Moje nowe życie

Zaczęło się dzisiaj. Już od jakiegoś czasu nosiłam się z tym zamiarem, ale wyjście ze strefy komfortu nigdy nie jest łatwe. Poczułam jednak, że nie ma innej drogi i że po prostu muszę to zrobić.

W ostatni piątek z własnej woli rozstałam się z firmą, która przez szesnaście lat znaczyła dla mnie bardzo wiele.

Nie wydarzyło się nic wielkiego, ani nie było jednego impulsu, który skłonił mnie do tej decyzji.

 

Po prostu w pewnym momencie poczułam, że to już nie moje miejsce. Że nie o to mi teraz chodzi i że muszę poszukac siebie gdzieś indziej, choć jeszcze nie wiem gdzie.
Może ktoś z Was też tak ma. Niby jest ok, niby w miarę spokojnie, stabilnie i bezpiecznie, ale w głowie coraz częściej zaczyna kołatać, że to jednak nie to.
Być może to też kwestia kolejnych urodzin, ale poczułam, że to “w miarę” już mi nie wystarcza. Że jeśli teraz czegoś nie zmienię, to nie zrobię już tego nigdy, bo z każdym kolejnym miesiącem będzie ciężej podjąć taką decyzję.
Bo ja nie chcę życia “w miarę”. Ciągłego braku czasu na to, co naprawdę dla mnie ważne. Wiecznego pośpiechu i frustracji, że jestem w miejscu, w którym wcale nie chcę teraz być. Problemów ze zdrowiem, co do których pierwsze co słyszę od lekarzy to “to stres”. Chcę żyć spokojniej, ale pełniej. Chcę mieć dostatecznie dużo czasu, by zatroszczyć się o siebie, moje zdrowie i moją rodzinę. Nie chcę w kółko odliczać dni i godzin do weekendu. Chcę cieszyć się każdym kolejnym dniem, bez względu na to, czy to poniedziałek, czy piątek i mieć poczucie, że dobrze go wykorzystuję. Że nie marnuję czasu, który mam.
mmm
mmm
mmmmmm
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
Przez życie nie chce gnać bez tchuJak w kołowrotku bezwolnie się kręcę
Gubiąc wątek i dni
A jakiś bies wciąż powtarza mi: prędzej!
A życie przecież po to jest, żeby pożyć
By spytać siebie: mieć czy być?
Bo życie przecież po to jest, żeby pożyć
Nim w kołowrotku pęknie nić

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Już nie chce z nikim ścigać się, z sił opadam
Przez życie nie chce gnać bez tchu

Będę tracić czas, szukać dobrych gwiazd
Gapić się na dziury w niebie
Jak najdłużej kochać ciebie
Na to nie szkoda mi zmierzchów, poranków
i nocy.

 

Dlatego robię sobie kilkutygodniowe wakacje na siebie. Chcę zmienić możliwie jak najwięcej i zobaczyć, jak mi z tym będzie. Sporo kroków w tym kierunku już poczyniłam. Jest rower, są rolki. Powoli na nowo ustawiam też głowę, choć mnóstwo w niej jeszcze emocji z zeszłego tygodnia, więc najpierw pozwolę im spokojnie opaść. Niczego nie będę przyśpieszać.
Kończę czas “muszę” i zaczynam d ługi okres “mogę” i “chcę”.
W najbliższych tygodniach na bloga wróci życie i wrócę ja sama. Mam Wam sporo do opowiedzenia i teraz wreszcie będę miała czas, żeby to zrobić. Otwieram zupełnie nowy rozdział i jestem ciekawa, jaki będzie epilog.
Czy za jakiś czas, kiedy powrócę na nową, zawodową drogę spotkam takich ludzi, jak ci, których zostawiłam? Mam nadzieję, bo byli wyjątkowi. I sprawili, że ostatni piątek, ostatniego dnia marca 2017 roku zapamiętam na długo. Dziękuję Kochani. mmm

mmm

FullSizeRender 953
FullSizeRender 955
 

Zaczynam pisać swoje nowe życie. Chyba po raz pierwszy w życiu nie mam dokładnego planu i nie wiem, gdzie będę za kilka miesięcy. 
I to jest w tym wszystkim najbardziej fascynujące. 

You may also like

54 comments

  • Magda Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Marta, czekałam na kilka dni na Twój wpis i warto było! Trzymam kciuki, żeby ta decyzja przyniosła Ci wiele dobrego i była początkiem lepszego życia. A teraz ruszaj na rower lub rolki, bo mimo że dziś poniedziałek, masz wolne:)

    • mojedolcevita Kwiecień 3, 2017   Reply →

      Dzięki Kochana, mam nadzieję, że tak będzie…chociaż nie…po prostu nie może być inaczej! ;-)) całusy!!

  • Kasia M. Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Tak właśnie myślałam, ze chodzi o prace! Moja intuicja mnie nie zawiodła :)
    Ale myślałam tez ze rezygnujesz zupełnie z pracy zawodowej i przerzucisz się na blogowanie, takie którym niektórzy zarabiają na życie. No i tylko chyba w tej kwestii się myliłam. ;)

    Tak czy inaczej, wszystkiego dobrego, Kochana! :)

    • mojedolcevita Kwiecień 3, 2017   Reply →

      Kasiu, no nie do końca się myliłaś, bo myślałam o tym ;-) Teraz będę miała sporo czasu, by się dobrze nad tym zastanowić i…kto wie? ;-) uściski!

  • Ola Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Wiedziałam że chodzi o pracę. Pozwolę napisać sobie do Ciebie maila, jeżeli masz ochotę poznać moją story kiedy to pewnego dnia zmieniłam swoje życie o 180 stopni:) było warto;) , pozdrawiam Cię serdecznie i wiosennie ????

    • mojedolcevita Kwiecień 3, 2017   Reply →

      No jasne, że tak! Pisz koniecznie! Teraz wszystkie takie historie są dla mnie bardzo cenne ;-)

  • bea-tka Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Podziwiam Cie za odwage Marta ja dokładnie przechodze teraz to samo nic mnie nie trzyma w obecnej pracy stres niedoczas brak wytchnienia normalnosci i poszanowania ze strony wyžej postawionych czuje sie nie fajnie a jednak mój wielki strach o przyszłość paraližuje moją decyzje o odejściu Jeszcze raz gratuluje odwagi

  • Ada Kwiecień 3, 2017   Reply →

    oj jak Ci zazdroszczę:)
    jestem właśnie w takim momencie, jak piszesz
    w sumie już od jakiegoś czasu:(
    ale jestem też w takim momencie życia, że nie stać mnie, tak zwyczajnie, finansowo, na taki krok
    a może też nie mam odwagi
    ale Tobie zazdroszczę jej bardzo:)
    i życzę powodzenia:)

  • Ola - Carpe Diem Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Aa obstawiałam, że chyba rozstaniesz się z korpo-życie. I bardzo dobrze. Raz się żyję. I cieszę się, że będzie Ciebie więcej – umilę sobie naukę do aplikacji czytając bloga :). Nooo to skoro masz więcej czasu to może live?? :D :D I znowu ja namawiam!! Ale co poradzę, że tak uwielbiam Cię słuchać.

  • Ania Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Martusia ale Ci zazdroszczę pozytywnie rzecz jasna takiej zmiany.Czytając Twój post czułam jakbym czytała siebie.Dokładnie tak samo się czuję.Też noszę się z zamiarem zmiany bo psychicznie czuję się kiepsko.Praca stresująca,do tego słabo płatna.Mam nadzieję że mi też w końcu się uda!Ale się cieszę,że u Ciebie taka decyzja.Czekam na info z bieżących poczynań.Pozdrawiam????

  • Agnieszka Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Przeczuwałam, ze chodzi o tego typu zmianę. Gratuluje przede wszystkim odwagi ! Sadze, ze wielu z nas bardzo nam jej brakuje i tak jak to dokładnie okresilas, wielu z nas obawia sie wyjścia ze strefy komfortu kiedy nie mamy planu B. Zgadzam sie z Tobą, zycie ucieka a my nie wiemy gdzie. Sama zara kończę 28 lat, a niekiedy czuje sie jakbym nosiala bagaż 50 latki. Co drugi tydzień narzekając do mamy, ze ze jej zycie w naszym wieki było spokojne, ze o 18 odrabiała z nami lekcje…a tymczasem o 18 ja dopiero zasiadam do obiadu, ponieważ dopiero weszłam do domu.
    Chciałabym kiedys zdobyć sie na ta odwagę! Ale jeszcze zbieram doświadczenie, jeszcze tylko cos osiągnę !
    Jeszcze raz gratuluje !! I życze duzo spokoju i oby ten czas był owocny w to co sibie życzysz !

  • Michal Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Hej, jeżeli możesz powiedzieć gdzie kupiłaś taką ramkę z tą grafiką?

    • mojedolcevita Kwiecień 3, 2017   Reply →

      Grafika to po prostu pocztówka – nie wiem skąd, bo dostałam ją w prezencie ;-) Za to ramka jest z Zara Home. Pozdrowienia!

  • Julia Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Powodzenia … trzymam kciuki … cieszę sie ze juz mogłaś podzielić sie ze wszystkimi ta informacja … dzielna jestes :) TERAZ TY !!! :*

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      No bo kto, jak nie ja????? ;-)) Dzięki Gwiazdo Ty moja!

  • Ania Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Marta, wiedziałam! Co chcę Ci powiedzieć? Super decyzja! Miałaś w sobie ogromną odwagę decydując się na ten krok, ale też pewnie wielkie wsparcie Tomasza, a to ułatwia decyzje…tak myślę;) Czekam na więcej Ciebie, Was na blogu, życzę Ci nowych pomysłów na siebie i ich realizacji w 100 % :)))) Trzymam kciuki i ściskam, Szklania

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Aniu, masz rację, bez wsparcia Tomka to by się nie udało…mam wielkie szczęście, że jest obok. Już od przyszłego tygodnia wraca blog, wracamy my, zobaczysz, jeszcze będziecie mieli nas dość ;-)) Sciskam!

  • Kinga Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Przepraszam ale nie zgodzę się z Przedmowczyniami. Wiele komentujących pisze ze gratuluję Ci wyjścia ze swojej strefy komfortu, zresztą sama tak to nazwałas. Nie uważam żebyś wyszła z tej strefy. Ty po prostu żyjesz cały czas w strefie komfortu, nie musisz z nikąd wychodzić. Nie ma tu czego zazdrościć bo po prostu wiele kobiet nie ma realnej możliwości ze swojej strefy komfortu wyjść. Bo zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na bycie utrzymywana przez męża. Dogodnosc finansowa widać u Ciebie na każdym kroku, w kosmetykach, ubraniach, mieszkaniu i innych sprzetach. Dlatego mogłaś sobie pozwolić na porzucenie pracy. I jest to tylko i wyłącznie wygodna decyzja. Porzucenie pracy, która nam nie do końca odpowiadała i ciążyla byłaby wyjściem ze strefy komfortu tylko i wyłącznie wtedy gdybyśmy byli tak zdeterminowani i załamani ze wiedzielibysmy ze poprzez utratę co miesięcznej wypłaty bardzo zmieni się nasze życie, że będziemy musieli sobie wielu rzeczy odmówić. Wątpię aby w Twoim przypadku łączylo się to z wyrzeczeniami. Poziom życia się nie zmieni. Wiec jakie wyjście ze strefy komfortu?

    • mojedolcevita Kwiecień 3, 2017   Reply →

      Kinga, ale tu nie chodzi wyłącznie o komfort finansowy – firma z powodu zwolnień grupowych umożliwia odejście z odprawami, więc od tej strony nie miałam obaw. Chodzi jednak o całą resztę: o pracę przez 16 lat w miejscu, które doskonale znałam, ze znajomymi w niemalże każdym dziale, z procesami, które często sama tworzyłam. Wyjście z totalnie bezpiecznego dla mnie środowiska, w którym już wiele nie mogło mnie zaskoczyć, w niewiadome nowe, gdzie zaskoczyć może mnie bardzo dużo. Z tego powodu to nie była decyzja ani łatwa, ani wygodna. A strefa komfortu nie odnosi się do kwestii standardu życia. Bo w pewnym momencie można dojść do wniosku, że lepiej za odrobinę mniej, ale pełniej, lepiej, zdrowiej. I w moim wypadku to właśnie o to chodziło. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      • Liska Kwiecień 4, 2017   Reply →

        Witam Ciebie na nowej drodze życia….:) Wiem co przeżywasz bo sama jestem świeżo po rozstaniu z firma w której przepracowałam 10 lat . Tak to można nazwać strefą komfortu gdy znasz każdy kąt wielkiego gmachu, który tak naprawdę przez ten czas jest twoim drugim domem bo tyle czasu naszego życia spędzamy w pracy. Bo wiesz jaki człowiek siedzi za prawie każdym biurkiem i wystarczy nam do porozumiewania tkz. slang, którego nie rozumieją osoby spoza branży. Tak nie jest to łatwa decyzja chyba można powiedzieć, że jedna z najtrudniejszych w życiu. Także życzę Tobie wszystkiego najlepszego na nowym starcie i początku i sobie również bo jeszcze się odnajduję ale mam nadzieję, że obie za jakiś czas powiemy, że było warto.
        Ps. To dobry czas żeby się zatrzymać złapać oddech ja miałam zbyt krótką przerwę ale jeżeli możesz sobie pozwolić to te parę tygodni jest bezcenne. Pozdrawiam i trzymam kciuki.

        • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

          A ile trwała Twoja przerwa? Bo bardzo bym chciała, by tego czasu było w sam raz ;-) na razie mija tydzień, a ja ciągłe głową jestem w pracy, na dodatek mam wrażenie, że te dni przeleciały niesamowicie szybko…dlatego się zastanawiam, ile powinno go być.
          Bardzo Ci dziękuję i trzymam kciuki za Twoją, nową drogę ;-)

  • Joanna Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Spodziewałam się decyzj związanej z pracą. Gratuluję odwagi. Be do od teraz na pewno inaczej. Czuję Twoje emocje to samo przeżywaliśmy z mężem ponad pięć lat temu kiedy oboje rezygnowalismy z pracy aby przejąć po teściach firmę. Od tamtej pory byliśmy sami sobie sterem żeglarzem i okrętem ale jest zdrowiej mamy czas dla siebie i dzieci. Będą różne chwile te trudne też ale dzisiaj wiem ze tą zna była jedyna słuszną W końcu po pięciu latach zaczynamy odcinać kupony. pozdr i życzę dużo odpoczynku Joanna

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Joasiu, super, że tak fajnie Wam się to poukładało. Takie przejęcie firmy po rodzinie musi być nieźle stresujące – bo oczywiście masz wsparcie, ale z drugiej strony jaki stres, jakby coś (odpukać!) poszło nie tak! Więc gratuluję i trzymam kciuki, by dalej było tylko lepiej.
      U mnie tez etap jeszcze daleko z przodu, ale na wszelki wypadek też już proszę o trzymanie kciuków ;-)

  • Maaddaam Kwiecień 3, 2017   Reply →

    Gratuluje i trzymam kciuki za nowe, nieznane:-) piatek dla mnie rowniez byl ostatnim dniem pracy.. Pracy w ktorej spedzilam ostatnie dziewiec lat zycia:-) z ta jednak roznica ze dzisiaj rozpoczelam juz nowa.. Rozpedzam sie na nowo, zobaczymy jak dlugo ten stan sie utrzyma???? Pozdrawiam serdecznie

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Pracowita z Ciebie Kobieta! ;-))
      Gratuluję oczywiście i trzymam kciuki za to nowe miejsce! Powodzenia Kochana!

  • Joanna Kwiecień 4, 2017   Reply →

    Wiedziałam! Tzn. tak czułam, że chodzi o pracę ;) Gratuluję odwagi! Ja sama “siedzę” 10 lat w jednym miejscu i chociaż jest mi “dobrze” to czasami różne myśli chodzą po głowie :) Powodzenia!!! :)

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Joasiu, bo człowiek jednak potrzebuje zmian ;-) “Dobrze” czasem bywa też “niewystarczająco dobrze”. Bo przecież zawsze może być lepiej, prawda? Taka już ludzka natura – i super, bo dzięki temu się rozwijamy ;-)

  • Danka Kwiecień 4, 2017   Reply →

    Przepraszam ale mnie trochę rozbroil artykuł i komentarze. Znam tylko jedna osobę, która zdecydowała się na radykalny krok. Wyprowadzila się z Warszawy w Beskidy i jest zachwycona. Natomiast przyjęcie dużych odpraw przy zwolnieniach grupowych w warszawskich korporacjach, zamiast czekać na wypowiedzenie bez odprawy … Przeprasza Ale na tle sytuacji pracowników w kraju poza Warszawą brzmi kiepsko. Z całym szacunkiem w Wawie będziesz żyła dobrze za odprawę przez kilka miesięcy a później w ramach grona znajomych znajdziesz nową pracę. I tyle …

    • mojedolcevita Kwiecień 4, 2017   Reply →

      Danka, poruszasz kwestie finansowe – tymczasem ja nie napisałam, że z tego powodu był to dla mnie trudny krok. Mam to szczęście, że pochodzę z Warszawy, gdzie duże firmy oferują takie odejścia. Przykro mi, że nie jest tak w całej Polsce, ale to już nie moja wina. Oczywiście możesz w to wierzyć, lub nie, ale decyzja o dobrowolnym zostawieniu miejsca, w którym spędziłam kilkanaście lat nie była łatwa – z różnych względów: bo i przywiązanie do miejsca, ludzi, kultury organizacji, procesów, które już dobrze poznałam. Jednak chęć, by mimo tych wszystkich udogodnień żyć spokojniej, wolniej jest dużo silniejsza. Każdy, bez względu na to, skąd pochodzi, gdzie mieszka, co robi i jak mu się żyje ma pewną swoją strefę bezpieczeństwa, w której pewnie się porusza. I dla każdego wyjście z niej – bez względu na to, czy będzie to rzucenie wszystkiego i przeniesienie się w góry, czy np. przejście do nowego działu w firmie może być odczuwalne jako porzucenie tej strefy. Dla Ciebie moja sytuacja tym nie jest, dla mnie jak najbardziej. Każdy z nas jest inny i według mnie porównywanie odczuć nie ma najmniejszego sensu. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • Anonim Kwiecień 4, 2017   Reply →

    Wyjście poza strefę komfortu to bycie tam, gdzie dotychczas nie żyliśmy, bycie poza bezpiecznym “portem”, przestrzenią bezpieczeństwa. Jeśli wpis traktuje o wyjściu, jakże “dzielnym”, poza strefę komfortu, to oczywiście jest to moja osobista opinia i zaznaczam, że nie mam intencji bycia złośliwą, ale naprawdę mocno współczuję… Nie mówię o kwestiach finansowych, ale jakie to ryzyko, jaka niewiadoma, że pośpię dłużej? Że zrobię sobie taki trochę wydłużony weekend we właściwie tym samym bezpiecznym środowisku? Że pomaluję pazury na neonowy róż, bo w końcu nie obowiązuje mnie korpo dress code? Że nie umyję dziś włosów i założę kropki do pasków? Myślę, że można ten proces porzucenia pracy nazwać zmianą, w życiu zawodowym oczywiście istotną, ale podciąganie tego pod definicję wyjścia ze strefy komfortu to chyba mocne nadużycie. Chyba że jestem za mało inteligentna, żeby to pojąć, co oczywiście też jest możliwe. Życzę większej dozy szaleństwa w życiu, dystansu i … nieprzewidywalności. Pozdrawiam ciepło.

    • Ewa Kwiecień 4, 2017   Reply →

      Przepraszam, nie podpisałam się. Ewa.

    • mojedolcevita Kwiecień 4, 2017   Reply →

      Ewa, dokładnie, to jest Twoja osobista opinia, ale nie każdego da się zmierzyć swoją miarą. Dla jednych wyczynem będzie wejście do wody powyżej pasa, dla innych – skok ze spadochronem. Każdy z nas ma inaczej ustawione granice i to my sami definiujemy, co jest dla nas bezpieczne, a co już nie – więc chyba nadużyciem jest mówić komuś, co jest porzuceniem strefy komfortu, a co tylko zmianą. Bo granice tych stref są w nas – kształtują je nasze nawyki, przyzwyczajenia, przebyte doświadczenie, itp. Ja nie znam świata zawodowego poza korporacją, od 16 lat nie zmieniałam pracy, ani nie pisałam CV. To wszystko jest dla mnie nowe i to naturalne, że się tego obawiam. W moim odczuciu, to nie zmiana, a rewolucja. Życzę większej dozy zrozumienia dla postaw i uczuć innych. Bo każdy ma prawo nazywać rzeczy tak, jak je czuje. Uściski!

  • Danka Kwiecień 4, 2017   Reply →

    Napisałam ten komentarz bo mam duże doświadczenia w Europie i Polsce. Pracuje w Warszawie w korporacji dzięki której spędziłam rok we Francji i rok w Szwecji. Pracuje już 13 lat z kawałkiem. Obserwowałam w tym czasie znajomych w Warszawie, we Francji, Szwecji, mam stały kontakt z Anglikami. Ale też z tzw prowincjonalnym życiem w Beskidach. I szczerze mówiąc najgorsze mam zdanie o Warszawie. To nie twoja wina oczywiście. Ale zachowania tzw nowobogackich “Warszawiaków” potwornie mnie raża. Brak odpowiedniego wykształcenia, kultury i pewność siebie, buta na wsadzonych stołkach mnie w tym mieście poraża. Wiem co znaczy przyzwyczajenie do organizacji pracy. Ale jednocześnie umówmy się, bez pieniędzy, w zarizumialej i aroganckiej Wawie nikt pracy nie rzuci tylko ze względu na znużenie. Ja sama mam 2 maluchów, kontrakt Ale w Wawie na pewno bez dużych zarobków moich albo męża nie mogłabym się zdecydować na rzucenie pracy. Dokonalas wyboru jak sama piszesz bo dostalas kasę. Bądźmy szczerzy, choć decyzja była trudna. Ale gdybyś jej nie dostała nawet nie rizeazalabyc spokojnego życia.

    • mojedolcevita Kwiecień 4, 2017   Reply →

      A widzisz, mimo doświadczenia, myślisz stereotypowo. Nie da się mierzyć wszystkich tą samą miarą. Być może z takimi właśnie Warszawiakami się zetknęłaś, ale nie jestem jednym z nich. Zaczynałam odbierając po 120 rozmów na infolinii dziennie, nikt mnie nigdzie nie wsadził i do wszystkiego doszłam własną pracą.To nie była bułka z masłem. Korporacja ma swoje plusy, ale nigdzie indziej nie usłyszysz tyle razy, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nikt się z tobą nie patyczkuje, ani nie głaszcze po głowie – jesteś wart tyle, ile projekty, które zrealizowałaś. Ale nie o tym chciałam napisać. Oczywiście możesz w to nie wierzyć, ale odeszłabym bez względu na odprawę, to było już postanowione, bo do odejścia w ten sposób musiałam uzyskać zgodę pracodawcy…który wcale nie musiał mi jej dać. Ale ona nie była dla mnie warunkiem koniecznym do zrealizowania podjętej już decyzji. Nie znamy się, więc dla Ciebie to tylko moje słowa. Ale to prawda.

  • Kamilliada Kwiecień 4, 2017   Reply →

    Czułam pismo nosem! Wiedziałam to po słowach, że wychodzisz ze strefy komfortu ☺️ Brawo za odwagę. Teraz czas należy do Ciebie kochana! U mnie tez zmiany! ☺️????

    • mojedolcevita Kwiecień 4, 2017   Reply →

      Wiem! Słyszałam o Twoim ekspresowym procesie rekrutacyjnym! Jesteś moim guru! ;-))) całusy Kochana!

  • Ania Kwiecień 5, 2017   Reply →

    Słuszna dla Ciebie decyzja Pisząc bloga można zarobić duże pieniądze?? Jakoś nie wierzę w to bo nie mam pojęcia

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Aniu, pewnie i można, ale jak na razie chciałabym prowadzić bloga jednak dla przyjemności ;-)

  • ed Kwiecień 5, 2017   Reply →

    Gratuluję decyzji i życzę Ci żebyś nabrała nowej energii i realizowała swoje marzenia:)
    Nie przejmuj się złośliwymi komentarzami – niektórzy Ci po prostu zazdroszczą i nie wiem dlaczego tak bardzo interesują się Twoimi finansami. Czytam Twój blog od dawna i wiem, ze doszłaś do wszystkiego ciężką pracą – jesteś bardzo ambitna
    ( i bardzo mnie inspirujesz swoją postawą).
    Powodzenia:)
    Ewa

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Ewa, dziękuję ;-)
      Nie przejmuję się, każdy ma prawo mieć własne zdanie – próbowałam wytłumaczyć swoje stanowisko i mam nadzieję, że Dziewczyny mnie zrozumiały.
      Mam nadzieję, że energia wróci i że wszystko, co najlepsze jeszcze przede mną ;-)
      Całuję!

  • Ania Kwiecień 5, 2017   Reply →

    Gdyby i mnie było stać na taki krok to też dawno bym go zrobiła ale mało kto może sobie pozwolić na odejście z pracy bez konkretnego planu i poodpoczywać zastanawiając się co dalej…to na pewno duża zmiana ale dalej masz poczucie bezpieczeństwa i komfort, że nic się u Was nie posypie, jak rzucisz pracę.
    Ja też marzę o większej ilości czasu dla córeczki i żeby nie musieć tak gonić każdego dnia ale póki co nie mam takiej opcji żeby zrezygnować z pracy bo muszę po prostu zarabiać.
    Pozdrawiam
    Ania

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Masz rację Aniu, mam ten komfort i jestem bardzo wdzięczna mojej firmie, że daje swoim odchodzącym pracownikom takie możliwości. Wiem, że wiele osób ich nie ma. Ale to też nie jest za nic, bo żeby otrzymać odprawę, trzeba przepracować w firmie odpowiednią ilość lat. Więc to dość uczciwy układ. I bardzo go doceniam.
      Mam nadzieję, że Ty też kiedyś będziesz mogła poświęcić więcej czasu na to, co ważne dla Ciebie – z całego serca Ci tego życzę.

  • Marta Kwiecień 5, 2017   Reply →

    Ja mam pytanie: czy to była prawdziwa strefa komfortu? Skoro był stres który przytłacza, czekanie na piątek, czekanie na przysłowiową 17.00 i kopnięcie w stołek, brak czasu dla siebie i rodziny? Ja nazwałabym to może stabilną pracą, znanym środowiskiem ale chyba jednak nie strefą komfortu. Miałam już parę prac, w tym taką gdzie miałam fajnych ludzi którzy rozumieją, poważają, gdzie moje zdanie się liczy i widzi się efekty pracy. To była strefa komfortu, wspominam z rozrzewnieniem bo niestety firma upadła. Ale tym bardziej gratuluję kroku bo uważam że nie ma się co męczyć w imię przysłowia “better the devil you know”.
    Pozdrawiam ciepło!

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Martuś, ale tak było w zasadzie na samym końcu – wcześniej naprawdę uwielbiałam moją firmę. Dopiero pod koniec zaczęłam zauważać, że więcej tracę, niż zyskuję i że muszę coś z tym zrobić. Gdyby nie te myśli i uczucia, niczego bym nie zmieniła. Dlatego nadal uważam, że to jednak była strefa komfortu, bo znana i bezpieczna…co nie oznacza, że idealna ;-) Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Kamila Kwiecień 5, 2017   Reply →

    Marta, gratuluję z całego serca! Uwielbiam zmiany…
    Ja pracowałam w korporacji w Londynie przez 8 lat, a po macierzyńskim nie wróciłam…
    Pamiętam te czasy korpo, jak brakowało czasu, jak doba była za kró†ka, a wtedy jeszcze nie było dziecka…
    Podobno to kwestia organizacji. Możliwe…
    Jestem bardzo wdzięczna za te wszystkie lata w firmie, było wiele fantastycznych chwil i poznałam wielu wspaniałych ludzi… Ale… Teraz chcę ‘zarabiać na życie, snując marzenia’ :)
    Bardzo dobrze Ci życzę Kochana!
    Baw się, bądź szczęśliwa i rozświetlaj świat blaskiem swojego entuzjazmu!

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      No to też wiesz jak to jest…organizacja organizacją, ale pewnych rzeczy nie przeskoczysz – jeśli w domu jesteś koło 18-19 codziennie, bo po drodze z pracy odbierasz dziecko od dziadków (żeby nie siedziało w przedszkolu cały dzień), to automatycznie wspólnego czasu zostaje Ci godzina – dwie i nie ma innej opcji. Więc nadchodzi czas, kiedy po prostu musisz zdecydować, co jest dla ciebie najważniejsze – a ja mam jak Ty, chcę zarabiać na życie snując marzenia ;-)
      Uściski Kochana i bardzo, bardzo Ci dziękuję!

  • Monika Kwiecień 6, 2017   Reply →

    Marta, czytam Twojego bloga juz kilka lat. 31 marca to byl również moj ostatni dzien pracy (ze względów zdrowotnych w trakcie ciazy musiałam ja przerwac). Bylo to dla mnie trudne, ponieważ pewnie troche tak jak Ty jestem typem “pracusia”, ktory wiecznie musi cos robic, nie lubi tracic czasu na odpoczynek (wiem, brzmi durnie) seriale i we wszytskim upatruje sie mozliwosci rozwoju załatwienia czegos “przy okazji” co czesto powoduje ze wpadam w pulapke zmeczenia i frustracji. Wczoraj po raz pierwszy ogarnelam instagrama i mialam okazje Cie zobaczyc/posluchac. Zastanawialam sie co takiego jest w tych lajfach, ze ludziska tak sie ich domagaja (slabo ogarniam instagrama i to byl pierwszy lajf jakiego wysluchalam;)). Teraz juz wiem dlaczego…..choc nie mialam nigdy wątpliwości ze jesteś super babeczka. Jestes tak sympatyczna, tak ciepla, szczera, cierpliwa i pozytywna osoba, ze przyciagasz jak magnes. Wykorzystaj to dziewczyno bo niewiele jest w dzisiejszych czasach takich wspanialych osob jak Ty.
    Twoj maz (ktory tak na marginesie przypomina mi bardzo mojego meza – zartownisia) na pewno jest z Ciebie dumny!!! Cudownie sie na Was patrzy!! Pozdrawiam Cie! Wypoczywaj! :) Monika

    • mojedolcevita Kwiecień 6, 2017   Reply →

      Monika, no strasznie Ci dziękuję za ten komentarz! Tak mi się miło zrobiło, aż nie wiem, co powiedzieć…tfu, napisać ;-)) Mam na twarzy banana od ucha do ucha ;-) Dzięki takim komentarzom jak Twój i wielu podobnym pod tym postem czuję się już znacznie lepiej. Wiadomo, musiałam przeżyć te emocje, żeby pójść dalej, ale wsparcie, jakie od Ciebie i od pozostałych Dziewczyn otrzymałam jest ogromne.
      Z resztą już sama wiesz, jak to jest (z tego, co piszesz, jesteśmy do siebie bardzo podobne), a przecież Ty przerywasz pracę, a nie ją zostawiasz na zawsze…a jednak emocje są podobne ;-)
      Ściskam Cię serdecznie i zapraszam na kolejne lajfy – na pewno wkrótce będzie ich sporo. A właśnie, jak już ogarnęłaś instagrama, to poproszę o wiadomość do szufladki, że Ty to Ty ;-) Całusy!!!

  • Mamoholiczka Kwiecień 7, 2017   Reply →

    Martuś, gratuluję i trzymam mocno kciuki!! Jestem najlepszym przykładem na to, że warto iść za głosem serca i czasem zostawić korpo z tyłu :*

  • Ania Kwiecień 7, 2017   Reply →

    Marta napisz mi jak mogę oglądać Twojego lajfa?nie mam instagrama.możesz pokierować?

    • mojedolcevita Kwiecień 8, 2017   Reply →

      Aniu, to niestety się nie da ;-( Lajfy są tylko dla zalogowanych użytkowników…ale zawsze możesz sobie stworzyć konto bez umieszczania własnych zdjęć, takie tylko do lajfów ;-)

  • Ania Kwiecień 8, 2017   Reply →

    Zalogowałam się:-) i gdzi teraz mam szukac?nie przypuszczałam,że moge miec z tym problem:_)

    • mojedolcevita Kwiecień 11, 2017   Reply →

      Aniu, jak będzie mój lajf, na stronie głównej na gorze zobaczysz ikonkę z moim zdjęciem profilowym i napisem “live”. I daj koniecznie znać, jaki masz login na insta ;-)

  • Zj Kwiecień 13, 2017   Reply →

    Gratuluje poważnej decyzji :-) Gdybym miała kasę też pewnie nie miałabym problemu zeby się zwolnić ale mnie akurat trzyma kredyt na mieszkanie i utrzymanie dziecka – życie :) Obserwujac twój blog i instagram widać, że żyjesz na wysokim poziomie ale skoro stać kogos to czemu nie :-) ??? Gdybym miała większe możliwości też mogłabym pozwolić sobie na dużo rzeczy :-) Powodzenia i pozdrawiam serdecznie.

Leave a comment