Samochodem do Włoch – część 1

Tomek już kilka lat namawiał mnie na taką podróż, ale wyprawa samochodem do Włoch wydawała mi się przedsięwzięciem zdecydowanie zbyt karkołomnym.

 

Te kilkanaście godzin w samochodzie jawiło mi się jako najgorsza rzecz pod słońcem. Bałam się, że wymęczymy się strasznie i zamiast wypoczynku zafundujemy sobie samochodową męczarnię. Kiedy jednak okazało się, że ze względu na pracę Tomka musimy wybrać się na urlop w weekend majowy (drugim opcjonalnym terminem był listopad), a ceny biletów samolotowych podskoczyły do poziomu kompletnie nieakceptowalnego, zdecydowaliśmy, że spróbujemy.

 

PRZED WYJAZDEM

 

Data wyjazdu została wyznaczona na 27 kwietnia, a więc mieliśmy kilkanaście dni na to, by się do tej naszej wyprawy dobrze przygotować. Wypisaliśmy więc najważniejsze punkty do ustalenia/załatwienia i zaczęliśmy działać.

 

TRASA

 

Zaczęliśmy od określenia, gdzie dokładnie chcemy jechać i co zobaczyć. Interesowały nas wyłącznie północne Włochy, żeby już nie dokładać nam (a przede wszystkim Marcelinie) dodatkowych godzin w samochodzie. Wiedzieliśmy, że dobrze znosi Ona podróże samochodowe, ale sześć godzin nad morze to nie to samo co trzynaście do Włoch. Na liście zapisaliśmy więc okolice jeziora Garda, Mediolan, Sanremo, Monako i Monte Carlo, Genuę, Cinque Terre i Wenecję. Dobrze też ustalić sobie wcześniej punkty, w których prawdopodobnie będziemy się zatrzymywać na noc – piszę “prawdopodobnie” bo to już zależy od kondycji wszystkich na pokładzie – w tym głównie dzieci. Dlatego też nie rezerwowaliśmy hoteli przed wyjazdem – robiliśmy to na bieżąco, w trasie.

Dodatkowo poszperaliśmy w necie, popytaliśmy znajomych i dowiedzieliśmy się, że do Włoch prowadzą następujące trasy – poniższe dwie należą do najpopularniejszych i je rozważaliśmy:

 

Przez Niemcy i Austrię

 

Jadąc przez Niemcy, niemal cały czas poruszamy się bezpłatnymi autostradami. Krótki odcinek przez Austrię również pokonujemy autostradą, ale tu już trzeba za to zapłacić, kupując odpowiednią winietkę (o winietach za chwilę). Do Włoch wjeżdżamy niedaleko Trydentu.

 

Przez Czechy i Austrię

 

To druga trasa do Włoch przeznaczona raczej dla osób mieszkających w południowej i południowo-zachodniej części Polski. Granicę przekraczamy wtedy w Cieszynie i dalej kierujemy się na Brno, a następnie do Wiednia. Stąd na południe do Graz, potem do Klagenfurtu i do granicy z Włochami. To jedna z najpopularniejszych, ale i najdroższych tras.

Wybraliśmy opcję pierwszą i wyznaczyliśmy następującą trasę:

 

Zrzut ekranu 2017-05-10 o 11.28.16

 

OPŁATY ZA AUTOSTRADY

 

W Niemczech podróżujemy bezpłatnymi autostradami, ale żeby przejechać przez Austrię i Czechy trzeba wykupić naklejane na szybę winiety – koszt takiej 10 dniowej winiety na Austrię to 56,50 zł, na Czechy – 68,50 zł (jeśli jedziemy na dłużej, jedna może nie wystarczyć). Za autostrady na terenie Włoch płaci się w bramkach na autostradzie, kartą płatniczą, lub gotówką. Winiety można nabyć na stacjach benzynowych zlokalizowanych przy granicach, ale można też załatwić je sobie przed wyjazdem, żeby potem nie musieć szukać. My tak zrobiliśmy: na stronie PZM Travel można je sobie zamówić, lub kupić bezpośrednio na miejscu w ich punkcie w Warszawie.

Brak winiet karany jest mandatem płatnym na miejscu u policjanta + koszt wykupienia winiety – jeśli nie masz gotówki, zostaniesz zawieziony do najbliższego bankomatu. Dlatego warto wcześniej o nich pomyśleć, żeby oszczędzić sobie niepotrzebnych emocji.

 

PRZYGOTOWANIE SAMOCHODU

 

To też jedna z tych rzeczy, które po prostu trzeba zrobić, żeby potem mieć spokojną podróż. Oddaliśmy więc samochód do naszego mechanika, który sprawdził jego stan, wymienił i nalał co trzeba. W zasadzie do ostatniego dnia zastanawialiśmy się nad oponami i ostatecznie zdecydowaliśmy się na zimowe (co potem okazało się bardzo trafnym pomysłem).

 

MAPY I GPS

 

Bez tego ani rusz. Jeśli macie mapę wbudowaną w samochód, warto zadbać o jej aktualizację. Bardzo się jednak przydają też mapy w telefonie – kiedy zwiedzamy nieznane nam miasto i po kilku godzinach chodzenia chcielibyśmy trafić do naszego samochodu – wtedy google maps w komórce sprawdza się idealnie. Dlatego przez wyjazdem pomyślcie też o telefonie do swojego operatora i włączeniu pakietu danych na UE. Wtedy stawki za taki przesył będą dużo bardziej korzystne, niż rozliczanie za pojedyncze megabajty przetransferowanych danych, co nadal jest dość kosztowne.

 

PRZEKĄSKI I WODA

 

Przed wyjazdem kupiłam torbę batonów energetycznych. Zwracałam uwagę na skład, więc były to batony zrobione z suszonych owoców, orzechów i płatków owsianych. Można też np. kupić banany, chipsy owocowe lub warzywne, mieszanki orzechów, i kilka zgrzewek wody w małych butelkach z dzióbkami (wygodniej się z nich pije podczas jazdy samochodem, szczególnie dzieciom). Oczywiście po drodze nie zabraknie Wam stacji benzynowych i przeróżnych fastfoodów, ale wiadomo – na nich też trzeba się zatrzymywać, no i niekoniecznie musicie mieć ochotę żywić się w ten sposób. Fajne batony znalazłam w Carrefurze, w dziale ze zdrową żywnością. Co do wody to zawsze jej brakuje, a szukanie sklepu tylko zabiera czas, dlatego warto mieć jej zapasy pod ręką.

 

DROGOWE KORKI I INNE NIESPODZIANKI

 

Na to trzeba się nastawić wszędzie. Dlatego orientacyjny czas dojazdu, który pokazuje Wam GPS może nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Taką sytuację mieliśmy, kiedy wjechaliśmy do Włoch – do naszego hotelu mieliśmy dotrzeć w 30-40 minut, a tymczasem przestaliśmy w korku ponad dwie godziny. Dobrze, że przynajmniej widoki były piękne. A co do niespodzianek, to dzieci są ich niewyczerpanym źródłem. Bo w tymże korku, na wąskiej drodze w górach, bez pobocza, za to z betonowymi zabezpieczeniami na skraju pasów, Marcelina oznajmiła…że musi do toalety. Teraz i natychmiast. Oczywiście wyjście z samochodu nie wchodziło w grę, nie mówiąc o jakiejkolwiek toalecie w pobliżu, czy chociaż skrawku trawki. Już siedziałam na tylnym siedzeniu i organizowałam jakąś torebkę foliową…kiedy Marcelinie się odechciało! Więc takie sytuacje też weźcie pod uwagę, jeśli podróżujecie z dziećmi i wcześniej się na nie przygotujcie ;-)

 

DZIECKO W SAMOCHODZIE

 

Jak wiadomo, dzieci nudzą się nie tylko podczas deszczu, ale również (a może i głównie) podczas podróży. Marcelina nie jest wyjątkiem, więc zawczasu postanowiliśmy przygotować dla Niej niespodzianki, dzięki którym podróż będzie dla niej możliwie do zniesienia, a nam oszczędzi niekończących się pytań typu “czy jeszcze daleko” i “kiedy dojedziemy”. Zakupiliśmy się kilka niespodzianek – drobiazgów, które wyciągałam z torby co pewien czas. A to nowy konik My Little Pony, a to laleczka do kolekcji księżniczek z bajek Disneya – drobiazgi, które jednak zajmowały ją co pewien czas. Oczywiście nie obeszło się bez wspólnych zabaw nowymi zabawkami, trochę czasu poświęciliśmy też na naukę podstawowych włoskich zwrotów. No i tablet. Bez niego nie byłoby szans, by tyle godzin utrzymać Kudłatą w fotelu. Przed wyjazdem Tomek ściągnął jej ulubione bajki i w chwilach największego kryzysu to one ratowały sytuację.

 

HULAJNOGA

 

Postanowiliśmy zabrać ją ze sobą i powiem Wam, że to był naprawdę genialny pomysł. Zwiedzając, mieliśmy czasem do pokonania na nogach całkiem konkretne odległości, a wiadomo, że tempo spaceru Marceliny jest znacznie wolniejsze od naszego. Dzięki hulajnodze rodzinne przemieszczanie się było szybkie i sprawne – co prawda w sytuacji zwiększonego tłumu trzeba było uważać, by Kudłata po prostu kogoś nie rozjechała, ale samo rozwiązanie sprawdziło się bardzo.

 

KURTKI W BAGAŻNIKU A NIE W WALIZCE

 

To jeszcze jedna rzecz, którą wymyśliłam przed wyjazdem, a która okazała się świetnym rozwiązaniem. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Drezna w kierunku Włoch, termometr pokazywał kilkanaście stopni. W Austrii zaczął sypać śnieg, a w górach mieliśmy już prawdziwą zimę i jeden stopień na minusie. Żeby więc wyjść z samochodu na postój, musieliśmy ubrać się naprawdę ciepło. Dzięki temu, że wszystkie kurtki i czapki mieliśmy w samochodzie, a nie w walizce, ubranie się odpowiednio do pogody było łatwe i szybkie, bo po prostu wybieraliśmy odpowiednią (cieplejszą lub cieńszą) kurtkę. To rozwiązanie sprawdziło nam się kilka razy podczas całej wyprawy.

 

NO TO JEDZIEMY!!!

 

Wyruszyliśmy w czwartek, około 15.30 z planami dojechania tego dnia do Drezna (około 6 godzin drogi), lub – o ile nasza forma na to pozwoli – dalej, do Norymbergi. Jednak w okolicy 21.00 poczuliśmy, że zbliża się czas, by odpocząć, więc na stacji, jeszcze po polskiej stronie granicy zalogowaliśmy się na booking.com i zarezerwowaliśmy hotel w Dreźnie. Taki sposób rezerwacji na bieżąco (poza swobodą podróżowania) ma też dodatkowe plusy – ceny są często o kilkadziesiąt procent niższe, niż przy rezerwacjach z wyprzedzeniem. Na tej samej stacji przy granicy widzieliśmy ogłoszenie o możliwości zakupienia winiet drogowych – na szczęście my już swoje mieliśmy. Godzinę później zameldowaliśmy się w hotelu. Nocleg, szybkie śniadanie i wyruszyliśmy w stronę kraju o najpiękniejszym dla mnie języku na świecie.

Czekało nas około ośmiu godzin drogi przez min. Monachium, Innsbruck i Bolzano. Przynajmniej tak pokazywał GPS, jednak jak się potem okazało, przez roboty drogowe, śnieżycę w Austrii i nieszczęsny korek po przekroczeniu granicy austriacko – włoskiej było ich prawie dwanaście. W okolicach 22.00 zaparkowaliśmy pod naszym hotelem w Roveretto (okolice Trydentu), który miał być naszą bazą wypadową do zwiedzania okolic jeziora Garda. Byliśmy we Włoszech.

 

BUONGIORNO ITALIA!

 

FullSizeRender 976

FullSizeRender 978

FullSizeRender 980

FullSizeRender 966

FullSizeRender 965

FullSizeRender 972

FullSizeRender 977

FullSizeRender 973

FullSizeRender 964

FullSizeRender 969

FullSizeRender 967

FullSizeRender 974

FullSizeRender 970

You may also like

7 comments

  • Danka Maj 10, 2017   Reply →

    Włochy bardzo polecam autem albo samolotem. My z dwójką maluchów: pięć i dwa i pół roku jeździmy dużo po Europie. Włochy są bardzo ciekawe Ale widzieliście malutki wycinek. Z dziećmi dojechaliśmy autem do Florencji, bardzo dobra opcja jest zwiedzanie i odpoczywanie. My jeździmy na dwa, trzy tygodnie, i jednego dnia zwiedzamy, innego leżakujemy. Wy chyba strasznie dużo czasu spedziliscie jeżdżąc. To jest minus krótkich wyjazdów. Dlatego na tydzień polecamy we Wloszech samolot i pociągi. Pociągi choć nie są strasznie punktualne jeżdżą bardzo często, przemiła obsługa. Kierownik pociągu sam pyta kiedy wysiadamy z wózkiem i czy potrzebna jest pomoc

  • Marta Maj 11, 2017   Reply →

    Uwielbiam Twój spokój, dokładność i uporządkowanie:) U mnie zawsze jest załatwianie spraw i pakowanie na ostatnią chwile, a zostawiane mieszkanie wygląda jak po huraganie:( Tym bardziej podziwiam i staram się czerpać dobre wzorce od Ciebie. I choć nie wybieram się do Włoch, Twoje usystematyzowane rady krok po kroku przydadzą się w jakimkolwiek kierunku. Dzięki!

  • Kasia Maj 11, 2017   Reply →

    Moje dzieciństwo przypadało na lata 90-te – wtedy o lataniu samolotem całą rodzinę można było zapomnieć i miało się sporo szczęścia, jeśli był do dyspozycji wystarczająco duży samochód ;) Nad morze ze Śląska jechało się po 12 godzin, bo przecież stara Skoda albo Golf 2 ciągnęły jeszcze przyczepę campingową za sobą. Szczęśliwcy, co spali w domach wczasowych jechali godzin tylko 10. Rzadko kiedy zdarzały się przystanki na nocleg – my najczęściej jeździliśmy nocą. Do dziś podziwiam mojego tatę – jedyny kierowca, dwójka małych dzieci w samochodzie, polskie drogi lat 90-tych i nocna jazda.
    Do Chorwacji albo Włoch ze Śląska też jechało się ok 12 godzin – to już na przełomie XX/XXI wieku. Z Warszawy pewnie pod 16 (o ile nie utknęło się na granicy chorwackiej na 4 godziny, w lipcowym, upalnym słońcu i w samochodzie bez klimatyzacji – sytuacja była na tyle beznadziejna, że po godzinie pojawili się wolontariusze z darmową wodą).
    Moja mama na każdą podróż szykowała torbę kanapek, pokrojonych warzyw i owoców oraz termosy z kawą i herbatą. Woda czy domowy izotonik to była rzecz oczywista.
    Czasem udawało się rodziców naciągnąć na postój w McDonalds, bo w końcu wakacje :)

    Strasznie z nas rozpuszczeni rodzice są obecnie ;) Może piszę to z nutką złośliwości (i wiem, że moi rodzice na wakacje jechali 12h, ale pociągiem, nie raz w przejściu, bo miejsc w przedziałach nie było), ale warto docenić, że możemy się tak swobodnie po autostradach przez pół Europy poruszać, przekąski lepszej jakości wystarczy kupić w sklepie, jeśli jesteśmy zmęczeni – po prostu zatrzymujemy się w hotelu, a dla dzieci jest setka książeczek, gier podróżnych, a w razie kryzysu już nawet tablet albo telefon wystarczy, żeby je zająć.

    Za złośliwości przepraszam i czekam na dalszą część relacji, bo zdjęcia bardzo przyjemnie się ogląda :) Na przyszłość życzę, żeby żadne śnieżyce i korki Was już nie zaskoczyły – niestety znam to z doświadczenia.

    • Danka Maj 11, 2017   Reply →

      Zgadzam się z Tobą w 100%. Wygoda dzisiaj i dzisiejsze rozterki kiedy na większość rzeczy stać są z niedawnej perspektywy śmieszne. Ja też pochodzę z południa, i też tak jeździłam z rodzicami. Kiedyś bardzo dużo, zwiedzalam z rodzicami cała Europe i teraz też z moimi dziećmi. Teraz chwilowo mieszkam w Wawie, drogi mamy lepsze Ale…..Strasznie długo się jedzie autem. Mimo tego, że mieszkamy na Ursynowie wyjazd na południe Polski to 6 godz.min na weekend. Stąd na południe Europy zdecydowanie szybciej jest lecieć samolotem

  • Aleksandra Maj 11, 2017   Reply →

    Mnie roczną, w 1986 r, rodzice zabrali polonezem do Jugosławii :) Do dziś się zastanawiam JAK. Bez klimatyzacji! Fakt, jesteśmy strasznie rozpuszczonym pokoleniem…
    A wpis ciekawy, zdjęcia piękne i przygoda wspaniała. Wspomnienia na długo :)
    Tylko jedna uwaga – nie dawajcie Marcelinie pić w czasie jazdy. Szybka reakcja na zakrztuszenie, np na autostradzie, może być niemożliwa. Picie i jedzenie dla dzieci tylko wtedy, gdy samochód stoi i można z łatwością je wypiąć i wyprowadzić z auta.

  • Guuds Maj 11, 2017   Reply →

    Matko jedyna, jakim rozpuszczonym pokoleniem! Mam prać na tarze a nie w pralce, żebym nie była rozpuszczona?? Naprawdę widzicie problem w tym, że ułatwia się dziecku i sobie podróż?? I nie daj boszee daje zdrowe przekąski kupione w sklepie, zamiast kanapek z jajkiem?

  • Ola Maj 15, 2017   Reply →

    Uwielbiam niezmiennie Cię czytać???? jesteśmy dla mnie taka perfekcyjna i piszę to bez cienia złośliwości ale z niekłamanym podziwem. Nie planuję niestety) na razie takiego wyjazdu ale jeżeli tylko będę wrócę do tego wpisu. Cudowny wyjazd , zdjęcia zachwycają, pozutywna rodzinka, na maxa pozytywna Ty. Śmieszą mnie trochę niektóre komentarze i zgadzam się z tym ostatnim. Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają, a życie trzeba sobie ułatwiać. To trochę tak jakby naszym rodzicom jadącymi mały! Fiatem do Jugosławii przyszła babcia prawić jak to za jej czasów samochód to ona widziała tylko na zdjęciu w książce, a teraz nie dość że mają to jeszcze za granicę jadą, nosz w głowie się nie mieści ????????

Leave a reply to Guuds Cancel reply