Życie złożone z detali

Sobota minęła mi pod znakiem See Bloggers. Było głośno, kolorowo i inspirująco…

 

Wielkie wydarzenie, dużo wiedzy, jeszcze więcej znajomości. Wiele twarzy, znanych tylko z „internetów” wreszcie się zmaterializowało i znów poznałam wiele fajnych osób. Było jak zwykle: mali patrzyli na wielkich, wielcy patrzyli na innych wielkich. Jedni zachwycali, inni przerażali, wszyscy – bardzo inspirowali. Od dawna czekałam na ten wyjazd i po raz kolejny się nie zawiodłam. Wracałam zmęczona, ale z głową pełną nowych pomysłów i planów. Znów poczułam, że chcę więcej, lepiej, bardziej…

 

A potem przyszła niedziela. Najzwyklejsza i najspokojniejsza od tygodni. Domowe śniadanie, potem plac zabaw, lody i gofry. I mrożona kawa z bitą śmietaną. Spacer po Fortach Bema kiedy znów trzymaliśmy się za ręce. I szczęśliwa Kudłata. Potem domowy, rodzinny seans filmowy i przepyszny chłodnik Tomka. Zachwyty Kudłatej nad „różową zupą”. Tak, nadal kocha wszystko, co różowe.

 

Dwa dni. Tak zupełnie różne. Pierwszy przeładowany atrakcjami, które tak uwielbiam. Drugi – wręcz nudny. Ale to ten drugi dał mi wczoraj wieczorem więcej do myślenia. Bo to on uszczęśliwił mnie o wiele bardziej. Po raz kolejny przekonałam się, że moje (i chyba każde) szczęście jest ukryte w małych rzeczach. Że to one, a nie wielkie wydarzenia tworzą moją codzienność – szczęśliwą, lub nie. Śmiech Marceliny, skakanie po łóżku, walka na poduszki. Zatrzymywanie się, by obejrzeć kolejnego robaka na parkowej alejce. „Wiesz, co to za robaczki?” – pytam. „Kowale bezskrzydłe” – odpowiada Ona. Szok, że pamięta. Od dawna nie czytałyśmy tej książki.

 

Już od wielu miesięcy nasze życie gna i nie chce się zatrzymać. Dużo się dzieje i coraz częściej włącza mi się w głowie czerwona lampka stopu. Slow life to dla mnie już nie moda – to moja osobista, prawdziwa potrzeba. Konieczność po prostu. Bo tak dalej już się nie da, tak dłużej już po prostu nie można…

 

Coś mnie naszło i przejrzałam moją listę postanowień noworocznych. Chciałam sobie przypomnieć, co to tak naprawdę tam było, zobaczyć, czy idę w dobrym kierunku. Już sam jej początek pozbawił mnie złudzeń. Punkt pierwszy: równowaga. Nadal jej nie ma. Ciągle jest za dużo „muszę”, za mało „chcę”. Wciąż zbyt wiele w mojej codzienności facebooka i instagrama, a za mało wyjść na kawę, spotkań z dzieciakami, wieczorów przy winie z przyjaciółmi… Co mi się udało? Poprawa samopoczucia, detoks, odrobinę dłuższy sen. To mało, ale zawsze coś.

 

Będę nad tym pracować. Będę dbać, by tych zwykłych – niezwykłych chwil było jak najwięcej. Zauważać je i o nie dbać. Celebrować tak, jak na to zasługują. Bo to ich tak naprawdę potrzebuję najbardziej.

 

Już planujemy przyszłoroczne wakacje. Będą zupełnie inne, niż dotychczas. Pojedziemy na bardzo długą wycieczkę. Do kraju, który oboje uwielbiamy. I który bardzo byśmy chcieli pokazać Marcelinie. I już się cieszymy tymi planami, choć to dopiero za rok.

 

A postanowienia noworoczne? W końcu mam jeszcze dobrych kilka miesięcy na ich realizację i chyba już nawet wiem, jak to zrobię 😉

 

FullSizeRender 318

FullSizeRender 319

FullSizeRender 316

FullSizeRender 317

 

 

You may also like

4 komentarze

  • Kamila Lipiec 28, 2016   Reply →

    Piękne zdjęcia Marcelinki.
    Marta, mam podobne odczucia. Ciągle gdzieś biegniemy. W domu ciągle coś do zrobienia. Doba za krótka. A najlepsze jest to, że ja nie pracuję, a zacznę pewnie w okolicach września, więc co to będzie jak jeszcze będę pracować!!!
    Mi udało się ograniczyć media społecznościowe i internet, ale nie w takim stopniu jakbym chciała…
    Snu ciągle nie tyle co bym chciała…
    Detoks czeka:)
    Też mam nad czym pracować!:)
    Powodzenia dla nas!:)

    Czy planujecie wycieczkę objazdową?
    Ja uwielbiam Włochy i mam nadzieję, że niedługo zabierzemy tam naszego Synka…

    Miłego planowania!
    Pozdrawiam!

    • mojedolcevita Lipiec 29, 2016   Reply →

      Wbrew pozorom praca może Ci pomóc dużo lepiej się zorganizować – tak przynajmniej było w moim przypadku. Masz świadomość, że czasu jest o wiele mniej, więc po prostu inaczej ustawiasz priorytety – robisz to, co najważniejsze i dużo szybciej. Z resztą sama zobaczysz 😉
      I trzymam kciuki za sen i detoks – sama się przekonałam, że to kluczowe dla dobrego samopoczucia. Korzyści z detoksu mam cały czas – czuję się o niebo lepiej, waga stoi na bardzo fajnym poziomie. Spróbuj na jesieni, zobaczysz, jak będziesz się potem czuła.

      Tak, planujemy objazd po północnej części Włoch 😉 Uwielbiam ten kraj, ludzi, ich kulturę i kuchnię i to właśnie tam chcielibyśmy spędzić przyszłe wakacje – mam nadzieję, że i Wam i nam się uda 😉 Uściski!

  • Kamila Lipiec 29, 2016   Reply →

    No to trzymam kciuki za Włochy:) Pamiętam urokliwe Como… Te uliczki… Widoki… Klimat…
    To będą piękne wakacje:)
    Buziaki!

    • mojedolcevita Sierpień 2, 2016   Reply →

      I ja trzymam za Wasze wakacje. Nad Como nie dotarliśmy, ale byliśmy nad Gardą i mam te same wspomnienia…uliczki, widoki, klimat…pora je odświeżyć 😉 Całusy!

Leave a comment