Samochodem do Włoch część 4 – Wenecja

Dni naszych włoskich wakacji mijały bardzo szybko. Tego ranka mieliśmy zostawić Sanremo i wyjechać w kierunku jednego z najbardziej niesamowitych miast na świecie – Wenecji.

 

Trochę celowo zostawiliśmy sobie Wenecję na koniec. Nikt nie lubi powrotów, więc chcieliśmy, żeby końcówka naszego wyjazdu była “z przytupem”. I choć każde włoskie miasto jest dla mnie absolutnie piękne i nigdy, przenigdy nie będę miała dość cieszenia oczu tym krajem, to Wenecja ma coś jeszcze – magię miejsca, w którym zatrzymał się czas.

Tradycyjnie, jeszcze zanim opuściliśmy Sanremo, przy śniadaniu, zarezerwowaliśmy hotel w Wenecji, kolejny raz korzystając z kilkudziesięcioprocentowej zniżki (dostępnej na booking.com przy rezerwacji na najbliższą noc) i ciekawi nowych wrażeń wyjechaliśmy w jej kierunku. Mieliśmy przed sobą około pięciu godzin drogi i niezbyt optymistyczne prognozy, które przepowiadały deszcz. Kolejnego dnia miała za to być w Wenecji przepiękne słońce i w duchu modliliśmy się, by tak faktycznie było. Po drodze szukaliśmy informacji o parkingu, gdzie moglibyśmy zostawić samochód. Takich miejsc znaleźliśmy kilka, ale jedno było polecane szczególnie.

 

Gdzie zostawić samochód jadąc na zwiedzanie Wenecji

 

W Wenecji ze względów oczywistych samochodem nie pojeździmy – miasto jest położone na wielu wyspach, jednak na tyle dobrze ze sobą skomunikowanych, że brak samochodu nie da nam się we znaki. Jedyne miejsca, do których dojedziemy samochodem, to położony na wyspie wielki parking prywatny Tronchetto, oraz parking miejski przy Piazzale Roma w okolicach stacji kolejowej Venezia Santa Lucia. Dalej turysta ma do wyboru dwa rodzaje transportu: własne nogi lub jeden ze środków transportu wodnego (tramwaje wodne, tzw. vaporetta, taxi wodne i gondole). No ale zacznijmy od parkingów.

 

Venezia Tronchetto Parking
Isola Nuova

 

Parking Tronchetto to najtańszy z parkingów w centrum Wenecji. Znajduje się na wyspie Isola Nuova. Najpierw wjeżdżamy mostem z Mestre do Wenecji, a później od razu skręcamy w prawo i ponownie prawo. Parking jest świetnie oznakowany – trzeba szukać tablic z napisem Tronchetto. Ten wielopoziomowy parking jest zadaszony i dysponuje liczbą 4000 miejsc postojowych. W praktyce oznacza to, że nie trzeba martwić się o miejsce i rezerwować wcześniej parkingu. Miejsca tutaj są nawet w wysokim sezonie. Jest dozorowany przez całą dobę, a pracownicy parkingu są zawsze dostępni.

Z Tronchetto do Piazzale Roma (główny punkt komunikacyjny Wenecji) można dojść pieszo (ok. 1300 metrów spacerem) lub przejechać specjalną kolejką (wybraliśmy tą właśnie opcję – kolejka jest zlokalizowana przy samym parkingu, nie da się jej nie zauważyć. Podróż trwa zaledwie kilka minut). Bilet na kolejkę kosztuje 1,5 euro, kupujemy go w automacie przy wejściu do kolejki.

Jeśli chodzi o ceny parkingu, to wyglądają następująco: Pierwsza i druga godzina parkowania to koszt 3 euro za godzinę. Trzecia i czwarta godzina to cena 5 euro za godzinę. Cały dzień postoju kosztuje 21 euro (24 godziny).

 

Autorimessa Comunale
Piazzale Roma, Santa Croce 496

 

To największy parking samochodowy w Wenecji, zlokalizowany na samym Piazzale Roma skąd turyści mają najszybszy dostęp do historycznego centrum Wenecji. Parking jest wielopoziomowy, czynny przez cały rok, całą dobę. Posiada prawie 2200 miejsc dla samochodów oraz 180 miejsc dla motocykli. Całość zlokalizowana jest w 10 halach i dwóch tarasach na dachu parkingu. Dojazd do parkingu jest prosty. Po zjechaniu z mostu łączącego Mestre w Wenecją z głównej drogi skręcamy w prawo, wprost na parking (zjazd jest oznaczony). Nie da się go nie zauważyć –  to największy budynek w okolicy, również dozorowany.

Na parking mogą wjechać samochody do wysokości 2,2 m. Opłaty pobierane są za dobę parkowania. Nie ma możliwości rozliczania się za godziny, jak w Tronchetto. Cena za dobę dla przeciętnego samochodu osobowego to 26 euro. Jeśli nasz pojazd jest szerszy niż 185 cm, to zapłacimy 29 euro. Poza sezonem – co w praktyce oznacza marzec, listopad i wybrane tygodnie grudnia oraz stycznia i lutego, cena jest trochę niższa (o 2-3 euro).

 

Parking S. Andrea
Piazzale Roma

 

To trzeci parking w Wenecji, zlokalizowany w tym samym budynku, co Autorimessa Comunale, z tym że wjeżdża się na niego w dół, miejsca zlokalizowane są poniżej poziomu ziemi. Po lewej stronie znajduje się biuro parkingu (najlepiej od razu spytać tam o wolne miejsce i aktualne ceny), bo w sezonie trudno tam o miejscówkę (posiada tylko 100 miejsc parkingowych) dlatego w ogóle nie braliśmy go pod uwagę.

 

Witaj Wenecjo!

 

Kiedy wysiedliśmy z samochodu na Tronchetto miny trochę nam zrzedły…było po prostu lodowato! Okropnie wiało i z przerażeniem myślałam o leciutkich i typowo letnich ubraniach, które zapakowałam nam na kolejny dzień – przecież miało być koło 25 stopni! Zwłaszcza, że do Wenecji musieliśmy zapakować się w jedną walizkę – żadne dodatkowe rzeczy nie wchodziły w grę, bo większość drogi z parkingu do hotelu planowaliśmy jednak pokonać na piechotę. Założyliśmy więc na siebie wszystkie bluzy, kurtki i szale, jakie mieliśmy w samochodzie, zapisaliśmy numer naszego miejsca parkingowego i ruszyliśmy w kierunku kolejki, która miała nas zawieźć na Piazzale Roma.

Dziesięć minut później wysiedliśmy na placu. Lało. A my z walizką, dzieckiem i jednym malutkim parasolem. Na szczęście wiosenna burza szybko przeszła i zza chmur zaczęło wyglądać słońce. Google maps pokazywał, że czeka nas około 30 minutowy spacer do naszego hotelu. Więc poszliśmy. Wąskie uliczki, niezliczone mostki, schodki, nierówny bruk – dość wymagający teren dla walizki na kółkach. Ale to nie było ważne. Bo z każdym kolejnym krokiem czuliśmy coraz większy zachwyt. I mimo, że kilka lat temu byliśmy w Wenecji, zawsze będzie nas zachwycać na nowo. Porwani przez tłum turystów, spoglądając co jakiś czas na telefon, szliśmy kolorowymi uliczkami, mijaliśmy malutkie sklepiki, mniejsze i większe bary i restauracje, lodziarnie, urocze placyki i wszystkie te cudne elementy anturażu, tak charakterystyczne dla włoskich miasteczek. Mieliśmy ochotę odłożyć telefon z mapą i zgubić się w tych uliczkach – choć tak naprawdę wcale nie tak łatwo zgubić się w Wenecji, bo całe miasto udekorowane jest niezliczoną ilością tabliczek ze strzałkami wskazującymi drogę do największych turystycznych atrakcji. Aby więc dotrzeć do mostu Rialto, Canale Grande, lub placu Św. Marka nie potrzeba żadnej mapy.

W jednej z takich wąskich uliczek Google maps oznajmił nam koniec spaceru – byliśmy u celu. Hotel Dona Palace TU był urządzony w typowo weneckim stylu i w ten burzowy wieczór wydał nam się bardzo klimatyczny. W oknach ciężkie, atłasowe zasłony, dużo złota, drewna, ciemnej czerwieni i butelkowej zieleni…trochę jak ze starych filmów o wampirach. Byliśmy zachwyceni. Po krótkiej aklimatyzacji zdecydowaliśmy: spacer i kolacja. Zeszliśmy do lobby. Lało jak z cebra. Konkretna, wiosenna burza. Zapytaliśmy o parasol, ale pan w recepcji sugerował nam raczej poczekać. Chyba mieliśmy niezły głód w oczach, bo po chwili dodał, że tu naprzeciwko podają bardzo dobrą pizzę. A że w zasadzie na tą chwilę nie mieliśmy innych opcji, postanowiliśmy wpaść do miejsca, które nam pokazano. “Wpaść” jest z resztą bardzo dobrym określeniem, bo dosłownie tam wparowaliśmy – tak padało. Woda wprost wlewała się przez nie do końca szczelne drzwi restauracji…choć restauracja to zdecydowanie za dużo powiedziane – pomyślałam, kiedy wreszcie miałam chwilę, by się tam rozejrzeć.  Miejsce było baaaaardzo industrialne. Nierówne, mocno przybrudzone ściany, jakieś druty zwisające z sufitów, stołki barowe obite okropną, czerwoną eko – skórą, jednym słowem wystrój…daleki od tego, co lubię. Było za to mnóstwo stolików i dziki tłum w środku, przez co musieliśmy poczekać w kolejce na wolne miejsce. Byłam bardzo ciekawa jedzenia, bo jedna z głównych zasad głodnych turystów mówi przecież, by wybierać te miejsca, gdzie jest dużo ludzi. Pomyślałam, że w takim razie tu musi być niesamowicie pysznie…i nie pomyliłam się. Pizze, które nam podano były jednymi z najlepszych, jakie jedliśmy w życiu. A do Rossopomodoro – bo tak nazywała się ta restauracja wróciliśmy na obiad także następnego dnia.

Kolacja zajęła nam trochę czasu, dlatego kiedy po wyjściu okazało się, że po deszczu zostały już tylko kałuże, postanowiliśmy znaleźć wreszcie plac Św. Marka. Mapa pokazywała, że jest gdzieś blisko naszego hotelu. Pokonaliśmy więc dosłownie kilka krótkich uliczek zastanawiając się, w którą stronę iść…i stanęliśmy na placu. Był piękny i pusty. To znaczy oczywiście byli na nim ludzie, ale nie w takiej ilości, w jakiej ma to miejsce za dnia, a poprzednio widzieliśmy go właśnie w dzień. Na nim – zachwycające pałac Dożów i bazylika. Obeszliśmy cały plac i doszliśmy nad Canale Grande. A że zmęczona już Marcelina kazała się nieść na rękach, postanowiliśmy wrócić do hotelu, do którego z placu szliśmy całe dwie minuty – z czego Tomek był niesamowicie dumny – to on wybrał akurat ten hotel.

Następnego dnia pierwsze, o czym pomyślałam, kiedy otworzyłam oczy to pogoda. Natychmiast spojrzałam w kierunku okna. Ufff, błękitne niebo i ani jednej burzowej chmury. Można było spokojnie zejść na śniadanie, a potem ruszyć w miasto.

 Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Przepraszam was za jakość zdjęć, ale przez te zawirowania pogodowe zostawiliśmy nasz aparat w samochodzie, przez co wszystkie fortografie w Wenecji robiliśmy telefonem. Początkowo oczywiście chciałam po niego wracać, ale oznaczało to co najmniej godzinę straty…a w tym mieście trzeba wykorzystać każdą minutę i wchłonąć tyle weneckiego klimatu, ile tylko się da.

Bo Wenecji nie da się opisać, tak jak nie da się opisać magii. Ją po prostu trzeba zobaczyć samemu.

You may also like

3 comments

  • J. Lipiec 5, 2017   Reply →

    Piękne i bardzo plastyczne te opisy podróży i magicznych miejsc i bardzo dużo przydatnych informacji, jeśli ktoś się wybiera. Uwielbiam czytać Twoje relacje z podróży do Włoch. Nigdy jeszcze tam nie byłam a jak czytam to mam wrażenie, że tam jestem☺️, bardzo chcemy kiedyś pojechać z mężem i dziećmi ale na razie finanse nie pozwalają,może kiedyś się uda,nie tracę nadziei☺️Póki co zaparzyłam sobie espresso, zagryzam ciasteczka i czytam kolejny raz o Wenecji. A te zdjęcia wykonane telefonem też wyszły pięknie! Pozdrawiam! ☺️

    • mojedolcevita Lipiec 5, 2017   Reply →

      Dzięki Ci Kochana, takie komentarze dodają mi skrzydeł! ;-)
      Włochy są niesamowite, zdjęcia nawet w części nie oddają tego, jak to naprawdę tam wygląda. Trzymam mocno kciuki, by taki wyjazd – choć kilkudniowy udało Wam się kiedyś zrealizować. Jakby coś, to służę radami ;-) A póki co życzę Ci smacznej kawki! Uściski!

  • Anonim Lipiec 6, 2017   Reply →

    Cudowne miejsce i cudowny opis. Będziemy tam za dwa tygodnie. Czy zwiedzaliście Wenecję z jakimś przewodnikiem (papierowym) i moglibyście go polecić czy może zebraliście informacje w internecie a może zupełnie spontanicznie na czuja?

Leave a reply to Anonim Cancel reply