Jak nauczyć dziecko porządku

Lubię porządek i to bardzo. Tomek lubi najbardziej…jak ktoś go za niego zrobi. A Marcelina?

 

Tak, jestem pedantką i nic na to nie poradzę. Najchętniej układałabym wszystko pod linijkę i nie ma takiej możliwość, bym mogła odpocząć w nieuporządkowanym otoczeniu, bo bałagan po prostu mnie męczy. I do tego denerwuje. Odziedziczyłam to po Mamie. Do tej pory dobrze pamiętam idealnie wyprasowane obrusy (które z resztą Mama sama haftowała), wykrochmaloną na sztywno pościel i perfekcyjnie uporządkowane mieszkanie z zapachem domowego ciasta i Juliem Iglesiasem grającym w magnetofonie Unitra. Pamiętam, jak w dzieciństwie zupełnie automatycznie robiłam krok nad brzegiem dywanu z frędzlami, by ich nie potargać. I grzebień, który służył do ich czesania, jeśli jakimś cudem ktoś z domowników zahaczył o nie nogą…

Co więcej, nigdy nie traktowałam tego jako reżim, któremu musimy się podporządkować…to było takie naturalne. Nie mieliśmy z tym kompletnie żadnego problemu.

 

Bo czym skorupka za młodu nasiąknie…

 

No właśnie. Porządek (choćby momentami przesadzony) był w mojej ówczesnej perspektywie czymś zupełnie zwyczajnym. Co więcej, nie wyobrażałam sobie, że dom mógłby wyglądać inaczej. Dlatego od dziecka odkładałam rzeczy na miejsce i bardzo dbałam, by mój pokój wyglądał tak, jak reszta naszego domu. Nie dla Mamy. Dla siebie. Po prostu czułam taką potrzebę.

 

A potem wyszłam za mąż

 

Czekając, aż wybuduje się nasze pierwsze mieszkanie, na kilka miesięcy zamieszkaliśmy z moimi Rodzicami. Mama do tej pory wspomina, jak o mały włos nie zabiła się o buty, które Tomek zostawił na środku przedpokoju. Wtedy ostatecznie przekonałam się, że nie każdemu porządek jest niezbędny do życia i rozpoczęłam (trwającą z resztą do dziś) batalię o naszą uporządkowaną, małżeńską codzienność.

I choć na tym polu nie odniosłam spektakularnego zwycięstwa, to dzisiaj mogę powiedzieć, że jest nieźle. Fakt, w imię kompromisu musiałam nieco obniżyć standardy, ale na tym też chyba polega udany związek. Dlatego kiedy zostaliśmy rodzicami zdecydowałam, że naukę porządku zaczniemy tak wcześnie, jak tylko się da. Przemyślałam i wdrożyłam wszystkie pomysły, jakie przyszły mi do głowy i robię to nadal. Efekty? Baaaaardzo zadawalające.

 

No to teraz konkrety, czyli jak nauczyć dziecko porządku

 

Patent numer 1: Skorupka, czyli zaczynamy od samego początku

 

To znaczy od kiedy – zapytacie. Ja zaczęłam od momentu rozszerzania diety. Każdy wie, jak wyglądają początki z marchewką, czy jabłkiem. Papki brudzą wszystko wokoło, bo dziecko wypluje, potrąci naszą rękę z łyżeczką… Metoda BLW też nie jest łaskawa dla domowej czystości, bo dziecko zaczyna od bawienia się jedzeniem, a wiadomo, jak po takiej zabawie wygląda podłoga w promieniu pięciu metrów od fotelika… Dlatego już na tym etapie konsekwentnie porządkowałam otoczenie wokoło, ale i samą Marcelinę. Sprawnie starałam się wycierać ubrudzoną buzię i rączki. Po kilku miesiącach takich praktyk, Kudłata sama wyciągała dłonie do wytarcia. Teraz oczywiście myje je sobie sama, ale kiedy np. pobrudzi obie ręce, prosi nas o zapalenie Jej światła w łazience, żeby nie dotknąć brudnymi ściany, czy włącznika światła. Nie lubi też brudnych ust, czy ubrania i od razu idzie się przebierać.

 

Patent numer 2: Zamień sprzątanie w zabawę

 

Dzieci nie lubią sprzątać same. Za to lubią robić wszystko z rodzicami.  Dlatego zamień sprzątanie we wspólną zabawę. Z maluszkiem możesz bawić się we wrzucanie na zmianę klocków do pudełka – ich głośny brzęk może być dla dziecka atrakcją. Ze starszym dzieckiem możecie sprzątać i przy okazji uczyć się kolorów: mama wrzuca czerwone klocki, a dziecko żółte. Z przedszkolakiem urządźcie zawody – kto pierwszy wrzuci do pudełka wszystkie klocki.

 

Patent numer 3: Jedna zabawka na raz

 

To kolejny sposób, który z powodzeniem stosujemy od dawna i który Kudłata w pełni zaakceptowała. Nie zaczynamy nowej zabawy, jeśli nie posprzątaliśmy po poprzedniej. Pobawimy się klockami, ale najpierw posprzątamy po malowaniu farbami. I nie ma od tego odstępstwa.

 

Patent numer 4: System pudełkowy

 

Czyli innymi słowy – każda rzecz ma swój domek. Kiedyś, jeszcze w starym mieszkaniu zakupiłam kilka wysokich i głębokich koszy na zabawki. Fakt, wszystkie się w nich mieściło…ale znalezienie czegokolwiek graniczyło z cudem. Marcelina bawiła się w zasadzie wyłącznie zabawkami z góry, te na dole koszy były zapomniane i nieużywane. Na dodatek znalezienie w nich czegokolwiek (zwłaszcza czegoś drobnego) jak np. mała, kauczukowa piłeczka było praktycznie niemożliwe. Dlatego w nowym mieszkaniu zamieniliśmy je na łatwo dostępne, niewielkie pudełka, które wstawiliśmy do dostępnego w IKEA regału Kallax. Teraz każda zabawka ma swoje miejsce: w jednym zamieszkały klocki, w drugim małe lalki, koniki Pony i akcesoria do nich, w trzecim drewniane i blaszane naczynia, w czwartym piłki, w piątym akcesoria do prac plastycznych, itd. Dzięki temu wieczorne sprzątnie jest łatwe i szybkie, a w ciągu dnia wszystko co potrzebne jest na wyciągnięcie ręki.

 

Patent numer 5: Rzucone – zgubione

 

Wiadomo, że najlepiej uczyć się na własnych błędach – taka nauka dużo bardziej zapada w pamięć, niż sto razy powtarzane przez mamę zasady. Dlatego jeśli zauważę gdzieś rzuconą ulubioną lalkę, czy królika, czekam, aż Marcelina sama zacznie ich szukać i trochę się denerwować. Tłumaczę wtedy, że gdyby odłożyła zabawkę w swoim pokoju, a nie rzuciła ją w kąt bez zastanowienia, nie doszłoby do takiej sytuacji.

 

Sprzątanie jako naturalny element codzienności

 

Wg psychologów już trzylatki powinny być angażowane do sprzątania swoich zabawek. Dziecko w tym wieku już rozumie, że poszczególne przedmioty mają swoje miejsce w domu. To uczy go zdolności przewidywania – dzięki temu wie, że daną rzecz znajdzie w tym, a nie innym miejscu. A ona z kolei umacnia go w poczuciu bezpieczeństwa. Pamiętajmy jednak, że maluchy szybko rosną i zakres ich obowiązków powinien rosnąć razem z nimi.

Dlatego poza wymienionymi wyżej, nauczyliśmy Marcelinę wielu innych, drobnych rzeczy, jak np.: Ustawiania butów w przedpokoju po przyjściu do domu, składania i zanoszenia do szafy piżamy, gdy rano się ubieramy, odstawiania swojego talerzyka na blat kuchenny po skończonym posiłku, wkładania brudnych ubrań do kosza na bieliznę. Wykorzystujemy też naturalną, dziecięcą chęć do pomagania i pozwalamy Kudłatej nakryć do stołu, włożyć lub wyjąć ubrania z pralki, nalać do niej proszek, lub płyn. Jasne, gdybyśmy zrobili to sami byłoby dużo szybciej…jednak wtedy nie mielibyśmy żadnej wartości dodanej. A tak wzmacniamy w naszej Córce poczucie kompetencji i pewności siebie. Dzięki temu Ona sama zauważa, jak dobrze potrafi sobie poradzić z nowymi zadaniami, często widać, jak dużą przyjemność Jej to sprawia i jaka jest z siebie dumna. Ostatnio na przykład nauczyła się sama podgrzewać sobie mleko…oczywiście nie w garnku, wykorzystujemy do tego spieniacz do mleka w naszym ekspresie do kawy. Wyjmuję tylko mleko z lodówki, Kudłata porzystawia sobie krzesło, włącza ekspres, nalewa mleko do spieniacza, włącza go, a potem przelewa swoje mleko do szklanki. Oczywiście jestem blisko, by w razie czego ratować sytuację, ale nie pomagam, a tym bardziej nie wyręczam. Musielibyście widzieć Jej minę, kiedy to robi. Rozpiera ją duma. Duma z siebie samej.

 

 

Dlatego przy najbliższych domowych porządkach daj dziecku kolorową ściereczkę i poproś, żeby pościerało kurze z niskich szafek. Zaproponuj pomoc w rozpakowaniu zakupów. Niech ustawi w spiżarce, czy szafce artykuły spożywcze w nietłukących się opakowaniach. Poproś o jego wsparcie w rozłożeniu sztućców przed rodzinnym posiłkiem. Pozwól rozmieszać ciasto na naleśniki, wsypać do miski mąkę, cukier, rozbić jajka. Ulepić kilka pierożków, czy rozwałkować ciasto na domową pizzę. Angażuj, zachęcaj, chwal za starania i dziękuj za pomoc. Gwarantuję, że w ten sposób Twoja rodzina zyska o wiele, wiele więcej, niż wtedy, gdy zrobiłabyś to wszystko sama.

 

Processed with Snapseed.

Processed with Snapseed.

 

A po sprzątaniu przychodzi czas na zasłużony odpoczynek…

 

Processed with Snapseed.

 

A jakie Wy macie patenty na naukę porządku u Waszych maluchów? Stosujecie podobne, a może macie inne, własne?

Koniecznie mi o tym napiszcie!

 

You may also like

8 comments

  • Liska Październik 13, 2016   Reply →

    Kochana czy ja dobrze widzę alkohol w miejscu dostępnym dla dziecka?

    • mojedolcevita Październik 13, 2016   Reply →

      Tak, tego dnia faktycznie stała tam butelka. Ale my nie chowamy alkoholu przed dzieckiem. Marcelina wie, że to napój dla dorosłych, widzi, jak pijemy wino do obiadu, czy kolacji i nigdy nie miała ochoty go spróbować (kiedyś powiedzieliśmy jej, że to gorzki napój dla rodziców i że nie będzie jej smakować). Według mnie nauka obchodzenia się z alkoholem to też część edukacji, którą my jako rodzice musimy swojemu dziecku zapewnić. Nie udajemy, że go nie ma, nie pijemy jak nie widzi. Zazwyczaj butelki stoją w szafce, ale jak widać na zdjęciu – nie zawsze i nie widzimy w tym problemu. A Marcelinę – jak widać na zdjęciu – ta butelka obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg. Pozdrowienia!

  • Liska Październik 13, 2016   Reply →

    Pytam dlatego, że ja nie eksponuje alkoholu i picia go przez nas z powodu postrzegania picia przez dziecko nie chcę żeby dla mojego dziecka picie i alkohol było czymś codziennym i nie chce żeby miało wizerunek ojca który jest dla niej wzorem mężczyzny, który codziennie pije po pracy np. piwo. Nie eksponuję butelek nawet najlepszego koniaku jaki mamy w domu. Sa one piekne i atrakcyjne ale nie czcę żeby stały się w jakikoliek przedmiotem zainteresowania dziecka. Mam znajomych którzy mają dzieci w wieku 18 lat i rodzice piją alkohol razem z nimi ale nie jest to jeden czy dwa drinki te osiemnastolatki po prostu upijają się i rodzice myslą że mają nad tym kontrolę a tak nie jest.Ja do tematu alkoholu podchodze tak jak ty do tematu sprzątania “czym skorupka za młodu…”Taka jest po prostu rzeczywistość.Pozdrawiam

  • Liska Październik 13, 2016   Reply →

    Podsumowując jeżeli dziecko ma zakodowany obraz alkoholu, który jest w codziennym otoczeniu pity przez mamę albo tatę samo później może myśleć “oni pili i to było ok to ja też mogę” pytanie jest takie na jakich ilościach to picie będzie się kończyć.My również pijemy alkohol w domu ale okazjonalnie i nie epatujemy tym przed dzieckiem. Czy nie jest za wcześnie dla niespełna czteroletniego dziecka edukację alkoholową i pytanie czy nie zechce spróbować? Wiem że alkohol to nic złego ale dla osób dorosłych i wiedzących z czym się picie alkoholu wiąże a dziecko tego nie wie. Nie jest żaden atak ale kwestia do zastanowienia się bo nic nie razi bardziej niż pijące młode osoby. Pozdrawiam

  • Kamila Październik 20, 2016   Reply →

    Marta, zapisuję w głowie Wasze sposoby. Przydadzą się! :)

    Pozdrawiam!

    • mojedolcevita Październik 20, 2016   Reply →

      To czekam na relację, jak idzie ;-)

  • http://fashionable.com.pl/ Październik 23, 2016   Reply →

    Z przyjemnością przeczytałam ten tekst, bo sama jestem królową porządku w moim mieszkaniu i na szczęście dość skutecznie przeciągam mojego męża na moją stronę porządkowej mocy. Nie zasnę w bałaganie, nie jestem też w stanie pracować w bałaganie i to nie sprzątanie mnie męczy, ale właśnie bałagan. Ale wiesz co mnie irytuje najbardziej?? Od jakiegoś czasu dostaję wiele komentarzy w stylu: “no zobaczysz jak będziesz miała dziecko to skończysz nosić te jasne ubrania” albo “już widzę te Wasze meble przy dziecku, już nie będzie tak pięknie” – i tak sobie myślę, kurcze nie wiem jak będzie przy dziecku, bo go nie mam i nie jestem w stanie ręczyć głową za to jak będzie to wszystko wyglądało, ale wydaje mi się, że wiele jest kwestią podejścia i właśnie wychowania. Zawsze mówię, że moje dziecko będzie miało przechlapane jeśli chodzi i porządek, ale teraz myślę: “może właśnie będzie szczęśliwsze tak jak ja, i zrozumie, że życie w chaosie to nic przyjemnego”. I może wcale nie będzie to wszystko tak źle wyglądało?:)

  • Szymon Listopad 2, 2016   Reply →

    Coś w tym jest :) Jak braliśmy udział w skanowaniu w domu zakupów, to nie było sposobu by Jerza (dwulatka) od tego odgonić – nosił nam zakupy od komputera do kuchni i starał się je wkładać do odpowiednich szafek. Ach co to był za widok gdy dźwigał ziemniaki czy sok – ledwo dając radę ale nie chcąc oddać bo przecież on sam :) można było się spocić od samego patrzenia na niego… Obecnie problemem są u nas zabawki eee wszędzie :/ ale spróbujemy Twój sposób (choć początki przy dwóch szkrabach mogą być trudne) z jedną (albo u nas dwoma) zabawką :)

Leave a comment