Teraz JA: Takie tam babskie różności

Ciągle szperam i szukam nowej wiedzy w tematach zdrowotno – urodowych…

 

Pomysł z detoksem (np. TU) był strzałem w dziesiątkę. Przeprowadzony ponad dwa miesiące temu, ciągle daje korzyści, a osiągnięta waga stoi w miejscu. Dzięki temu z prawdziwą przyjemnością patrzę w lustro…i nawet zaczęłam nosić sukienki, co dla mnie samej jest sporym zaskoczeniem.

 

Sezon letni ma jednak w sobie sporo pułapek – lody, mrożone kawy, gofry i ciasta z owocami, pankejki z jagodami to mnóstwo letniej radości, ale też sporo cukru. Mimo jedzenia dużej ilości warzyw, zaczęłam odczuwać te letnie grzeszki na swoim organizmie. To był sygnał, że czas powrócić do dobrych nawyków. Planowanie jesiennego detoksu jeszcze przede mną (obiecałam sobie robić go dwa razy do roku), ale już teraz kilka dni z kaszą jaglaną i duszonymi warzywami pomoże mi poczuć się lepiej – to wiedza, którą wyniosłam w książki „Alkaliczny Detoks” Beaty Sokołowskiej. Taki „mini detoks” przywraca równowagę kwasowo – zasadową, jeśli zdarzy nam się trochę zaszaleć.

 

A przy okazji tego tematu, chciałam wspomnieć Wam o książce, na którą ostatnio trafiłam: „Młoda bez skalpela” Dr. Nigmy Talib to książka, która szczegółowo (czasem nawet aż za bardzo) tłumaczy sens sformułowania „jesteś tym, co jesz”. Pokazuje, jak to się dzieje, że to, co mamy w jelitach przekłada się na nasze samopoczucie i wygląd.  Omawia wiele ludzkich  przypadłości (od przedwczesnego starzenia i przewlekłych chorób skóry do schorzeń układu pokarmowego, niepłodności, zaburzeń hormonalnych i zaburzeń snu) i pokazuje, skąd się biorą. Autorka – uznana na świecie naturopatka, ekspertka od holistycznego leczenia, dermatologii, problemów z układem trawiennym i medycyny chińskiej udowadnia, że co prawda nie zatrzymamy starzenia, ale możemy odwlec je w czasie i kompletnie odmienić nasze codzienne samopoczucie. I wygląd, bo z książki dowiemy się na przykład jakie problemy zdrowotne możemy wyczytać z naszej twarzy.

 

FullSizeRender 379

 

Część książki już za mną – zapowiada się bardzo ciekawie, dlatego postanowiłam w kolejnych poniedziałkowych postach dzielić się z Wami zawartą tam wiedzą, bo takich informacji nigdy dość. Więc na początek, w ramach wprowadzenia przytoczę Wam dwa fragmenty:

 

„…Może to być zaskoczeniem, w końcu czemu coś, co się dzieje w głębi ciała, daleko od twarzy, ma mieć wpływ na to, jak staro wyglądasz lub jak zdrowa wydaje się twoja skóra. Jednak mnie to nie zaskoczyło. Jelita są centrum sterowania organizmu, tu się zaczyna zdrowie i śmierć. Cokolwiek dzieje się w jelicie, będzie miało wpływ na skórę i zdrowie całego ciała. Wytłumaczę to dokładniej na dalszych stronach, ale mówiąc w skrócie, dzieje się tak: słabe zdrowie jelit sprawia, że skóra jest pozbawiona składników odżywczych koniecznych do tego, by była w dobrej kondycji. Powoduje to także wzrost stężenia czynników wywołujących stan zapalny, który pośrednio i bezpośrednio uszkadza skórę, oraz szybsze jej starzenie i zaostrzenie chorób zapalnych, takich jak trądzik czy trądzik różowaty. Brak równowagi w jelitach lub ich zły stan zdrowia ma wpływ na gospodarkę hormonalną organizmu, co znacząco odbija się na wyglądzie skóry. W skrócie, słabe zdrowie jelit ma wpływ co najmniej na trzy z głównych mechanizmów związanych z tym, w jakim tempie będzie się starzeć skóra i reszta twojego ciała. Uświadomiłam sobie, że lecząc jelita i dbając o poprawną pracę przewodu pokarmowego, co stało się normą u każdego pacjenta, blokowałam czynniki wyzwalające procesy starzenia. Efekty tego widzieliśmy razem z pacjentami”.

 

“Związek między jelitami a emocjami jest bardzo ważny. Nie bez powodu stres można nas przyprawić o ból brzucha lub biegunkę. Codziennie mózg i jelito komunikują się ze sobą tysiące razy. Można by rzec, że w jelitach mamy drugi mózg. Liczba neuronów w jelitach jest szacowana mniej więcej na 500 milionów i wytwarzają one co najmniej 40 neuroprzekaźników. Warto wspomnieć, że 95% serotoniny (neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za dobry humor i skurcze jelit) i większość receptorów dla niej występuje właśnie w jelicie. Wiemy także, że na każdy sygnał przesyłany z mózgu do jelit odpowiadają one, wysyłając aż 9 sygnałów, które niosą informację między innymi o tym, jak są pełne lub czy już pora udać się do toalety. Ostatnio odkryto także, że mają one wpływ na odczuwanie emocji. Uważa się, że określone patogeny u swoich nosicieli w jelicie potrafią produkować substancje, które mogą wywoływać niepokój lub objawy podobne do depresji. Przez lata widziałam tego dowody – uwielbiam sytuacje, gdy badania potwierdzają wiedzę kliniczną. Moi pacjenci często cierpią z powodu niepokoju lub objawów depresyjnych w połączeniu z problemami jelitowymi. Pozbycie się źródła tych ostatnich sprawia, że niepokój i obniżony nastrój ustępują”

 

Co Wy na to? Jesteście ciekawi, co będzie dalej? Bo powiem szczerze, że ja bardzo.

 

Po takiej dawce informacji pora na coś lżejszego – miałam okazję ostatnio przetestować dość niesamowitą wodoodporną i bardzo matową pomadkę LA Splash Cosmetics – testowany kolor Poison Apple okazał się dla mnie zbyt intensywny, ale nie o kolor mi chodzi, ale o efekt. Bo muszę przyznać, że nie zdarzyło mi się jeszcze nosić na ustach tak trwałego produktu. Przy nakładaniu pomadka ma postać płynną i zastyga w około 3-5 minut po nałożeniu. Po tym czasie można do woli jeść i pić, a ona ani drgnie. A co za tym idzie – wcale nie tak łatwo ją usunąć. Na pewno standardowe płyny do demakijażu nie dadzą rady…za to z tym zadaniem świetnie poradzi sobie np. olej kokosowy. Zastygając pomadka delikatnie ściąga usta ale jest to cena efektu, jaki gwarantuje. To produkt może nie do użytku na co dzień, ale na wszelkie okazje, kiedy chcecie mieć zagwarantowany trwały efekt bez konieczności poprawek po każdym kęsie, czy łyku, nadaje się doskonale.

 

FullSizeRender 377

 

Niełatwo obejrzeć i kupić produkty LA Splash w Polsce, ale jeśli jesteście z Warszawy, albo czasem tu bywacie, zajrzyjcie do sklepu Let’S Beauty na ul. Koszykowej 35 (przy pl. Konstytucji) – tam możecie przetestować kolory LA Splash i wybrać najlepszy dla siebie. Polecam Wam ten sklep, jeśli lubicie kosmetyczne nowości i „perełki”, których próżno szukać w innych drogeriach – jest tam ich pod dostatkiem. A, no i mają też sklep internetowy.

 

Udało mi się też przetestować nowość z mojej od zawsze ukochanej linii Miss Dior. Poprzednie wersje były zdecydowanie bardziej słodkie – za to Blooming Bouquet na początku jest raczej rześki i świeży, słodszy robi się dopiero potem. Kombinacja peonii, róży damasceńskiej i białego piżma zachwyca i uderza do głowy…niestety na dość krótko. Zapach jest tak piękny, jak nietrwały, jednak nawet to nie jest w stanie zniechęcić mnie do Miss Dior i na pewno każdego kolejnego wydania będę oczekiwać z niecierpliwością.

 

Zauważyliście, że poranki robią się już znacznie chłodniejsze? Dziś rano w Warszawie mimo pięknego słońca, termometr pokazywał tylko 13 stopni! To utwierdza mnie w przekonaniu, że moje powolne przygotowania do jesieni są jak najbardziej uzasadnione i mogę już z czystym sumieniem zacząć kompletować wszystko, co potrzebne na nowy sezon.

Baleriny TH kupuję od wielu lat, bo są idealnie wyprofilowane do moich stóp – mogę je wyjąć z pudełka i od razu iść na kilkugodzinne zakupy. Do tego każdą parę noszę po kilka lat. Tym razem wybór padł na model bez obcasa, na gładkiej podeszwie, o bardzo prostej formie. Kolejna rzecz, którą założę totalnie do wszystkiego.

 

FullSizeRender 375

 

Mam też w planie przedłużyć sezon dla moich białych, wąskich spodni – dotąd nosiłam je w zasadzie tylko w lecie, ale w tym roku mam zamiar zakładać je też jesienią – według mnie świetnie będą się komponowały i z szarymi i  z beżowymi swetrami. Znalazłam już nawet do nich odpowiednie buty.

 

IMG_8275.JPG

 

Zamsz bardzo mnie kusi już od jakiegoś czasu i chyba tym razem będę musiała ulec – ale czy można sobie wyobrazić coś bardziej ponadczasowego, niż beżowe botki? ;-)

 

A jak Wasze plany na nowy sezon? Zdradźcie, co tam chodzi Wam po głowach.

 

Dobrego tygodnia!

You may also like

5 comments

  • Daria Sierpień 8, 2016   Reply →

    U mnie plan na jesień już jest: POWRÓT DO FORMY PO PORODZIE ;)
    zaczynam jutro, rozpisuję plan i zabieram się do działania.
    Cieszę się, że znalazłaś czas i przestrzeń na swoje przyjemności :)

    • mojedolcevita Sierpień 8, 2016   Reply →

      No to podziałamy razem, bo ja bardzo chcę się skupić na “urodowych” aspektach odżywiania. Waga idealna już jest, to teraz czas zadbać o nawilżenie i napięcie skóry, odżywić włosy i zrobić to wszystko, na co już dawno nie miałam czasu. Już czuję, że to będzie dla nas piękna jesień ;-)

  • Kamila Sierpień 27, 2016   Reply →

    Wow! Jestem ciekawa tej książki! Bardzo… Czekam na kolejne posty. I może sama przeczytam…
    Plan na jesień to detoks alkaliczny:)

    • mojedolcevita Sierpień 30, 2016   Reply →

      Gratuluję decyzji! od mojego detoksy minęło już ponad 2 miesiące, a ja ciągle czuję korzyści z jego przeprowadzenia. Waga stoi na niezmienionym poziomie, energii więcej, lepsza przemiana materii… Jesienią planuję go powtórzyć, bo muszę powalczyć z cukrem – chciałabym go wyeliminować, bo ciągle jem go za dużo. A co do książki to ma dużo wspólnego z Alkalicznym Detoksem. Wkrótce napiszę o tym więcej.

      • Kamila Sierpień 30, 2016   Reply →

        Super!
        Mi najbardziej zależy na oczyszczeniu, na poczuciu takiej lekkości swojego ciała, nie chodzi mi o kilogramy, tylko o samopoczucie. Chociaż, nie obrażę się jak 3 kilo zgubię po drodze:)
        No i więcej energii!

Leave a comment