, jak ta z naszego przedszkola, kiedy to ulegał zmianie jadłospis i wprowadzano większe ilości kaszy jaglanej, której większość dzieci nie znała i nie chciała jeść, bo jak mówiła mi zaskoczona i zmartwiona trochę menadżerka: “dzieci wolą parówki i danonki, jak w domu”. Dramat. I to w prywatnym przedszkolu w Warszawie, wśród ludzi wyglądających na całkiem wyedukowanych.

W końcu mówię o dorosłych, którzy sami zapychają się chlebem, który chlebem jest tylko z nazwy, bo tak naprawdę jest gliną z domieszką karmelu, żeby wyglądać na zdrowszy. Wędlinami świecącymi od konserwantów. Ciastkami i wafelkami z nadzieniami wypełnionymi najgorszymi, rakotwórczymi tłuszczami trans. Dorosłych, którzy twierdzą, że jako dzieci też przecież wcinali oranżadę w proszku i kanapki z cukrem. Tylko że tamto jedzenie sprzed 20-30 lat nie ma z tym naszym obecnym absolutnie nic wspólnego.

W wielu sklepach znajdują się półki oznaczone jako “zdrowa żywność”. Zastanawialiście się kiedyś, co więc znajduje się na pozostałych?

 

No właśnie. Odpowiedź sama przychodzi do głowy. Na większości z nich leżą produkty, które w ogóle nie nadają się do jedzenia. To pseudo-jedzenie, które nas zapycha, a nie odżywia. Jedzenie, które ma być jak najtańsze, bo dzięki temu więcej osób je kupi. A żeby było najtańsze w sprzedaży, musi być najtańsze w produkcji. Dlatego np. zamieniono cukier na syrop glukozowo – fruktozowy. Bo co interesuje producenta, że okropnie szkodzi on twojemu dziecku. Ma to w nosie. On ma z tego zysk.

 

Kiedyś wszystko, co najciekawsze działo się na dworzu. Na placach zabaw, podwórkach i trzepakach. Kiedy wisieliśmy głową w dół i kiedy wracaliśmy do domu z poobijanymi, chudymi kolanami. Brudni, głodni i szczęśliwi. Teraz świat dzieje się na ekranach. Rzeczywistość naszych dzieci też. Tam mogą być, kim chcą. Nadchodzi jednak moment, kiedy trzeba wrócić do prawdziwego życia. Wraca do niej gruby chłopiec, który nie ma szans nadążyć za grającymi w piłkę kolegami. Wraca otyła dziewczynka, którą po wakacjach znów koleżanki będą wytykały palcami. Wracają sytuacje, o których one nie zawsze nam mówią…

My jesteśmy dorośli. Możemy sobie powiedzieć, że na coś przecież trzeba umrzeć i że już niedługo koniec roku, to pomyślimy o postanowieniach noworocznych. Możemy znów obiecywać sobie dietę od kolejnego poniedziałku. Nam nikt wprost nie rzuci znienacka “jesteś za gruba”, mimo, że jesteś. Możemy nadal nie robić nic. Tylko pomyślmy, na co je skazujemy. Grube dziecko nie jest “słodziutkie i pulchniutkie”. Ono jest po prostu grube. GRUBE.

 

Pod koniec wyjazdu, żeby już nie patrzeć na grube dzieci, postanowiłam szukać dziewczyn/kobiet z fajną, proporcjonalną figurą. Nie wychudzoną – po prostu ładną i zadbaną. Naliczyłam dosłownie kilka…

 

Dzieci patrzą na nas. Obserwują i naśladują.

 

Zdrowy stosunek do jedzenia, wiedza o tym, co jest dla nas dobre, a co nie, to przy powyższych statystykach jedna z najcenniejszych rzeczy, jakie możemy im przekazać. Coś, co zaprocentuje na całe życie. Bo nadwaga w dzieciństwie to prosta droga wiecznie zmagającego się z nadprogramowymi kilogramami dorosłego.

Uczmy dzieci szacunku do swego ciała.

Pokazujmy, że aktywność fizyczna, to nie moda, a świadomy, naturalny wybór zdrowego człowieka. Potrzebna jak powietrze.

Uczmy rozróżniania dobrego i złego jedzenia, mówmy o tym, tłumaczmy, tak jak tłumaczymy dlaczego nie należy wkładać palca do kontaktu.

Pokazujmy zdrowe słodycze i zdrowe przekąski dobrej jakości.

Dbajmy o nie, lepiej niż o siebie.

To nasza przyszłość.

To nasze wszystko.

 

 

FullSizeRender 1401

FullSizeRender 1400

FullSizeRender 1398

FullSizeRender 1394

FullSizeRender 1396

FullSizeRender 1399

FullSizeRender 1393

FullSizeRender 1395

FullSizeRender 1397

FullSizeRender 1392

FullSizeRender 1404

 

No i na koniec jeden tekst z plaży, idealnie obrazujący sytuację, o której piszę:

“Ta woda (w sensie wody morskiej) smakuje jak solone chipsy!”

 

Kurtyna

You may also like

29 comments

  • Dominika Sierpień 9, 2017   Reply →

    Oj jak bardzo prawdziwy jest ten tekst… niestety . Mam dokładnie takie same przemyślenia jeśli chodzi o ilość bardzo grubych lub już otyłych Dzieci, które spotykamy ostatnio na spacerach czy zakupach :(

    • Natalia Sierpień 9, 2017   Reply →

      A w szkole? U suna w 3 klasie dzieeczynki sa dwa razy wieksze ( w szerz…) od chlopcow… z nimi lepiej bo wiekszosc ma kakies zajecia sportowe po szkole.

      • Natalia Sierpień 9, 2017   Reply →

        Syna…

      • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

        Dobrze, że jeszcze chcą na nie chodzić…oby jak najdłużej…

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Dominika, a według mnie z roku na rok będzie gorzej…rok, czy dwa lata temu to nie rzucało się aż tak w oczy…

  • Ewelina Sierpień 9, 2017   Reply →

    Witaj Matyldo, niestety cos w tym jest co piszesz, byliśmy teraz na kilka dni na Mazurach i tez zwróciliśmy na to uwagę … wokół praktycznie same dzieci z nadwaga – na deptaku kuszące waty cukrowe (cukrowe z nazwy a tak naprawdę sama chemia…), gofry, lody włoskie (tez z włoskimi nie mające nic wspólnego – maragaryna w składzie a fuj…) . Wiadomo mi tez zdarza się zjeść lody, frytki w Mac’u – ale jest to max 1-2x w m-cu… w kuchni spędzam sporo czasu i staam się podsuwac mojej córce różne potrawy – czasami reaguje dobrze, czasami nie ale staramy sie nie iść na łatwiznę i nie zniechęcać. Niestety córka przyjmuje sterydy i obawiałam się ze jej ciało może się zmienić – na szczęście jest wszystko w porządku a ona przede wszystkim dobrze reaguje i wyglada jak rówieśnicy (ci szczupli ????). Uściski dla Was! Ps. Czułam po wzmiance na IG ze ten post będzie właśnie na ten temat …

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Ewelina, my też czasem jadamy w Macu, czy zamawiamy pizzę – ale to jest ewenement, a nie reguła. Marcelina od małego karmiona metodą BLW poznawała różne smaki, próbowała, smakowała, miała w tym pełną dowolność i nigdy nie zmuszaliśmy jej do jedzenia. Jadła tyle i to, na co miała ochotę. A że w domu w ilościach hurtowych jedliśmy (i jemy nadal) awokado, żytnie pieczywo, warzywa, hummusy, itp, Marcelina jadła to wszystko z nami. W efekcie mamy dziecko jedzące absolutnie wszystko (no dobra, poza sałatą i natką pietruszki) i żadnych kłopotów na tym polu. Gratuluję Ci konsekwencji i zaangażowania w temat, dobrze jest być świadomym rodzicem i wiedzieć, że jest nas więcej ;-) Uściski dla Was!

  • natalia Sierpień 9, 2017   Reply →

    Masz 100% racji!
    Dzieci same nie kupią, nie spróbują. Trzeba im pokazać, dbać, uczyć, próbować z nimi.
    Mnie na naszych wakacjach zszokowała rodzina z domku obok…. Za każdym razem kiedy ich widzieliśmy w ciągu dnia, coś jedli. Wieczorem robili grilla. ale jakiego! Znosili kubełki takie gotowe z zamarynowanym mięsem, kiełbasy, udka… i jedli.. Najbardziej mnie zdziwił mój 9 letni syn mówiąc- mamo ten Kuba jest biedny. Myślałam, że synowi chodzi o tuszę małego sąsiada, a Marcel mówi – on ciągle musi jeść. Słyszałem jak mówił że już nie chce, ale mama kazała mu jeść…. Co więcej rodzice grilla popijali wódeczką przy dzieciach, ale to zupełnie inna historia…

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Aż strach pomyśleć, co wyrośnie z takich dzieci i z jakimi problemami będą się mierzyć całe życie…

  • Maja Sierpień 9, 2017   Reply →

    Marta, my teraz jesteśmy w Stegnie i jestem załamana widokiem grubasow. Małych, dużych… Tragedia. Siedzą i jedzą, popijając piwkiem. Cos strasznego. Tylko dzieci żal… Dla porównania byliśmy dopiero nad Garda i tam w ogóle nie występuje takie zjawisko, wszyscy w ruchu dla odmiany…

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Zauważyłam dokładnie to samo! Żadnych grubasów we Włoszech. W okolicach Gardy mnóstwo osób jeździ na rowerach, spaceruje, ludzie kompletnie inaczej wyglądają. To tak, jak we Francji – ruch jest wpisany w ich kulturę, oni nie zastanawiają się, czy warto – oni po prostu to robią, bo to jest dla nich tak naturalne jak oddychanie. Ale to jest inny świat…niby blisko, a tak naprawdę lata świetlne od Polski.

      • ann Sierpień 15, 2017   Reply →

        Niestety Matylkda we Francji tez ten problem istnieje. Nie wiem jak wyglada ta skala procentowo, ale od kilku lat media trabia o problemie. Inaczej wyglada sytuacja w duzych miastach, inaczej na wsi. Nie mozna patrzec na Fr czy Wlochy przez pryzmat tych miejsc turystycznych, w ktorych raczej brak przecietneg Francuza czy Wlocha… Niestety to co znajduje sie na polkach w supermarktach w calej Europie niestety nie jest dobre dla nas.I swiadomosc rodzicow, niestety tez mala…

  • Anonim Sierpień 9, 2017   Reply →

    Wszystko jest dla dzieci i rodzicow (wata cukrowa, slodycze itd.) Ale trzeba znac umiar jedzenia i rozmawiac z dziecmi Nawyki zywieniowe zostaja na cale zycie.

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Z nawykami to prawda. Ale co do tej waty i słodyczy to jednak jestem za tym, by uczyć dzieci wybierać dobre, z dobrych składników i samemu takie jeść. Jak gotowe ciasto, to nie to w plastikowym pudełku z supermarketu, które z daleka świeci od konserwantów. Uczmy dzieci i siebie szukać jedzenia dobrej jakości. Jasne, czasem trzeba będzie podjechać gdzieś dalej, poszukać, popytać, wysilić się. Ale to jedyna droga. Dobre jedzenie istnieje, tylko trzeba ja poszukać, bo samo do nas nie przyjdzie. Same przyjdą do nas Danonki i Mleczne Kanapki. Bo komuś baaaardzo się to opłaca.

  • Anka Sierpień 10, 2017   Reply →

    No niestety takie sytuacje można zaobserwować wszędzie. Włosy na głowie stają. Całkiem niedawno podczas ostatnich upałów ku mojemu przerażeniu widziałam “mamusię”, która swojemu na oko rocznemu dziecku do butelki ze smoczkiem wlewała pepsi ????

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Normalnie podejść i… Poleje pepsi, da zagryźć Cheetosami i za kilka lat będzie gruby kilkulatek – kaleka, z nadmiernie obciążonym przez nadwagę układem kostnym, który już na starcie życia jest przegrany…tylko że ci ludzie tego kompletnie nie rozumieją.

  • Joanna Sierpień 10, 2017   Reply →

    Na plażach króluje “Żubr”, chipsy, kebaby przynoszone z bud na promenadach… Masakra…

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Mnie też to przeraziło. Nigdy nie widziałam tego na taką skalę.

  • Jola Sierpień 10, 2017   Reply →

    Witaj mądra kobieto, właśnie wracam z kilkudniowego pobytu nad naszym kochanym Bałtykiem. Wnioski mam identyczne ale muszę dodać jeszcze kilka. Rodzice nie potrafią spokojnie rozmawiać z dziećmi, czasami widać jak w lustrze -tak jak zachowują się rodzice tak zachowuja się dzieci. Sama jestem w ciąży i nie wyobrażam sobie aby moje dziecko siedziało cały dzien bez aktywności fizycznej. Przez te kilka dni zauważyłam nielicznych grających w piłkę…smutne to…

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Jol, no to zobacz, co się dzieje: Czytelniczka poniżej pisze: “U mojego syna W 6 klasie tylko z 7 dzieci na całą 25 osobową klasę są wg mnie szczupli.” Tak nigdy nie było. i to jest dramat. Ty masz tego świadomość, ja ją mam, ale tak naprawdę jest nas garstka. Ogół wygląda, zachowuje się i żyje tak, jak widziałaś na plaży – tam masz ludzi z różnych części Polski – niezły przekrój społeczeństwa. Dadzą tablet, paczkę chipsów i mają z głowy. Nie martwią ich ich własne grube dzieci, bo sami tak wyglądają. I te dzieci będą kiedyś takie same, tylko dużo szybciej zaczną chorować bo ich rodzice w dzieciństwie nie jedli jednak takiego szajsu, jaki one teraz jedzą…

  • Anonim Sierpień 10, 2017   Reply →

    Grube dzieciaki są wszędzie nie tylko na wakacjach:)))))
    U mojego syna W 6 klasie tylko z 7 dzieci na cacy 25 osobową klasę są wg mnie szczupli. Reszta nadwaga i to znacząca. Niestey winni są rodzice. Ale moim zdaniem i państwo dając przyzwolenie na produkty kiepskiej jakości z coraz większym składem chemii. Oby tylko było tanio i dlugi termin do spożycia miało.. ….
    Producenci ubrań szyją ciuchy dla grubasow ( szczególnie dotyczy to chłopców) mam ogromny problem od zawsze kupić ubrania dla syna. Dziewczynki mają być chyba od mała typem barbie bo dla córki owego problemu nie odnotiwalam A jest również szczupla.
    Wydaje mi się że poki ludzie nie będą świadomi ile jedza chemii i jak tlusto jakie przetworzone rzeczy wcinaja nie zmieni się . Wręcz przeciwnie. Będziemy otylym i chorym narodem
    Ech

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Po prostu na wakacjach bardziej to widać, bo dzieci są bez ubrania. Przed wakacjami nie zwracałam na to uwagi, ale od powrotu coraz baczniej obserwuję dzieci na ulicy. I jest tak, jak piszesz. Bardzo dużo dzieci z nadwagą i to sporą. A jeśli chodzi o państwo… bezrefleksyjny konsument kupi to, co tańsze, bo on nie myśli o tym, że to, co zaoszczędził, wyda potem na leki. Ludzie tak nie myślą. Ja swoją dalszą rodzinę edukuję już tyle czasu, a efekty są raczej marne…ludzie nie bardzo chcą o tym słuchać. Bo przecież tyle lat jedli białe bułki i dawali dzieciom parówki, a teraz ktoś im wmawia, że to niezdrowe…Rozmawiałam dziś na ten temat z Darią – jeśli chodzi o otyłość dzieci, gonimy już Stany Zjednoczone…

      • Anonim Sierpień 11, 2017   Reply →

        Niestety to prawda….
        Smutna prawda
        Ludzi glupich nie trzeba siać:)
        Ale też uświadamiam jak mogę.

  • Agnieszka Pawłowska Sierpień 10, 2017   Reply →

    Tekst bardzo prawdziwy. Byłam w tym roku nad morzem po 2 letniej przerwie. To co zobaczyłam to brak kultury,zero wychowania począwszy od rodziców i piwo w ilościach……chipsy,i same fast foody. A szkoda bo mamy takie piękne morze ale nie mam ochoty już w tym roku tam pojechać .Wierzę że ludzie się obudza i zobaczą jaka krzywdę wyrządzaja sobie i swoim dzieciom.

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Agnieszka, tak myślisz? A mnie się wydaje, że będzie coraz gorzej. Bo tak naprawdę jest gorzej z roku na rok. Wkrótce staniemy się drugą Wielką Brytanią. To smutne, ale nie widzę niczego, co mogłoby zatrzymać ten proces. Wiedza o odżywianiu jest nadal dramatycznie niska. W korporacji, w której pracowałam zamknięto siłownię, bo nie było chętnych. Wśród kilku tysięcy pracowników największego miasta w Polsce, z największym dostępem do informacji, rozmieszczonych w kilku szklanych budynkach nie było ochotników na ćwiczenia. Przy darmowych karnetach oczywiście, bo sponsorował je pracodawca. Tak wygląda rzeczywistość.

  • Anonim Sierpień 10, 2017   Reply →

    Cos ostatnio moda na blogach o grubych dzieciach ???? Kto to sponsoruje ciekawi mnie ????

    • mojedolcevita Sierpień 10, 2017   Reply →

      Z pewnością te podstępne firmy, które mają czelność sprzedawać zdrowe jedzenie! ;-))))

  • Jolka Sierpień 16, 2017   Reply →

    Rozumiem, że drożdżówki, gofry, lody bezowe, ptysie z kremem, naleśniki, kawa z bitą śmietana i słodkie kakao w ekskluzywnej restauracji to mniejsze zło???

    • mojedolcevita Sierpień 17, 2017   Reply →

      Jola, to nie jest tak, że my nie jadamy słodyczy. Jadamy jak najbardziej i wcale tego nie ukrywamy. Ale wybieramy te, co do których mamy pewność, że mają lepsze składy, są zrobione z lepszych i zdrowszych składników – takie na przykład dostajemy w hotelowej restauracji Pałacu w Ciekocinku, z której pochodzą te zdjęcia. Poza tym jadamy je raczej okazjonalnie, no i całą rodziną naprawdę dużo się ruszamy. Bo nie chodzi o to, by nie jeść słodyczy – to raczej nierealne, chodzi o to, by jeść je mądrze. A po tym, co widać na polskich plażach tej mądrości w narodzie bardzo brakuje. Pozdrowienia!

Leave a reply to Ewelina Cancel reply