Oddam tobie ostatnią kroplę krwi…ale nie mojego loda

Jako rodzice bardzo chcemy, by nasze dziecko potrafiło dzielić się z innymi.

 

By było hojne i bez oporów użyczało swojej własności, ale też żeby potrafiło się kontrolować, gdy drugie dziecko ma w posiadaniu jakąś bardzo atrakcyjną rzecz. To piękna wizja. Tak piękna, jak nierealna. Bo to zwyczajnie niewykonalne. Zwłaszcza dla kilkuletniego malucha.

Bo wyobraź sobie sytuację, w której nieznajoma chce się pobawić Twoim telefonem. Albo przejechać Twoim samochodem. A może widzisz siebie dzielącego się z nieznajomym Twoim obiadem w restauracji, tylko dlatego, że ten ktoś daje Ci do zrozumienia, że ma na niego ochotę, a do tego tupie i głośno krzyczy? To mało realne?

To w takim razie czemu zmuszamy własne dzieci do dzielenia się z innymi zabawką, rowerkiem, przekąską?

 

Własność w piaskownicy

 

Kudłata, jak każde dziecko powoli rozwijała swoje poczucie własności. W wieku poniżej dwóch lat bez problemów oddawała wszystko. Inne dziecko po prostu podchodziło i wyjmowało Jej z rąk zabawkę, bez jakiejkolwiek sprzeciwu z Jej strony.

W okolicy drugich urodzin nadeszły zmiany – wtedy Marcelina zaczęła pojmować znaczenie własności. Co więcej – krąg rzeczy postrzeganych jako własne zaczął się rozszerzać na przedmioty, które wcale do Niej nie należały. Rozpoczęły się znane wszystkim rodzicom problemy w piaskownicy, w której wszystkie foremki i zabawki w zasięgu wzroku były jej i na nic zdawały się próby tłumaczenia, że należą do innego dziecka, które może nie mieć ochoty się nimi dzielić. Kudłata działała na zasadzie prawa Kalego: Kali ukraść krowę to dobrze, ale ktoś Kalemu ukraść krowę, to źle. I Adekwatnie do tego reagowała.

 

Jako rodzice byliśmy przygotowani na ten etap. Cierpliwie tłumaczyliśmy, na czym polega prawo własności i że koleżanka z piaskownicy może zdecydować, czy podzielić się foremką, czy nie. Wyjaśnialiśmy Kudłatej, że jeśli chce, niech bawi się swoją zabawką sama, ale z kimś może być fajniej, weselej, ciekawiej. I że przynajmniej warto tego spróbować tej drugiej opcji.

 

Jak się domyślacie, efekty były różne. Czasem spór o zabawkę kończył się rzewnym płaczem i ogromnym żalem, a czasem fajną, wspólną zabawą. Aż do następnego razu. Jednak za każdym razem podczas takiej sytuacji chcieliśmy pokazać Marcelinie, że:

 

  • W każdej sytuacji może prosić innych o co chce. Czasem dostanie to szybko, czasem będzie musiała poczekać, ale może tak się zdarzyć, że nie otrzyma danej rzeczy w ogóle.
  • W płaczu nie ma nic złego, ale nie sprawi on, że dostanie coś szybciej.
  • Wymianki są fajne. Jeśli bardzo chciałaby pobawić się chwilę zabawką należącą do innego dziecka, może mu zaproponować swoją. Wtedy każdy będzie zadowolony. To rozwiązanie działało u nas wiele razy. Proponowaliśmy je często, bo dzięki niemu Kudłata uczyła się sztuki negocjacji, proponowania i ustalania zasad, a potem respektowania ich. Dodatkowym bonusem była nauka znaczenia pojęcia „umowa”. Mamy umowę, której warunku ustaliliśmy wspólnie i szanujemy je. Takie „umowy” wielokrotnie funkcjonują też w naszym rodzinnym życiu. Zwracaliśmy też uwagę na radość, jaka pojawia się po obu stronach, kiedy taka wymianka dojdzie do skutku.

 

Sprzeciw, złość, płacz

 

No jasne, że się zdarzały. I to wiele razy. Traktowaliśmy je zawsze jako coś zupełnie normalnego, bo każdy z nas przeżywa frustrację, kiedy nie uda mu się zdobyć/osiągnąć czegoś, na czym bardzo mu zależy. Od totalnych drobiazgów (typu znalazłam wymarzone buty, w końcu idę je kupić, a tu okazuje się, że już ich nie ma), po rzeczy istotne (typu możliwość poprowadzenia bardzo ciekawego projektu w pracy), czy sytuacje na wagę życia lub śmierci – im bardziej nam zależy – tym frustracja będzie większa. Dorośli mają duże problemu z opanowaniem jej, a co dopiero trzylatek!

Co działało? Na pewno nie nasze karcące spojrzenia. Zwykle po prostu kucaliśmy, by mieć głowę na poziomie rozpaczającej Marceliny, otwieraliśmy ramiona i w tej pozycji czekaliśmy chwilę, aż złość zamieni się w żal i Kudłata będzie chciała się przytulić. Gdy już przyszła, mówiliśmy, że rozumiemy, że bardzo coś chce, ale że ta rzecz należy do kogoś innego i on ma do tego prawo, itd, itp. Po prostu wykazywaliśmy zrozumienie. Dokładnie takie, jakiego ja bym potrzebowała zła na cały świat, bo cudne buty umknęły mi sprzed nosa, czy Tomek, którego wymarzony projekt dostał ktoś inny.

Natomiast nigdy nie kazaliśmy Marcelinie dzielić się jej zabawką z innym dzieckiem, tylko dlatego, że tamto płacze i krzyczy, lub jest młodsze. Zachęcaliśmy, ale nigdy nie zmuszaliśmy. Nie groziliśmy też, że w przeciwnym razie inne dzieci nie będą się chciały z nią bawić. Takie zastraszanie, czy przymuszanie na pewno nie sprawi że dziecko nauczy się hojności – wprost przeciwnie: dziecko zapamięta, że dzielenie się wiąże się z nieprzyjemnościami i złymi emocjami. A przecież nie o to nam chodzi.

 

Własność w rodzinie, czyli w końcu będzie o tych lodach

 

Lody to ulubione słodycze Marceliny. Od początku lata kocha je miłością absolutną i pożera w ilościach hurtowych. Ze względów oczywistych jej lód jest zwykle mniejszy niż nasz, skutkiem czego za każdym razem po zjedzeniu swojego, zaczyna pożądliwym wzrokiem spoglądać na nasze. Na patrzeniu oczywiście się nie kończy i po kilku chwilach bezceremonialnie wyciąga rękę w naszą stronę i z nieznoszącym sprzeciwu „poproszę loda” czeka, aż któreś z nas odda jej swojego. Raz, czy dwa – oddaliśmy. Ale kiedy sytuacja powtarzała się – zaczęliśmy odmawiać.

Nie z egoizmu i nie ze skąpstwa, ale po to, by wychować Kudłatą w przeświadczeniu, że każdy członek rodziny jest tak samo ważny i każdy traktowany jest na takich samych zasadach. Żeby nauczyć wzajemnego poszanowania prawa do autonomii, własności i decydowania o swoich rzeczach. Uwrażliwiania na potrzeby innych (również rodziców, ale też np. babć, czy dziadków, którzy często mają tendencję do ulegania ukochanym wnuczętom). Pokazywania, że każdy ma prawo powiedzieć „tak”, lub „nie”.

Oczywiście tłumaczyliśmy powód naszej odmowy i wskazywaliśmy inne rozwiązania, np. możemy kupić dodatkowy wafelek.

 

Czy to w ogóle może się udać?

 

Może. Po kilku historiach z lodami, Kudłata sama zaczęła korzystać z naszej podpowiedzi i teraz po prostu pyta, czy może dostać drugi wafelek, dzięki czemu wreszcie zjadamy nasze lody w spokoju i z przyjemnością. Bo każdego dnia pokazujemy i mówimy Marcelinie, jaka jest dla nas ważna, ale dbamy też o to, by nie czuła się pępkiem świata.

Nawet jeśli nim jest.

 

FullSizeRender 369

FullSizeRender 374

FullSizeRender 370

FullSizeRender 371

 

A jak to wygląda u Was? Jakie są Wasze patenty na wszystko chcące kilkulatki? Jestem ciekawa, jak sobie z radzicie w takich sytuacjach?

 

 

 

You may also like

12 komentarzy

  • Anonim Sierpień 4, 2016   Reply →

    Zgadzam sie w 100%.Tez tak probuje wychowywac moja corke.Problem mam tylko jak przychodza do nas goscie a ona nie chce dac im zabawek,ktore ich interesuja.Co robicie w takich sytuacjach?

    • mojedolcevita Sierpień 4, 2016   Reply →

      U nas też takie sytuacje się pojawiają. Zawsze przed przybyciem gości tłumaczymy Marcelinie, że zasady gościnności wymagają, by na trochę użyczyć swoich zabawek, tak jak użyczamy swojego jedzenia, szykując gościnną kolację, czy obiad. Jeśli jednak dochodzi do konfliktu i dzieci zaczynają się spierać o daną rzecz, na początku zawsze rozmawiamy z nimi i dajemy im szansę, żeby się dogadały. Zachęcamy, żeby bawiły się razem, lub na przykład na zmianę. Jednocześnie ostrzegamy, że jeśli same nie rozwiążą sytuacji, zabawka zostanie schowana. Jeśli mimo to nie dochodzi do porozumienia, zabawkę rekwirujemy i wskazujemy inne do wyboru. Co ciekawe – w tej sytuacji dzieci zwykle zaczynają bawić się czymś innym, już zgodnie i wspólnie.

  • Monika Sierpień 4, 2016   Reply →

    My mamy również taka zasadę, ze na plac zabaw możne córka zabrać każdą zabawkę jaka chce, o ile będzie się nią dzielić z innymi. Właśnie z tych samych powodów, o których Ty piszesz. Jeśli dostanie coś ”najlepszego na świecie” to nie dziwie się, ze nie chce się tym dzielić. I nie musi. Może się tym bawić w domu. Jeśli jednak idziemy w miejsce, gdzie jest duzo dzieci, to ”skarby” zostawiamy …i wszyscy są zadowoleni 😉 Na razie metoda działa 🙂

    • agata Sierpień 5, 2016   Reply →

      Może zabrać zabawkę o ile się będzie nią dzielić? To nic innego jak wymuszanie na dziecku dzielenia się.

      • mojedolcevita Sierpień 5, 2016   Reply →

        Agata, według mnie niekoniecznie, jeśli robimy sobie z dzieckiem taką umowę. Oczywiście, jeśli ono się na to zgodzi, bo nie musi. Wszystko zależy od tego, czy wymuszamy to na dziecku, czy przedstawiamy argumenty, po których ono podejmuje decyzję, że taka umowa jest ok. Ale zgodzę się z Tobą, że jeśli to jest wymuszone, to już nie jest w porządku. Bo co, jeśli dziecko się nie zgodzi? Nie będzie mogło niczego ze sobą zabrać? Monika, napisz, jak rozwiązujesz takie sytuacje. Pozdrowienia dla Was Dziewczyny.

  • Mcaga Sierpień 5, 2016   Reply →

    Zgadzam się w 100%. Mój synek miał BARDZO silne poczucie własności tak od mniej więcej do 1.5 roku do nieco ponad 2 lata (nie dzielił się niczym, jak np. skosztowałam jego herbaty czy nie gorąca to wpadał w histerię i już jej nie wypił). Ja się tym nie przejmowałam aż tak bardzo (taki charakter + wpływ żłobka, gdzie trzeba walczyć o swoje), ale bolały mnie krytyczne uwagi (np. kuzynki, z synkiem starszym od mojego o miesiąc), że samolub, egoista itp. (halooo, co 2-latek może wiedzieć o egoiźmie?!). Minęło samo, teraz M. sam częstuje nas swoim jedzeniem, z dziećmi jest skłonny negocjować w kwestii zabawek, a w przypadku konfliktu ja raczej preferuję, żeby dzieci rozwiązywały je same, wtrącam się jak sytuacja się zaostrza 🙂
    A co do dzielenia się lodami, u nas tego problemu nie ma, bo M. się nimi delektuje i kończy ostatni 🙂 Owszem, czasamo chce skosztować naszych, ale wówczas daje nam na wymianę swojego. Jestem bardzo przeciwna oddawaniu dziecku w takiej sytuacji swojego (czy w szerszym kontekście, oddawania mu czego zapragnie swoim kosztem) – wtedy dziecko siłą rzeczy czuje się pępkiem świata, a przecież każdy członek rodziny jest tak samo ważny.

    • mojedolcevita Sierpień 5, 2016   Reply →

      Aga, jest dokładnie tak, jak piszesz, to jest etap, jaki przechodzi każde dziecko. I z którego trzeba sobie zdawać sprawę. W końcu każdy maluch z tego wyrasta, ale nie ma co na siłę tego przyśpieszać, bo to może przynieść więcej szkody, niż pożytku. Choć rozumiem, że nie było Ci miło słuchać tych komentarzy kuzynki – najważniejsze jednak, że wiedziałaś, że postępujesz właściwie. Co do konfliktów robię tak samo jak Ty – daję dzieciom szansą na rozwiązanie ich samodzielnie i wkraczam dopiero wtedy jak robi się niebezpiecznie 😉 Nasze dzieci często radzą sobie lepiej, niż nam się wydaje – trzeba po prostu okazać im trochę zaufania. Uściski i dzięki za komentarz 😉

  • emilyhome Sierpień 5, 2016   Reply →

    Bardzo fajny i mądry tekst, dziękuję, postaram się wcielać te rady w życie bo właśnie mamy bunt dwulatka i bywa ciężko 😉

    • mojedolcevita Sierpień 5, 2016   Reply →

      To ja dziękuję za komentarz 😉 Super, jeśli coś z tego Ci się przyda, a co do buntu 2-3 latka, to szykuję też wpis na ten temat – w przyszłym tygodniu pojawi się na blogu. Pozdrowienia!

  • Ania Sierpień 5, 2016   Reply →

    U Nas jest ta sama sytuacja z lodami,córka zjada 1 „niecałego”, też dajemy mniejszą porcję,a później co najwyżej wafelek,to weszło juz w krew:-). Nie prosi o wiecej loda.Grunt starać się dziecku tłumaczyć.Problem gdy My tłumaczymy,a iinni rodzice tego nie robią,wtedy jest totalna nierównowaga zachowań w piaskownicy;(

    • mojedolcevita Sierpień 5, 2016   Reply →

      Jasne, na innych rodziców nie masz wpływu, na zachowania ich dzieci – również. Za to na swoje mamy już bardzo duży i nasza świadomość jest naszą przewagą. I naszych dzieci również. Pozdrowienia i dobrego weekendu 😉

  • Ola Sierpień 5, 2016   Reply →

    z tym lodami to ok, ale porównywanie dzielenia się zabawkami z oddawaniem samochodu czy laptopa dorosłej osobie jest według mnie głupie. Nikt dorosły Cię nie poprosi o oddanie wartościowej dla Cienie rzeczy prawda? Ja zachęcam dziecko do dzielenia się, na pewno nie do oddawania zabawki którą akurat się w tym momencie bawi. Paradoks polega na tym, że na drugi dzień będzie odwrotna sytuacja i tu się zgadzam, rozmowa, tłumaczenie, poszanowanie woli drugiej osoby czy to dorosłej czy dziecka.

Leave a comment