Jak wypić ciepłą kawę mając dziecko, czyli matka asertywna

Dzieci uwielbiają, kiedy poświęcamy im naszą uwagę. Nie zawsze jednak musimy poświęcać im siebie.

 

Wracasz do domu ledwo żywa. Nastałaś się mega korku, w pracy nie wiedziałaś, w co ręce włożyć, do tego szef ci dopiekł, koleżanka znów zarzuciła swoją robotą i na dodatek na początku dnia poplamiłaś kawą swoją białą bluzkę. No i te włosy, które rano kompletnie nie chciały się układać. Jednym słowem: masz za sobą dzień, o którym szybko chciałabyś zapomnieć i odpocząć. Przekraczasz próg domu z nadzieją na choć dwadzieścia minut spokoju przy filiżance herbaty…i zaczyna się. Dzieci przekrzykują się nawzajem, żądając osądzenia jakiegoś ich konfliktu, mąż oznajmia Ci właśnie, że na jutro zaprosił znajomych i wypadałoby ogarnąć dziś jeszcze jakieś zakupy, a pies…tak, nawet on stoi w przedpokoju i patrzy na ciebie tym błagalnym wzrokiem mówiącym, że dawno nie był na spacerze.

Masz ochotę wyskoczyć przez okno.

Wyobraź sobie siebie w powyższej sytuacji. Co zazwyczaj robisz? Zapewne, podobnie jak ja do tej pory – nie skaczesz, za to próbujesz to wszystko jakoś pokojowo rozwiązać, angażujesz się, przekonujesz, załatwiasz co trzeba…a o tej swojej herbacie już dawno zapomniałaś. Tylko o ile niemowlak może nie zrozumie twojej potrzeby odpoczynku i zachowania równowagi, to kilkulatkowi można zacząć to tłumaczyć…a przynajmniej próbować. Na początku nie jest to łatwe, ale

 

warto nauczyć się czasem odmawiać dziecku wspólnej zabawy bez wyrzutów sumienia

 

Jak to zrobiłam? Po prostu któregoś popołudnia, mając za sobą podobny do opisanego dzień, kiedy od progu Marcelina zaproponowała mi sto pięćdziesiąt zabaw, w które mamy się pobawić powiedziałam, że owszem, pobawimy się, ale za pół godziny, bo teraz mama musi odpocząć. A ponieważ od zawsze bardzo szczegółowo tłumaczę Kudłatej wszystkie sytuacje, również i tym razem opowiedziałam jej dokładnie, o co chodzi z tym zmęczeniem. Opisałam, ile rzeczy robiłam danego dnia, w ile miejsc musiałam pójść i co załatwić. Dodałam, że niestety nie miałam drzemki, ani szansy na odpoczynek na materacyku jak Ona w przedszkolu. Powiedziałam też, że czuję się teraz tak, jak Ona, kiedy mówi nam, że jest zmęczona i idzie się położyć do łóżeczka, nie zważając na to, że jeszcze się nie wykąpała, ani nie umyła zębów i że po prostu muszę teraz spokojnie posiedzieć na kanapie przez najbliższe pół godziny. Posłuchała, pokiwała głową i ku mojej wielkiej radości oznajmiła, że w takim razie pójdzie się pobawić u siebie…nie wierzyłam własnym oczom i sama poklepałam się po ramieniu za nadzwyczajne umiejętności pedagogiczno – rodzicielskie…dopóki nie okazało się, że po pięciu minutach przyszła zapytać, czy już minęło to pół godziny…i po kolejnych pięciu znowu…i po następnych też ;-)

Kolejnym razem było już znacznie lepiej – moje tete-a-tete z samą sobą trwało już piętnaście minut.

 

Zanim jednak zaczniemy układać to w głowie dziecku/dzieciom warto najpierw ułożyć to samej sobie

 Dlatego przeczytaj poniższe twierdzenia i ich rozwinięcia i zobacz, że brzmią całkiem sensownie:

 

Nie jesteś złą matką, jeśli co pewien czas odmówisz dziecku swojego czasu i zajmiesz się sobą

 

 W ten sposób pokazujesz dziecku, że wszyscy członkowie rodziny mają te same prawa – bo tak jak dziecko kładzie się i usypia, kiedy jest zmęczone, tak samo ty możesz odpocząć w sposób, który najbardziej ci odpowiada. Rodzic ma prawo być wykończony i nie mieć chęci na zabawę ze swoim dzieckiem, tak jak dziecko czasem ochoczo pomaga ci nakryciu stołu do śniadania, czy kolacji, a czasem kompletnie nie ma na to ochoty.

 

Nie jesteś złą matką, jeśli czujesz, że nie chcesz za każdym razem poświęcać się dziecku

 

Uleganie dziecku i stawianie jego potrzeb ponad swoimi utwierdza je w przekonaniu, że to jego dobro jest najważniejsze i że wszystko mu się należy. To z kolei buduje w nim mylne przeświadczenie, że cały świat będzie działać w ten sam sposób i budzi rozczarowanie, smutek i wściekłość kiedy okazuje się, że jest inaczej. Bo o ile mama i tata są jeszcze w stanie przymykać oko na własne potrzeby i na piedestale stawiać potrzeby swojej latorośli – o tyle wszyscy inni, z którymi dziecko spotka się poza domem z pewnością nie będą mieli takiego zamiaru. Więc tym bardziej nie miej już więcej wyrzutów sumienia z tego powodu.

 

Twoja asertywność otwiera dziecko na uczucia i myśli innych osób. Uczy empatii i wzmacnia inteligencję emocjonalną.

 

Nie obawiaj się więc, że w ten sposób odbierasz coś dziecku – bo tak naprawdę dajesz mu bardzo wiele. Pokazujesz, że każdy człowiek (tak, nawet mama) ma prawo do odpoczynku, chwil samotności, rozrywki wedle własnego uznania i swojej przestrzeni, do której dziecko nie ma wstępu. Dzięki takiej postawie maluch ma szansę wyrosnąć na fajnego dorosłego, który widzi coś więcej, niż tylko czubek własnego nosa.

Z tego samego powodu nie oddaję Marcelinie swojego deseru (pisałam o tym TU) – oczywiście jest pępkiem mojego świata…ale przecież wcale nie musi o tym wiedzieć ;-)

 

A potem razem zaparzcie tą herbatę lalkom i misiom i samochodom i koparkom też ;-)

 

FullSizeRender 850

 

 Albo zróbcie razem coś innego, równie fajnego!

 

You may also like

6 comments

  • Kasia (kat_mad_) Styczeń 24, 2017   Reply →

    Ja do tej pory, próbując zagłuszyć wyrzuty sumienia, że nie poświęcam się w stu procentach córce, włączałam swojej czterolatce na kilkanaście minut bajkę i ‘kradłam’ czas na szybką regenerację przy kawie. Ale przecież – tak jak piszesz – proste rozwiązania są najlepsze: ROZMOWA i argumentowanie stosowne do wieku dzieciaczka. Nie dajmy się zwariować i pomyślmy też o sobie w myśl zasady ‘szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko’. Po chwili dla siebie, łatwiej będzie nam skupić się na latorośli.

    Pozdrawiam! :*

    • mojedolcevita Styczeń 27, 2017   Reply →

      Kasiu, ale każdy czasem włącza tą bajkę – ja też ;-) Chodzi jednak o to, by odmawiając dziecku wspólnej zabawy wytłumaczyć mu tą sytuację i pomóc zrozumieć, dlaczego ukochana mama nie chce się z nim bawić. Oczywiście argumentacja musi być dostosowana do wieku dziecka, ale według mnie im więcej tłumaczymy naszym dzieciom, tym z większym zrozumieniem spotkamy się z ich strony i czasem nawet mogą nas tym nieźle zaskoczyć. Uściski!

  • ANia Styczeń 25, 2017   Reply →

    5 minut. Dzieciom ciągnie się w nieskończoność, nam umyka w okamgnieniu. Ot, co znaczy poczucie czasu. Wychodzę z założenia, że lepiej po szybkiej regeneracji poświęcić dzieciom aktywne i kreatywne pół godziny, niż przez godzinę bezproduktywnie przeleżeć z dzieckiem na dywanie. Fajny tekst.

    • mojedolcevita Styczeń 27, 2017   Reply →

      Aniu, zdecydowanie tak! Zwłaszcza, że czas to obecnie dla większości z nas bardzo deficytowy towar – dlatego to, co z nim robimy i jak go spędzamy jest tak ważne. A ponieważ nie możemy liczyć na jego nadprogramową ilość, trzeba postawić na jakoś tych chwil, które mamy.
      Dziękuję ;-)

  • Joanna Styczeń 25, 2017   Reply →

    Święta racja moje córki od małego wiedzą ze mama może być zmęczona chorą przeziebiona albo po prostu ma prawo jej się czegoś nie chcieć. Wtedy np po pracy młodszą przynosi mi kapcie a starsza podrzuca coś do poczytania. Ale uwaga jestem już mama z dziesiecioletnim stażem i zdarzyło mi się kilka razy wyciągać moje dziewczyny do jakiegoś fajnego zadania np pieczenia ciasta wtedy kiedy one nie bardzo wyrażali na to ochotę. Trzeba dzieci od małego uczyć ze każdy z nas może mieć lepsze lub gorsze chwile.

    • mojedolcevita Styczeń 27, 2017   Reply →

      Dokładnie tak, dlatego ja bardzo często tłumaczę Marcelinie takie sytuacje na podstawie Jej własnego zachowania – odwołując się do sytuacji z codzienności dziecka, łatwiej chyba zobrazować, o co nam chodzi, a dziecku – zrozumieć tą analogię. Pozdrowienia!

Leave a comment