Teraz MY: podsumowanie pierwszego miesiąca

Czas leci nieubłaganie. Dopiero co spisywałam moje noworoczne postanowienia, a tu już czas na pierwsze podsumowania.

 

Wiem, że nie każdy z Was je robi. Dla mnie jednak początek roku ma w sobie coś wyjątkowego. Jest to czas inny, niż wszystkie. Mam wtedy przed sobą mnóstwo nowych dni. I mnóstwo szans, by napisać swoją nową historię. Dać początek nowym zdarzeniom. Rozpocząć coś, z czym zwlekałam zbyt długo.

Tym bardziej, że w tym roku razem z Tomkiem spisaliśmy wspólne plany. Bo jak napisała w komentarzu pod TYM postem jedna z Was, wsparcie męża jest dużo ważniejsze niż np. wsparcie koleżanek, które przecież nie zajmą się moim dzieckiem bym mogła poćwiczyć, czy zadbać o siebie”. Dlatego postanowiliśmy wybrać się razem w podróż po zdrowie, dobre samopoczucie i lepszą formę.

 

Co nam się udało? Całkiem sporo.

 

Więcej ruchu

 

Z tego jesteśmy chyba najbardziej dumni – ruszamy się zdecydowanie częściej a nawet – bardzo często. Tomek od połowy grudnia biega nieprzerwanie co drugi dzień i wrócił do ukochanego crossfitu. Ja zaczęłam od intensywnych spacerów, żeby w ogóle się rozruszać i trochę dotlenić, a potem dołączyłam Ewkę i MelB co drugi dzień, dzięki czemu przypomniałam sobie, jakim cudownym uczuciem jest ból i napięcie mięśni. Tomek po pierwszych zajęciach crossfitu też sobie o tym przypomniał, ale był z tego odrobinę mniej zadowolony, bo potworne zakwasy wyłączyły go na 3 dni z normalnego funkcjonowania i wszystko trzeba było za niego robić (nie zapomnę miny pani z recepcji u alergologa, do którego pojechaliśmy z Marceliną, kiedy podawałam, a w zasadzie ubierałam Tomka w kurtkę, bo nie był w stanie założyć jej samodzielnie ;-))

 

Mniej cukru 

 

A nawet zdecydowanie mniej. Nie powiem, że przez ten miesiąc nie tknęłam go w ogóle, bo na urodzinach Marceliny pozwoliłam sobie na kawałek tortu i czekoladkę, czy dwie. Jednak wiedząc, że największa ochota na słodycze dopada mnie popołudniu, w domu, wyprowadziłam ze spiżarki wszystkie słodycze. Jedyne, co zostawiłam to czekolada z 70% zawartością kakao, którą daję Marcelinie i na cząstkę której bardzo okazjonalnie (maks 1-2 razy w tygodniu) sobie pozwalam. Biorąc pod uwagę, że jeszcze w grudniu nie było u mnie dnia bez czegoś słodkiego, jest to całkiem spora zmiana.

 

Mleko

 

Wyobraźcie sobie, że znalazłam zamiennik dla mleka krowiego, z którym kawa jest nawet do wypicia (bo z mlekiem migdałowym, od którego zaczęłam testowanie niestety nie była). To polecane przez wiele z Was mleko ryżowe. Nawet w wersji bez żadnych dodatków jest delikatnie słodkie, co sprawia, że jest dla mnie fajnym substytutem. No i znowu mogę pić moje latte! Świat od razu zrobił się piękniejszy!

 

Gluten

 

Nie usunęliśmy go z diety całkowicie, ale jest go zdecydowanie mniej. Na pszenne bagietki pozwalamy sobie najwyżej raz w tygodniu, przy weekendowym śniadaniu – na co dzień kupujemy chleb gryczany (na liściu chrzanu, dostępny w SAM-ie (TU). Do dań obiadowych wybieramy bezglutenowe kasze: jaglaną i gryczaną, lub ulubioną przez na ostatnio komosę ryżową (quinoa), która dodatkowo ma w sobie więcej wapnia, niż mleko.

 

Czytamy na zdrowie 

 

A w zasadzie to ja ostatnio czytam namiętnie książki o zdrowym odżywianiu i referuję je Tomkowi. Jedną z nich, o której niedawno Wam wspominałam jest książka “Zdrowe Gotowanie” Anny Lewandowskiej. Kupiłam ją w prezencie gwiazdkowym i tak mi się spodobała, że dokupiłam drugi egzemplarz dla nas. “Dlaczego interesuje cię wiedza o zdrowym odżywianiu? Czemu chcesz jeść świadomie? Odpowiedz sobie uczciwie na te pytania” – to początek tej książki. Bo zanim dojdziemy do przepisów, autorka wprowadza nas w swoją teorię zdrowia i odżywiania. Jak wiecie nie jest to pierwsza książka o odżywianiu, którą czytam, za to jest to kolejna, w której znajduję te same wskazówki co do których czuję, że są słuszne.

 

Jakie są podstawowe zasady diety Anny Lewandowskiej?

 

Świeże warzywa, kiszonki, koktaile.

To akurat jest dla mnie oczywiste. Wiem to od dawna i stosuję w dużych ilościach. Szczególnie kapustę kiszoną i ogórki, które jesienią i zimą zajada ze smakiem cała nasza rodzina. Ostatnio odkryliśmy też inne kiszone warzywa – paprykę, czy kalafiora. Byłam jednak ciekawa innych wytycznych i teraz krotko Wam o nich napiszę:

 

Pszenica

“Dla mnie – wróg. Wiem, że od wieków znajduje się w diecie człowieka, ale obecnie jej uprawa jest tak mocno zmodyfikowana, że pszenica stała się dla nas groźna. W poprzedniej książce i na blogu szczegółowo wyjaśniałam, dlaczego przestrzegam przed glutenem, zwłaszcza tym z pszenicy. Podtrzymuję swoje zdanie, tym bardziej, że z mojej własnej praktyki dietetyka wynika, że odstawienie produktów z pszenicy przynosi pożytek dla zdrowia”.

Kasze i ryż

“Lubię kasze, bo smaczne i zdrowe. Unikam pszennych, takich jak manna, bulgur, kuskus, ale bardzo chętnie jem gryczaną i jaglaną. Osoby dobrze przyswajające gluten mogą cieszyć się też kaszami jęczmiennymi i owsianą. Unikam białego ryżu, jest prawie bezwartościowy. Zdrowy jest ryż basmati…”

 

A z czym definitywnie powinniśmy się pożegnać?

 

“Wyklucz z diety cukier.

Zrezygnuj z glutenu (zwłaszcza tego z pszenicy), lub mocno ogranicz jego spożycie.

Zrezygnuj z nabiału z krowiego mleka.

Sól kuchenną zamień na morską, lub himalajską.

Wyklucz z diety kolorowe napoje, posiłki typu fast food i żywność wysoko przetworzoną (ale to chyba oczywiste).”

 

Po tym wstępie teoretycznym zaczynają się przepisy na zupy, dania główne, koktaile, desery (tak, tak, słodkości też są!), a nawet zdrowe wersje potraw wigilijnych i wielkanocnych. Dla mnie bardzo dużym plusem tych przepisów jest podana na każdej stronie kaloryczność dania. Książkę bardzo polecam wszystkim, którzy chcą przenieść swoje odżywianie na wyższy stopień wtajemniczenia. Ta pozycja to zdecydowanie zdrowy wybór.

 FullSizeRender 861

FullSizeRender 864

FullSizeRender 863

FullSizeRender 855

FullSizeRender 860

FullSizeRender 862

FullSizeRender 857

FullSizeRender 853

 

 A na koniec coś ciekawego o krowim mleku

 

Chciałam też napisać Wam o bardzo interesujących rzeczach dotyczących mleka, które ostatnio przeczytałam w serwisie “Dzieci są ważne” (TU) – mogłabym po prostu zostawić Wam linka, ale postanowiłam przytoczyć cały tekst napisany przez Annę Szydlik, bo do tej pory nie spotkałam się z tak dobrym wyjaśnieniem, dlaczego ludzie nie powinni pić krowiego mleka. Zobaczcie sami:

Mleko to wydzielina gruczołu sutkowego samic ssaków, pojawiająca się po porodzie. Najczęściej spożywanym przez człowieka jest mleko krowie. Przybliżony skład mleka krowiego to: kazeina, czyli główne białko występujące w mleku (2,4-2,6%), tłuszcz mleczny (2,7–5,5%), laktoza, czyli cukier mleczny (4,5-4,8%).

 

Czym różni się mleko krowie od mleka ludzkiego?

 

Po pierwsze mleko ludzkie nie zawiera kazeiny! Mleko kobiety zawiera albuminy, czyli białka w ilości 1,0 – 1,6 % (o połowę mniej, niż mleko krowie). Zawiera 3,3-4,4% tłuszczu, natomiast 6,8-7,0% cukru, czyli praktycznie dwukrotnie więcej, niż mleko krowie. Mleko ludzkie zawiera 4,84 mmol/l fosforu oraz 8,23 mmol/l wapnia, natomiast mleko krowie 30,7 mmol/l fosforu oraz 30,11 mmol/l wapnia.

Z powyższego porównania wynika, że mleko krowie ma się nijak do mleka ludzkiego. Mleko krowie i mleko każdego innego ssaka jest idealnym pokarmem dla małego ssaka tego samego gatunku. Człowiek to jedyny ssak na naszej planecie, który świadomie spożywa mleko innego ssaka.

 

Mleko a choroby cywilizacyjne

 

Jeszcze do niedawno nie było wątpliwości, że mleko to idealny pokarm dla wszystkich: dorosłych, dzieci, starców i chorych. Jak jest w rzeczywistości?

Masowo dostępne produkty mleczne, oprócz koloru, nie mają wiele wspólnego z „mlekiem prosto od krowy”. Mleko dostępne w sklepach musi być poddane procesowi pasteryzacji, które zmienia strukturę molekularną cząsteczek i sprawia, że wiele składników mleka nie przyswaja się, a wręcz odkłada w naszych ciałach powodując liczne choroby (np: zaburzenia pracy tarczycy, cukrzyca, zespół metaboliczny, zapalenie stawów, zaburzenia pracy wątroby, kamica pęcherzyka żółciowego, mięśniaki macicy, torbiele jajników, choroby jelit, próchnica zębów, osteoporoza).

Mleko krowie oraz wszystkie przetwory z mleka krowiego są skoncentrowanym źródłem białka – głównie kazeiny, które silnie zakwasza nasz organizm. Kazeina to gęsta, lepka substancja, która ma budować i umacniać twardy i mocny szkielet cielęcia. W żołądku kazeina ścina się tworząc twarde, ubite grudy, których praktycznie nie można strawić. Żołądek cielaka jest idealnie przystosowany do trawienia kazeiny, żołądek człowieka – nie. Produktem ubocznym „trawienia” kazeiny u ludzi jest śluz, który odkłada się w narządach i tkankach, głównie w układzie oddechowym oraz na ściankach jelit.
Spożywane w nadmiarze białko pochodzenia zwierzęcego obciąża i zakwasza organizm, który do zneutralizowania odczynu kwasowego potrzebuje minerałów takich jak wapń, fosfor, potas i magnez. Największym magazynem wapnia i fosforu są nasze kości i zęby, dlatego też nadmierne spożycie mleka i przetworów mlecznych skutkuje „wypłukaniem” z naszego ustroju wapnia i fosforu, co w dalszym etapie powoduje próchnicę i kruchość kości.

 

Paradoks wapnia

 

W mleku krowim jest bardzo duża ilość wapnia, która małemu cielaczkowi jest potrzebna do intensywnego wzrostu, wykształcenia rogów, kopyt. U człowieka taka ilość wapnia nie jest potrzebna, a jest wręcz szkodliwa. Mleko krowie przeznaczone jest dla dużego zwierzęcia, które w pierwszych miesiącach życia powiększa swoją masę kostną kilka razy – człowiek nie rośnie tak szybko. Dlatego nadmiar wapnia (który młody cielak przeznacza na budowę i wzmocnienie układu kostnego), u ludzi odkłada się w tkankach miękkich oraz obciąża wątrobę i nerki.

Inną kwestią jest przyswajalność owego wapnia. Z mleka pasteryzowanego czy homogenizowanego wapń praktycznie nie jest przyswajalny do kości i zębów, a odkłada się w tkankach miękkich, naczyniach wieńcowych powodując arteriosklerozę i w nerkach, powodując kamienie nerkowe itd.

Produkty mleczne weszły do naszego jadłospisu około 10 tys. lat temu. W skali ewolucji to bardzo niedawno. Szacuje się, że około 75% populacji nie toleruje i nie trawi mleka innych ssaków. Mamy do czynienia z tak zwanym „paradoksem wapnia” – w krajach, gdzie spożycie mleka i produktów mlecznych jest najwyższe, odsetek złamań kości, osteoporozy i osteopenii jest najwyższy, np. w Australii,  Stanach Zjednoczonych, krajach Europy Zachodniej. Natomiast w krajach Afryki i częściowo w Azji, gdzie mleka nie spożywa się praktycznie wcale, ludzie nie chorują na te schorzenia.

 

Mleko od współczesnej krowy

 

Nie możemy też pominąć faktu niehumanitarnego traktowania krów w mleczarniach – mają niezwykle mało miejsca, często nie widzą słońca, światła, zapładniane są sztucznie, po porodzie od razu odbiera się im cielaka, który wędruje do rzeźni, a krowy – podłączane są do sztucznej dojarki, żeby dawać jak najwięcej mleka. Krowy w takich warunkach często chorują, więc leczone są licznymi antybiotykami i lekami weterynaryjnymi. Nie jedzą zielonej trawki czy kiszonki, jak miało to miejsce jeszcze 100 lat temu. Dzisiaj krowy karmione są paszą zawierającą duże ilości pestycydów i związków ochrony roślin, które przenikają do mleka.

 

Co jeść zamiast mleka?

 

Jeżeli zależy nam na podaży wapnia – spożywajmy warzywa zielone: szpinak, jarmuż, mangold, botwinkę, brokuły, rukolę, wszystkie sałaty, roszponkę itd. Także wszystkie warzywa kapustne – kapusta, brukselka. Migdały, większość orzechów, pestek wraz z makiem i sezamem oraz suszone figi, to istne skarbnice wapnia.

 

A tak wyglądał nasz dzisiejszy obiad:

 

FullSizeRender 858

 

Komosa ryżowa (quinoa) z pieczoną piersią kurczaka, suszonymi pomidorami, papryką i jarmużem.

Oboje czujemy, że zmierzamy w bardzo dobrym kierunku. I z tej drogi nie ma już powrotu.

 

Zdrowego weekendu Kochani!

 

You may also like

33 comments

  • Kinga Styczeń 27, 2017   Reply →

    Post mega pozytywny!!! Od jutra i ja zaczynam:)
    Dzięki Martuśka ????

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      To napisz koniecznie, jakie zmiany chcesz wprowadzić w życie ;-)

  • Anonim Styczeń 27, 2017   Reply →

    Nie miałam pojęcia o skutkach picia mleka krowiego ???? Muszę poszukać zamiennika.

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Potestuj – mnie najbardziej odpowiada mleko ryżowe. Ale jest też kokosowe, owsiane, migdałowe, sojowe i wiele innych – na pewno znajdziesz coś dla siebie.

  • Kasia M. Styczeń 28, 2017   Reply →

    Wszyscy czepiają się mleka. ;) Moze takie UHT najzdrowsze nie jest, ale kefiry, maslanki czy jogurty naturalne to dla mnie prawdziwa skarbnica smaku i substancji odżywczych.

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Kasiu, masz rację, kefiry czy jogurty mają swoje dobre właściwości…ale mleko to jednak mleko i faktem jest, że wielu osobom nie służy. Jeśli Ty się po nich dobrze czujesz, to oczywiście jedz na zdrowie – a jeśli kiedyś to się zmieni, to będziesz wiedziała dlaczego ;-) Pozdrowienia!

  • Anonim Styczeń 28, 2017   Reply →

    Czesc. Mozesz sie pochwalic jaki spadek wagi nastapil. Ja od mojego meza nauczylam sie pic kawe z cukrem i mlekiem. W czasach swietnisci wypijalam 3 takie kawy. W taj chwili nie moge sobie juz na to pozwolic. Zeszlam do jednej dziennie. Trzymam kciuki i podziwiam za silna wole. Pozdrawiam E.

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      W tym momencie 2 kg, ale zrzucanie wag nie jest teraz moim celem. Moim celem w tym roku jest zdrowie. Chcę nauczyć się jeść mądrze, zdrowo, w zgodzie z moim organizmem i jego potrzebami. Dlatego porzuciłam krowie mleko, choć nie wyobrażałam sobie życia bez tradycyjnego latte – trochę szukałam zamiennika i w końcu go znalazłam – mleko ryżowe. Po pszennych bułkach już wiele razy średnio się czułam więc wiem, że pieczywo dla mnie to żytnie lub gryczane, a bagietka – od święta. Z silną wolą bywa różnie – ale wierzę, że jeśli przez jakiś czas wytrwam w tych dobrych nawykach to potem wejdą mi w krew tak silnie, że nie będę już potrafiła żyć inaczej. Czego i Tobie i sobie życzę ;-)

  • Iwa Styczeń 28, 2017   Reply →

    Ja też zrobiła postęp od ostatniego mojego wpisu u Ciebie, co prawda nie odstawiłam całkowicie glutenu ale w mojej kuchni z pszenicy obecny jest tylko stary dobry orkisz, nie ma już białej pszennej mąki i klasycznej pszenicy.
    Co do kiszonek to uwielbiam je, kisze niemal wszystko, kocham kiszoną marchewkę, brokuły i kalarepkę, które jadamy zamiast czipsów podczas rodzinnych seansów filmowych. Nie kiszę jedynie pietruszki, bo nie smakuje ani mi ani domownikom, reszta warzy jest wyśmienita jako kiszonki :)

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Super pomysł z tymi kiszonkami do filmów! ;-)
      Gratuluję kolejnych kroków w kierunku lepszego i zdrowszego życia – wiem, że te zmiany nie zawsze są łatwe, bo jednak przez trzydzieści kilka lat już się człowiek trochę przyzwyczaił do różnych rzeczy, ale fajnie, że próbujesz. Jestem pewna, że te modyfikacje wyjdą nam tylko na dobre. Uściski!

  • Mcaga Styczeń 28, 2017   Reply →

    Ja musialam wyeliminować nabiał przez alergię synka na kp. Mleko bez laktozy (do kawy) zamienilam na sojowe Alpro (nie ma przy kawie rożnicy a smaku), a serki kanapkowe na hummus itp. Chyba juz nie wrócę do nabiału (zwłaszcza po przytoczonym przez Ciebie artykuke), no może sporadycznie jogurt naturalny. Co do pieczywa to polecam piec swoj wlasny chleb. Ja od miesiąca piekę żytni na zakwasie – jest obłędnie dobry (jeśli ktoś lubi kwaśne pieczywo) i mega prosty (naprawdę, mieszasz, odstawiasz i samo rośnie)

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Mnie mleko sojowe kompletnie nie służyło – po dwóch tygodniach dodawania go do kawy, skóra z twarzy zaczęła mi schodzić płatami…odstawiłam – i wszystko wróciło do normy. Więc soja nie dla mnie – za to mleko ryżowe – już bardzo tak. To moje nowe odkrycie – wreszcie mogę pić moje ukochane latte! ;-)
      Serków kanapkowych nie jemy już od dawna – do chleba najczęściej wybieramy pasty, np. z suszonych pomidorów i fasoli, czy pieczonych warzyw. Hummusy oczywiście też. Nabiał w naszym domu funkcjonuje tylko w postaci żółtego sera, który jeszcze kupujemy dla Marceliny.
      A co do chleba, to kiedyś piekliśmy sami, wiec wiem o czym mówisz, ale teraz w SAM-ie kupujemy na tyle dobry (gryczany lub żytni), że szkoda nam czasu na wypiek w domu – choć jeszcze pamiętam, jaki to był zapach ;-) Pozdrowienia!

  • Kamila Styczeń 29, 2017   Reply →

    Hej Marta! Wow! Gratulacje za motywację i wspólne cele:)
    W końcu zrobiłam detoks B. Sokołowskiej, ale nie taki książkowy, tylko taki krótki, tygodniowy ( w tym przygotowanie i wyjście), ale efekty nawet po takim mini detoksie są wow!!!! Brzuszek płaski, a co najważniejsze zmiana nawyków żywieniowych. Nie jem mięsa – to już był mój plan od jakiegoś czasu, ale trudno było się zmobilizować… Nie jem glutenu – chyba że zjem coś przez przypadek, bo czasami to nie jest takie oczywiste:) No i zero cukru – pozwalam sobie na coś słodkiego tylko jak jest jakaś okazja, np Dnień Babci i Dziadka:) Chociaż muszę przyznać, że wczoraj wciągnęłam pół czekolady z okienkiem, czyli cukier full wypas:) Ale miałam taką infekcję ucha, że nie słyszałam na to jedno ucho na 100% i z tej rozpaczy zjadłam:( Na szczęście już lepiej, więc nie ma już wymówki:) Mleko krowie już dawno odstawiłam i zamieniłam na mleko ryżowe i serek kozi. A kawy też już nie piję. Od prawdziwej odzwyczaiłam się parę lat temu, a zbożowa jest z glutenem… Poza tym, jakoś mi się po prostu nie chce… Detoks pozmieniał mi w głowie:) I nauczyłam się pić wodę… Kiedyś myślałam, że piję dużo wody, ale dopiero teraz widzę, że piję tyle, ile trzeba. Trzymam się zasady pół godziny przed posiłkiem i godzina po posiłku, chociaż czasami to trudne. Ćwiczenia na razie na boku. Przestałam chodzić na siłownię i mój plan to bieganie. Całe wyposażenie czeka w szafie, ale infekcje zatrzymują mnie w domu… Mam nadzieję, że już niedługo:)
    Gratuluję Was i sobie! To jest piękny rok!!!:)

    Buziaki!

    Kamila

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Kamila, no zdecydowanie piękny! Mam nadzieję, że wkrótce będzie jeszcze piękniej, bo dzięki zmianie diety będziemy się czuły i wyglądały lepiej niż kiedykolwiek! Gratuluję detoksu – zgadzam się, że każdy, nawet tygodniowy przynosi duże korzyści, ale najważniejsze, że Ty je czujesz. Moją wielką słabością jest kawa i z niej nie zrezygnuję – zwłaszcza odkąd niedawno odkryłam mleko ryżowe i znów mogę ją pić z przyjemnością. Poza tym kawa też ma swoje walory zdrowotne. Ja muszę jeszcze popracować nad wodą – piję jej więcej, ale wydaje mi się, że to ciągle za mało. Trzymam kciuki za Twój powrót do ćwiczeń i życzę dużo zdrowia! Uściski!

  • ed Styczeń 29, 2017   Reply →

    Gratuluję – świetnie ci idzie:) Czy możesz napisać jakiej firmy jest to mleko ryżowe?
    Zastanawiam się jak dajesz sobie radę się z pracą, dzieckiem, gotowaniem dla siebie, zakupami, ćwiczeniami i czytaniem – czy mogłabyś napisać post o Twoim planie dnia? Ja pracuję w domu, moje dzieci chodzą do szkoły i przedszkola do godz. 14 i nie mogę się wyrobić:(

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Ed, co do mleka to sprawdzę i dziś wieczorem napiszę.
      A co do planu dnia – to bardzo dobry pomysł i wkrótce taki post się pojawi ;-)
      Bo to chyba tak jest, że im więcej ma się do zrobienia, tym lepiej się człowiek organizuje ;-)
      Całusy!

  • Ewelina Styczeń 29, 2017   Reply →

    Super! Podziwiam Wasze zaangażowanie, u nas tez zmiana żywienia – ograniczenie glutenu i nabiału, a napisz prosze jak sobie radzicie z dieta Marcelinki?

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Marcelina od zawsze je to, co my. Oczywiście nie ingerujemy w dietę w przedszkolu, ale w domu nie przygotowujemy dla Niej oddzielnych posiłków. Owsiankę je więc teraz na mleku ryżowym, chleb gryczany (który z resztą jadła od dawna),gorzką czekoladę itp. Słodkich serków nie jada od dawna, za to lubi żółty ser i go dostaje.
      A jak Wy czujecie się po zmianie diety? Jak długo już to u Was trwa?

  • Danka Styczeń 30, 2017   Reply →

    W sprawie mleka krowiego…myślę, że masz za mało wiedzy i opierasz się nie publikacjach sponsorowanych. W sprawie produktów i ich zdrowia wypowiadają się teraz koncerny, firmy które chcą zarobić. Dlatego jeżeli nie ma się odpowiedniego wykształcenia lepiej nie radzić nikomu. Z całym szacunkiem Lewandowscy to celebryci bez wykształcenia, przypominam. Robią kasę za reklamy. Pamiętajmy o tym. Teraz nikt nie sięga do mądrych publikacji tylko ludzie opierają się na reklamowanych postach. Koniec świata;-) czytajmy więcej tych autorów, którzy na prawdę się znają, są autorytetami w danej dziedzinie

    • Em Styczeń 30, 2017   Reply →

      O ile zgadzam się, że Marta jest jak trzcina na wietrze: tu coś przeczytałam, tu czegoś spróbuję, ten powiedział o tym…, to uważam, że A.Lewandowska robi dobrą robotę i jest konsekwentna w tym co robi. Moje zdanie jest takie: mleko, gluten, cukier i wszystko inne mnie nie zabije w małej ilości i od czasu do czasu. Jeżeli na codzień jem zdrowo, dlaczego mam sobie odmawiać tego co lubię? Bo wszyscy wkoło to odstawiają? Życie jest zbyt krótkie, nie dam się przekonać do takich wyrzeczeń w imię niczego. Dodatkowo – cieszę się, że mam dostęp do swojskiego mleka, mięsa, jajek i warzyw, bo w tym tkwi sedno zdrowego odżywiania,a nie w eliminacji wszystkiego z diety.

      • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

        Em, porównanie do trzciny na wietrze zwykle odnosi się do osoby, która często zmienia zdanie – a ja tego raczej nie robię ;-) Wybieram dla Was i opisuję to, co wydaje mi się ciekawe – Wy możecie się z tym zgodzić, lub nie, ale plusem dla mnie jest to, że dzięki tym wpisom ktoś się zastanowi nad danym tematem. Oczywiście, jeśli nie masz żadnych negatywnych reakcji ze strony organizmu, to nie ma powodu, żebyś czegokolwiek sobie odmawiała. Wpisy tego rodzaju są dla tych, którzy czują, że coś jest nie tak, a nie bardzo wiedzą, jakie mogą być tego powody. Tobie te wpisy się nie przydają, ale przeczytaj komentarze osób przed Tobą – dla niektórych wydają się być całkiem pomocne ;-) Jesteśmy różni, możemy mieć różne zdania, opinie i odczucia – i to jest fajne. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam Cię serdecznie.

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Danka, każdy ma swoje źródła na których się opiera i którym ufa – kiedy przeczytam coś, co mnie przekonuję piszę Wam o tym i podaję źródło, byście mogli sami zdecydować o jego wiarygodności. Zgadza się, nie jestem dietetykiem ani osobą zawodowo związaną z tematami odżywiania – myślę natomiast, że moja wiedza w tym zakresie jest większa, niż 95% społeczeństwa – ten temat od lat mnie interesuje i sporo o tym czytam. Ale jeśli interesuje Cię zdanie ekspertów – Daria Rybicka, moja przyjaciółka i dietetyk, z którą konsultuję wiele tematów żywieniowych ma co do mleka krowiego dokładnie to samo zdanie. Marek Zaremba, dietetyk i autor książek o holistycznym podejściu do odżywiania, Agnieszka Maciąg, czy Anna Szydlik, która jest autorem tych informacji na temat mleka – dietoterapeuta i terapeuta tradycyjnej medycyny chińskiej – oni wszyscy mają w temacie mleka zdanie, które Wam zaprezentowałam i które sama podzielam. Ale jeśli znasz jakieś ciekawe i mądre publikacje w tym temacie, to podrzuć tytuły – z chęcią poczytam. Pozdrawiam serdecznie.

      • Danka Styczeń 30, 2017   Reply →

        Agnieszka Maciąg Ani pani Lewandowska nie są autorytetami to sponsorowanie celebryci. Skończyłam UW i odsyłam to tekstów naukowych wydziałowych. Wiele osób ma uczulenie na niektóre produkty. Wiele osób na laktoze, ja na szczęście nie. Wiem NATO.ust z doświadczenia rodzinnego, że mój tata który skończył 60 lat był wielbicielem nabiału i mleka krowiego. Nie ma śladów osteoporozy, wapń w normie. Nadlodziw wyniki, moja mama nigdy nie piła mleka bo niecierpiala. I posilkuje się farmakologia bo teraz wyniki badan kiepskawe. Ja pracuje w reklamie, mam do czynienia z firmami sponsiroeanymi, sklą która ogarnęła szczególnie Polski rynek….polecam w pierwszej kolejności rozsądek i nie polecam modnych celebrytów

        • mojedolcevita Styczeń 31, 2017   Reply →

          Danka, ja się absolutnie nie obrażam! Szanuję i cenię odmienne zdanie, tym bardziej, jeśli jest poparte wiedzą. Ja sama jej nie mam. Przynajmniej tej wyuczonej. Szukam najlepszej (i najzdrowszej) drogi dla siebie i mojej rodziny. Czytam książki, które jako laik jestem w stanie zrozumieć i jeśli mnie przekonają – konsultuję z Darią Rybicką. Ty też zapewne jesteś zdania, że każdy organizm to inna historia i tak naprawdę trzeba obserwować jego reakcje i po tym wnioskować, co nam służy, a co nie – choć pewnie zgodzisz się ze mną, że mleko, które Twój Tata pił przez większość swojego życia to raczej nie to samo mleko, co obecne UHT z rocznym terminem przydatności do spożycia. Faktycznie, w obecnych czasach tylko rozsądek może nas uratować, ale patrząc na te wszystkie mega kolorowe opakowania, którymi wypełniają swoje koszyki nasi rodacy w super i hipermarketach, śmiem wątpić, że to on kieruje tymi wyborami. Bo jeśli produkt ma w składzie 20 dziwnie brzmiących składników, na co czasem zwracam komuś uwagę, a w odpowiedzi słyszę: “ale to jest pyszne!” to wtedy wiem, że być może ten rozsądek może nas uratować, tylko co w sytuacji, jeśli większości po prostu go brak? Ściskam ciepło!

      • Danka Styczeń 30, 2017   Reply →

        Oczywiście pozdrawiam proszę się nie obrażać. Raz jeszcze odsyłam do sprawdzonych dietetyków, zdrowego rozsądku i książek naukowych a nie “celebryckuch”. Warto mądrze czytać

      • M. Styczeń 30, 2017   Reply →

        Kompetencji Darii Rybickiej nie podważam. Ale pan Zaremba to dietoterapeuta a nie dietetyk czyli jeśli dobrze się orientuję osoba po rocznym kursie. Pani Szydlik to dietetyk ale tradycyjnej medycyny chińskiej co z wiedzą medyczną nie ma nic wspólnego. O pani Maciąg i Lewandowskiej nie wspomnę. Każdy ma prawo wierzyć w co chce ale przy takich źródłach to raczej właśnie kwestia wiary a nie wiedzy.Tylko że takie książki powinny być w dziale religia i duchowość a nie zdrowie.

        • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

          M, ale tradycyjna medycyna nie zawsze daje sobie radę, że o obecnych niby-to-wykształconych-w duchu-nowoczesnej-medycyny-zachodu lekarzach już nie wspomnę. Ja sama wiele razy się na nich zawiodłam, bo nie traktują człowieka jako całości – każdy leczy swój kawałek totalnie nie zwracając uwagi na to, co dzieje się w pozostałych częściach organizmu i nie dostrzegając połączeń między nimi. Dlatego podejście holistyczne tak zaczęło do mnie przemawiać i z tego powodu rozpoczęłam moje poszukiwania. Jasne, książki Marka Zaremby, to nie traktaty naukowe, ale mnie one przekonują. A medycyny chińskiej nie zamierzam deprecjonować, bo istniała na długo przed tym, zanim nasza “zachodnia” wiedza o zdrowiu człowieka zaczęła w ogóle raczkować. Wykształcenia kierunkowego nie mam, więc to, co wyczytam konsultuję z Darią i potem Wam o tym opowiadam. A co do wiary – efekt placebo w naszej medycynie stosuje się od wieków ;-) Pozdrowienia!

  • A. Styczeń 30, 2017   Reply →

    Kochana bardzo ciebie podziwiam bo wiem jak trudno jest zrezygnować z ulubionych smaków, które często po prostu nas pocieszają i wzmacniają ja po miesiącu ograniczania cukru wreszcie zaczęłam tolerować mniej słodki smak ulubionych napojów jest to bardzo trudne trzymam za was kciuki i motywuj nas proszę więcej!

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Ala, możesz na mnie liczyć! Ja sama co dzień szukam tej motywacji w sobie – początki nie są łatwe, ale każdy kolejny dzień, kiedy udało mi się poćwiczyć, kiedy znów nie zjadłam nic słodkiego utwierdza mnie w przekonaniu, że dam radę, że potrafię, że jestem silna. A taka chcę być w tym 2017 roku, więc nie ma wyjścia – musi się udać. I mnie i Tobie! Trzymam kciuki za nas obie! Jesteś na instagramie?

      • A. Styczeń 30, 2017   Reply →

        Niestety nie jestem na ista za dużo chyba obowiązków matki polki na etacie….ale bardzo często tu zaglądam i muszę Ci się przyznać,że korzystam z twoich odkryć za które bardzo dzieki (zwlaszcza kosmetyki i lowy z wyprzedazy),że się nimi dzielisz z czytelnikami.Pozdrawiam

  • Marta Styczeń 30, 2017   Reply →

    Rzadko piszę komentarze na blogach ale rozpowszechniania nieścisłości i tworzenia mitów nie lubię. Niestety medyczna wartość książki A.Lewandowskiej jest dla mnie co najmniej wątpliwa. Konkretnie chodzi mi o zdanie: “Po pierwsze mleko ludzkie nie zawiera kazeiny! Mleko kobiety zawiera albuminy, czyli białka w ilości 1,0 – 1,6 % (o połowę mniej, niż mleko krowie). “Pani Ania ewidentnie pomyliła albuminy z proteinami a co to kazeina nie bardzo wie. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do lektury tej publikacji naukowej: http://phie.pl/pdf/phe-2015/phe-2015-2-387.pdf. Prościej wyjaśnić co zawiera mleko krowie i ludzkie już się nie da. Mleko ludzkie zawiera ok 1% protein (czyli białek), z czego 55-75% to białka serwatkowe, rozpuszczalne w wodzie (min. albuminy) i 25-45 % to kazeiny (nierozpuszczalne w wodzie), zależnie od okresu laktacji. Podejrzewam że A.Lewandowska przeczytała wikipedię gdzie ktoś niewłaściwie zestawił dane z publikacji naukowej o charakterystyce mleka różnych gatunków zwierząt i człowieka. Zbieżność danych o tłuszczach, fosforze i wapniu w tekście Pani Ani i tabeli z wikipedii wydaje się nieprzypadkowa. Rozumiem że różne teorie w żywieniu teraz krążą, nie wszystkie głupie, ale udawanie że popieramy coś jakimiś danymi naukowymi jest nie fair w stosunku do myślących ludzi. Dla mnie ktoś kto pisze książki na podstawie wikipedii jest niewart zaufania. Smaczne przepisy i ładne zdjęcia to jedno a rzetelne informacje to zupełnie coś innego. Osobiście proponuję mniej holistyki a więcej nauki.

    • mojedolcevita Styczeń 30, 2017   Reply →

      Marta, nie doczytałaś: fragment o mleku nie pochodzi z książki A. Lewandowskiej, a z serwisu “Dzieci są ważne” i został napisany przez Annę Szydlik, która jest dietetykiem i terapeutą tradycyjnej medycyny chińskiej (TMC). Artykuł, do którego link podajesz jest obszerny i z pewnością niewiele powie osobom, nie mającym na co dzień styczności z zagadnieniami żywieniowymi, więc może mogłabyś w skrócie opowiedzieć, czym różni się mleko ludzkie od mleka krowiego i dlaczego obecnie panuje przekonanie, że to drugie (być może błędnie według Ciebie) jest dla ludzi niewskazane? Dajmy Dziewczynom coś konkretnego, bo obawiam się, że z rozprawy naukowej laik niewiele wyniesie, zwłaszcza, że danych zawartych w publikacji nie możemy do niczego porównać.

  • Marta Luty 2, 2017   Reply →

    Masz rację, nie doczytałam, zwracam w takim razie honor Annie Lewandowskiej za to uwieszę się na Annie Szydlik bo taka nierzetelność powinna być piętnowana a nie powtarzana. Nie wypowiadam się na temat słuszności przekonania że mleko krowie szkodzi nam czy też nie i ta publikacja też o tym nie mówi, mówi tylko o różnicach w tych mlekach. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie i nie czuję się kompetentna aby wskazywać drogę innym. Ale jestem naukowcem i to co mnie uderzyło w zacytowanym przez Panią fragmencie autorstwa Anny Szydlik to udawanie że popieramy jakąś teorię danymi naukowymi. A te procenty które przedstawiła Pani Szydlik to nie są dane naukowe. Zdanie “Po pierwsze mleko ludzkie nie zawiera kazeiny!” to robienie ludziom wody z mózgu. Mleko kobiece w puli wszystkich białek zawiera 25-45 % kazeiny i to widać w zacytowanej przeze mnie publikacji i jest powszechną wiedzą dostępną dla wszystkich. Więc twierdzenie Pani Szydlik że nie zawiera jest po prostu kłamliwe. Takie kategoryczne twierdzenie podważa moja wiarę w kompetencje Pani Szydlik bo skoro nagina fakty do tej teorii to co jeszcze nagina? W świecie naukowym gdyby wyprodukowała taki artykuł zostałby on zweryfikowany przez recenzentów i nie ujrzał światła dziennego jako nierzetelny i jeszcze ośmieszający ją. I smutne dla mnie to jest że osoby bez wykształcenia naukowego powinny móc wierzyć autorytetom i to jest straszne że te autorytety okazują się być takiej jakości. Ogólnie polecam sceptycyzm i jeżeli chcemy jakąś wiedzę rozpowszechniać to upewnijmy się że jest ona rzetelna. Może mam już zawodowego fioła ale ja nie radzę innym ludziom na temat np. naprawy samochodu skoro nie skończyłam technikum samochodowego mimo że codziennie jeżdżę samochodem. Rozpisałam się strasznie, wiec na zakończenie krótkie podsumowanie artykułu który zacytowałam: mleko krowie i ludzkie różnią się znacznie, pokazuje to tabela. I mój osobisty niefachowy komentarz: skoro przez wieki nauczyliśmy się nie wygaszać genu kodującego laktazę i jako dorośli część z nas trawi laktozę z mleka normalnie (u człowieka pierwotnego ten gen był wygaszany po zakończeniu bycia karmionym piersią, tak w telegraficznym skrócie) i dostosowaliśmy się do diety mlecznej to musiało to być dla nas ewolucyjnie korzystne. Czy w takim razie rugowanie mleka krowiego z naszej diety dla zasady bo nie jest takie samo jak nasze mleko nie jest pochopne? Nie znam odpowiedzi na to pytanie ale uważam je za niegłupie.

Leave a comment