Akademia na Różanej, czyli fajne miejsce na rodzinny obiad

Już dawno na blogu nie opisywałam Wam żadnej nowej miejscówki na rodzinne spotkanie, więc dziś postanowiłam to nadrobić.

 

Zwłaszcza, że ostatnio znaleźliśmy miejsce, w którym i duzi i mali świetnie się czują, a do tego mogą trochę porozpieszczać swoje kubki smakowe. No ale od początku.

Wcześniej nie znałam Akademii (TU). Pod koniec maja byłam tam na spotkaniu z marką Dove i wtedy zobaczyłam to miejsce po raz pierwszy. Już wtedy zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Piękne, wysokie, dwupoziomowe wnętrze, urządzono w klasycznym stylu – czyli tak, jak lubię najbardziej. Na dole – około dziesięciu stolików stolików, plus jeden duży stół dla kilkunastu osób, na górze – strefa wypoczynkowa z kanapami i mini sala zabaw dla dzieci. Pomyślałam, że to fajne miejsce na rodzinną kolację – na przykład z okazji zbliżającego się dnia dziecka.

Pierwszego czerwca popołudniu odebraliśmy z przedszkola wymalowaną w motyla Marcelinę (niestety większa część kolorowego stworzenia znalazła się na pięknej, białej bluzce, którą założyłam Jej na tą wyjątkową okazję) i pojechaliśmy na Mokotów.

W restauracji zajętych było już kilka stolików. Usiedliśmy przy dużym oknie wychodzącym na ulicę Różaną. W tle sączyła się muzyka. Było kameralnie i spokojnie. Zanim przyniesiono nam menu zdążyłam się już trochę porozglądać.

 

FullSizeRender 1191

FullSizeRender 1148

FullSizeRender 1180

FullSizeRender 1174

FullSizeRender 1177

FullSizeRender 1162

FullSizeRender 1156

FullSizeRender 1182

FullSizeRender 1169

 

Drewniana podłoga i stoły, białe serwety i obrusy, miękkie, wygodne krzesła, kwiaty i grafiki Pągowskiego wiszące na ścianach… Pomyślałam, że mam ochotę posiedzieć tu dłużej. Tomek był tego samego zdania, jednak z zupełnie innego powodu – siedział już z nosem w menu i zastanawiał się, co w jakiej kolejności zamówić.

Wybór nie był łatwy – byliśmy świeżo po właściwym detoksie, więc musieliśmy uważać, by nie zaserwować kulinarnego szoku naszym żołądkom. Zdecydowaliśmy się więc zamiast dań głównych zamówić kilka przystawek i w ten sposób popróbować dań kuchni Akademii.

Zamówiliśmy matiasa w śmietanie z pieczonym ziemniakiem (doskonały!), wątróbkę drobiową z jabłkowym chutney i sosem malinowym (jeszcze lepsza!), carpaccio wołowe na musie truflowym z rukolą i kaparami (tu już patrzyliśmy na siebie złowrogo, czy aby ta druga osoba nie je więcej, niż powinna), a dla Marceliny – krewetki w tempurze…i frytki (Kudłata lubi oryginalne połączenia), ale tego dania nie ocenię, bo Marcelina nie chciała się podzielić (co już trochę o tym daniu mówi).

 

FullSizeRender 1153

FullSizeRender 1173

FullSizeRender 1158

FullSizeRender 1170

FullSizeRender 1179

 

A tak na serio, to wszystkie przystawki były naprawdę doskonałe i polecamy je Wam z czystym sumieniem. Delikatny i rozpływający się w ustach śledź, wątróbka na słodko, czy truflowy mus z wołowym carpaccio to dania, które z pewnością zapamiętamy. Na koniec części wytrawnej zamówiliśmy jeszcze ukraińskie pielmieni (małe pierożki z bulionem w środku) z kwaśną śmietaną i szczypiorkiem, które mój Tata wspomina ciągle ze swojego dzieciństwa, a których moja Mama nigdy nie nauczyła się robić – więc już chyba wiem, jakie prezent będę miała dla Taty na dzień ojca ;-)

 

FullSizeRender 1151

 

Jednak tego dnia mieliśmy dzień dziecka i z tej okazji restauracja przygotowała atrakcje dla swoich najmłodszych gości. W strefie dla dzieci, na pierwszym piętrze czekała animatorka, filmy, malowanki i wiele innych atrakcji, na które Marcelina początkowo nie chciała się skusić, ale gdy usłyszała od naszego (z resztą totalnie uroczego) kelnera, że na górze pojawiły się właśnie dwie dziewczynki, popędziła do nich i przepadła na kolejną godzinę. Przy okazji dopytałam, jak wygląda kwestia atrakcji dla dzieci: animatorki są w restauracji w weekendy, od godziny 13.00, więc spokojnie można umówić się z “dzieciatymi” znajomymi na weekendowy obiad i mieć pewność, że dzieciaki będą miały co robić, a my w spokoju zjemy i porozmawiamy.

 

FullSizeRender 1181

FullSizeRender 1159

FullSizeRender 1167

 

Marcelina urzędowała na górze, co jakiś czas machając nam z balkonu (ze strefy dla dzieci widać salę restauracyjną), a my mieliśmy czas by chwilę odpocząć…i zastanowić się nad deserami. Ostatecznie zamówiliśmy trzy: sernik, którego miałam okazję spróbować już na evencie Dove, tort bezowy z bakaliami i fondant czekoladowy z białą czekoladą na musie wiśniowym. Tort bezowy był dla mnie odrobinę za słodki (wolę jednak bezę w połączeniu z owocami), za to sernik i fondant to czyste szaleństwo.

 

FullSizeRender 1196

FullSizeRender 1195

FullSizeRender 1194

 

Na koniec jeszcze kawka dla nas i lemoniada truskawkowa dla Marceliny…i okazało się, że minęły prawie trzy godziny. Nadszedł czas powrotu do domu, a tak naprawdę wcale nie chciało nam się stamtąd wychodzić. Miejsce, jedzenie, atmosfera i co bardzo ważne – świetna obsługa przesympatycznych kelnerów (szczególnie pozdrawiamy Pana Janka) sprawiła, że będziemy tu wracać. Bo Akademia to świetne miejsce na kolacje we dwoje, na weekendowe obiady ze znajomymi, czy na celebrowanie różnych rodzinnych uroczystości (jestem pewna, że moi Rodzice świetnie by się tu czuli).

 

FullSizeRender 1160

FullSizeRender 1147

FullSizeRender 1175

FullSizeRender 1168

 

Marcelina chyba podzielała moje zdanie, bo nie dość, że dostałą w prezencie prawdziwą czapkę szefa kuchni, to jeszcze połowę naszej wizyty przetańczyła między stolikami – a Ona tańczy tam, gdzie naprawdę dobrze się czuje ;-)

 

FullSizeRender 1163

FullSizeRender 1178

FullSizeRender 1152

FullSizeRender 1172

FullSizeRender 1193

 

 Do zobaczenia!

You may also like

2 comments

  • Kasia M. Czerwiec 8, 2017   Reply →

    Też uwielbiam takie wnętrza. Perfekcyjnie! No i menu całkiem zachęcające :)

  • Natiraf Mariola Czerwiec 14, 2017   Reply →

    Wspaniałe zdjęcia Kochana!!!

Leave a reply to Natiraf Mariola Cancel reply