O Tacie

Dzisiejszy wpis będzie oczywiście o Tacie. Ale nie o tym, o którym myślicie. Bo dziś trochę zerwę z tradycją i zaproszę Was na wpis o moim własnym Tacie.

 

Tata urodził się przed wojną. Nosił białe bluzy z marynarskimi kołnierzami, bo taki był wtedy szczyt dziecięcej mody. Pamiętam Jego w takiej bluzie na pożółkłym i zniszczonym zdjęciu, na którym pozował z siostrą ubraną w białą sukienkę z delikatnymi falbankami. Oboje mieli wtedy po kilka lat. On z okrąglą buzią, prostymi blond włosami i wesołymi oczami dziecka, które ciągle ma coś ważnego do zrobienia. Zatrzymani w tym kadrze jakby na chwilę.

Pamiętam też Babcię, której nigdy nie poznałam i Jej zdjęcia w otoczeniu młodziutkich dziewcząt z pensji dla panien, na której się uczyła. I ten klimat trochę jak z “Ani z Zielonego Wzgórza”, albo książek Jane Austen. Piękne sukienki z delikatnymi falbankami. Elegancja i klasa w każdej z tych młodziutkich twarzy.

Inny świat. Świat, który miał już nigdy nie powrócić.

Kiedy wybuchła wojna Rodzina Taty została wywieziona na Syberię. Po latach wrócili do Polski, do Bydgoszczy. Potem Tata przyjechał na studia do Warszawy. Wiele lat później poznał moją Mamę.

Był Tatą wiecznie zajętym, z milionem zajęć i misji do zrealizowania. Takim, co to walczy “dla sprawy”. Społecznikiem z notorycznymi deficytami wolnego czasu. Ale kiedy już był, zabawom nie było końca. Znosił mi tony książek, komiksów i wszystkiego, co nadawało się do czytania. To dzięki niemu tak bardzo lubię słowa. Pamiętam, jak na dobranoc opowiadał mi zmyślone przez siebie historie o Kajku i Kokoszu, których mogłam słuchać w nieskończoność, a Jego wyobraźnia w tym zakresie nie miała granic. W szkole czytał mi “Pana od przyrody” i inne wiersze Z. Herberta.

Znał odpowiedź na każde pytanie. Podziwiałam Go bardzo, choć czasem nie rozumiałam. Po co mi pięć książek o savioir vivre? “To wiedza, która zawsze Ci się przyda” odpowiadał Tata, więc jako dziecko doskonale wiedziałam, gdzie na stole powinien leżeć nóż do masła i w którym kierunku położyć łyżeczkę. Kindersztuba była na porządku dziennym. I zasady. Bezdyskusyjne. Również te dotyczące wyglądu. Jako dziecko nosiłam włosy obcięte równiutko do ramion z przedziałkiem pośrodku głowy i sukienki szyte na miarę z wysokoskrętnej wełny, którą kupował Tata i których szczerze nie znosiłam. Bo jak tu w takim stroju robić fikołki na przedszkolnym dywanie? Marzyłam o różowym dresie i bluzie z kapturem. Jednak były to marzenia z marnymi szansami na realizację. Tata całe życie nosił idealnie wyprasowane, białe koszule, krawaty i garnitury szyte przez zawsze tego samego krawca. Tak jest to dziś. Jeansy? Okazjonalnie, na urlopie, nigdy w życiu nie widziałam Go w nich w Warszawie.

 

Kiedy przyszedł czas “burzy i naporu” rozumiałam jeszcze mniej. Zasady sprzed wojny nie szły w parze z moją dojrzewającą osobowością. To był nasz najtrudniejszy okres.

Tata stawiał mi poprzeczkę bardzo wysoko. Pod każdym względem. “Tato, dostałam piątkę!”. “A dlaczego nie szóstkę??” – słyszałam w odpowiedzi. Na szczęście razem z tym mówił zawsze: “dasz radę, uda ci się, sprobuj, zobaczysz, że potrafisz”. Mobilizował i dopingował. Do ciężkiej pracy, do niezadowalania się tym, co średnie, niegodzenia na przeciętność. Czasem miałam tego dość. Obiecywałam sobie, że mój przyszły mąż będzie kiedyś zupełnie inny…

 

Kiedy urodziła się Marcelina, mój Tata stał się dla Niej takim dziadkiem, jakim ojcem nigdy nie potrafił być. Akceptującym wszystko, kochającym bezkrytyczną miłością. Najlepszym przyjacielem, który mimo wieku daje się wciągać w najbardziej szalone zabawy. I nadal znosi tony książek. Kupuje przepiękne sukienki i męczy mnie, bym wreszcie znalazła dla Niej czarne lakierki…bo dziewczynka przecież musi mieć lakierki.

Z Tomkiem dogadują się rewelacyjnie, choć kiedyś byłam pewna, ża Tata zastrzeli każdego chłopaka, który podejdzie do mnie zbyt blisko. Mam chyba szczęście do facetów z klasą. Tomek ma zasady, a do tego jest moim najlepszym przyjacielem. I najlepszym przyjacielem zakochanej w Nim po uszy córki. Takim, który kupi wymarzone buty w niemoralnej cenie, obejrzy sto razy “Ballerinę” i przemyci maleńkiego łyczka coli, kiedy mama nie widzi. Odda ostatni gryz ulubionej kanapki, choć nie znosi, gdy mu ktoś coś zabiera z talerza. Takim na dobrą pogodę i na złe sny.

No i też bardzo lubi białe koszule ;-)

 

IMG_0129

IMG_0140.JPG

IMG_9397 (1)

IMG_0303.JPG

blogger-image-613724621

IMG_0485.JPG

Snapseed.jpeg

snapseed-178.jpg

FullSizeRender 1122

IMG_0745

 

 Wszystkiego najlepszego dla wszystkich, niesamowitych Tatusiów, i tych młodszych i tych starszych!

 

 

You may also like

7 comments

  • Luna Czerwiec 23, 2017   Reply →

    Szkoda że nie pokazałaś choć skrawka zdjęcia swojego Ojca ciekawi mnie do kogo jesteś podobna i po kim odziedziczyłaś urodę

    • mojedolcevita Czerwiec 23, 2017   Reply →

      W zasadzie prawie nie mamy wspólnych zdjęć. Tata zwykle stał po drugiej stronie aparatu, a teraz bardzo lubi się fotografować i każe kasować wszystkie swoje zdjęcia. A co do podobieństwa, to jestem “pomieszana” – część po Mamie, część po Tacie ;-) Pozdrowienia!

  • Anonim Czerwiec 24, 2017   Reply →

    Matylda to ile lat mają Twoi rodzice?

  • Julia Czerwiec 24, 2017   Reply →

    Ile lat miał Twoj Tato kiedy sie rodzilas?

  • Edyta D. Lipiec 5, 2017   Reply →

    Jak zwykle pięknie napisane ???? Nic dodać nic ująć ????!!

    • mojedolcevita Lipiec 5, 2017   Reply →

      Dzięki Edytko! ;-)

  • Edyta D. Lipiec 5, 2017   Reply →

    :-) :-)

Leave a reply to mojedolcevita Cancel reply