Mój nowy sposób na życie

Tak długo go szukałam…a okazał się tak prosty!

Mówi się, że najlepsze rzeczy w życiu są za darmo. Uśmiech, przytulenie, przyjaciele, rodzina, pocałunki, czy dobre wspomnienia. Wszystko to wprawia nas w doskonały nastrój. I choć większość z tych rzeczy mamy na codzień, często zupełnie ich nie doceniamy. Szukamy szczęścia i zadowolenia gdzieś indziej, sądząc, że tylko nowe będzie ciekawe, inspirujące i da nam pozytywnego kopniaka i chęć do życia wtedy, kiedy nam jej brakuje.

Też tak miałam. Wydawało mi się, że to, czego potrzebuję jest gdzieś daleko przede mną i muszę tylko znaleźć do tego drogę. Dni mijały, drogowskaz się nie pojawiał, a wewnętrzny gps pokazywał kompletnie różne kierunki.

Co jakiś czas – jak to zwykle na wiosnę – przewijały mi się informacje o ruchu, spacerach, świeżym powietrzu i te wszystkie banalne rady, które czytamy wszędzie, kiedy tylko na zewnątrz robi się cieplej. Kto by tam je czytał, a tym bardziej się nimi przejmował. Przecież każdy to wie.

 

Małe kroki i nowe rytuały

 

Kiedy jednak moje zawodowe życie uległo zmianie, postanowiłam pozmieniać także inne obszary. Tak trochę na zasadzie “zrób to i zobacz, co się stanie”. Chciałam odkleić się od samochodu, więc na początek kupiłam rower. Najpiękniejszy, jaki znalazłam – oczywiście po to, żeby mi się za szybko nie znudził. Zaczęłam co sobotę jeździć nim na bazar po świeże kwiaty i do cukierni, po ciacho do weekendowej kawki. Przez kilka tygodni, bez względu na pogodę, często ubrana w czapkę, szalik i rękawiczki wyruszałam na moją małą, sobotnią wyprawę. Czasem wracałam zmarznięta, ale z zaróżowionymi policzkami i uśmiechem od ucha do ucha, dzierżąc w ręku pierwsze tulipany i pyszne ciacha. No hygge w najczystszej postaci!

Potem kupiłam rolki. Doszedł kolejny powód do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Kiedyś złapała mnie ulewa. Wróciłam przemoczona do suchej nitki. I szczęśliwa jak dziecko, któremu pozwolono pobawić się w kałuży. Z resztą wyglądałam podobnie.

 

A potem zaczęłam biegać

 

To było niedawno, bo na początku czerwca. Dziś, w pierwszych dniach lipca mam już za sobą 18 treningów biegowych i z każdym kolejnym czuję się lepiej i lepiej wyglądam. Nogi się wysmukliły, a skóra na nich napięła. Mięśnie łydek, których nigdy w zasadzie nie miałam, zaczęły delikatnie zarysowywać się pod skórą. Cała moja sylwetka zrobiła się szczuplejsza i zgrabniejsza. No i ten płaski brzuch. Z każdym dniem patrzę w lustro z coraz większą radością, ale najbardziej cieszy mnie coś innego: wreszcie, po latach składnia samej sobie pewnej obietnicy, udało mi się ją zrealizować: ruch wszedł mi w nawyk.

 

I okazał się sposobem na życie

 

Tak prostym, tak banalnym, a jednocześnie tak przez mnie niedocenianym. Słońce, świeże powietrze, zielona trawa, pachnące kwiaty, czy wieczorny powiew chłodniejszego wiatru okazały się remedium na całe zło. Na wszystkie smutki, wątpliwości i problemy. Opowiadałam Wam, że podczas biegania przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły? Tego posta w połowie ułożyłam sobie podczas wczorajszego biegania. Ruch, dając mi codzienną energię, odbudował także wiarę we własne siły. Czuję, że mogę znacznie więcej, niż dwa – trzy miesiące temu. Chce mi się przenosić góry, a endorfiny dosłownie skaczą mi pod skórą.

 

Bla, bla, bla

 

…pewnie pomyśli niejedno z was. I nie dziwię się wam, bo też tak myślałam. Każdy musi znaleźć swój moment, swój czas i miejsce, choć pewnie niektórzy nie znajdą ich w ogóle. Bo nie chce im się próbować. Bo to przecież banały. Bo każdy o tym wie. Tylko dlaczego tak niewielu z tego korzysta?

Mój czas jest teraz. Cieszę się, że doszłam do tego mając 36 lat, a nie później. Bo to dobry moment, by zawalczyć o energię, zdrowie, dobre samopoczucie i pozytywne myśli przynajmniej do setki. A co potem?

 

Jak powiedział kiedyś niezrównany Jan Paweł II, kiedy z okazji urodzin śpiewano Mu “sto lat”:

“Nie ograniczajmy Bożej łaskawości” ;-)

 

MÓJ CZAS NADSZEDŁ TERAZ, MOŻE TY TEŻ ZECHCESZ ZAWALCZYĆ O SWÓJ?

 

FullSizeRender 1239

FullSizeRender 1255

FullSizeRender 1256

FullSizeRender 1258

FullSizeRender 1238

FullSizeRender 1240

FullSizeRender 1261

FullSizeRender 1241

FullSizeRender 1247

FullSizeRender 1242

FullSizeRender 1254

FullSizeRender 1245

FullSizeRender 1259

FullSizeRender 1248

FullSizeRender 1262

 

koszula – Zara

spodnie – Massimo Dutti

tenisówki – H&M, link TU

rower – CREME

 

zdjęcia: Daria Rybicka

 

You may also like

8 comments

  • Anonim Lipiec 4, 2017   Reply →

    Mozesz wstawic link do tenisowek, nie moge ich odszukać na stronie

  • Natalia Lipiec 4, 2017   Reply →

    Kochana a jaka farba do wlosow?

  • Marta Lipiec 4, 2017   Reply →

    Pierwszy raz widzę Ciebie tak uśmiechniętą, a czytam bloga odkąd Marcelina była jeszce w brzuchu???? I pierwszy raz widzę, że Ona ten piękny uśmiech ma po Tobie!!!????????????

  • Anonim Lipiec 5, 2017   Reply →

    Bardzo ciekawy post. Mnie od jakiś dwóch tygodni aż nosi żeby zacząć przygodę z bieganiem albo w ogóle zacząć się ruszać. I ciągle mam jakąś wymówkę, żeby nie zacząć. A to jeszcze remont kuchni nie skończony , a to małą trzeba zawieźć na jakieś zajęcia, posprzątać itp… Ale masz rację najlepiej zacząć małymi kroczkami i chyba też zacznę od jeżdżenia na rowerze po zakupy. Chociaż jakby się się tak zastanowić to już zaczęłam. Mam takie postanowienie na wakacje że do pracy będę chodzić na pieszo i póki co trwam w tym postanowieniu. Teraz jeszcze tylko na bazarek po świeże warzywka a potem może bieganie.

  • Magda Lipiec 7, 2017   Reply →

    Pomyślałam o Tobie przy okazji słuchania włoskich piosenek ;) Gdybyś chciała się oswoić z włoskim, polecam zespół Zero Assoluto: https://www.youtube.com/watch?v=vWe6faU3gQg

    Buziaki

    Magda

Leave a reply to Anonim Cancel reply