Trójmiasto na weekend we dwoje

Nadeszła ta długo oczekiwana sobota. Tego dnia nawet dzwoniący przed piątą budzik nie był w stanie popsuć nam doskonałego nastroju – właśnie zaczynał się nasz małżeński weekend w Trójmieście.

 

W końcu dziesiąta rocznica ślubu to już coś i wymaga odpowiedniej celebracji. W marzeniach była co prawda Wenecja i uroczy pokoik na piętrze tuż przy Canal Grande, ale urządzanie mieszkania trochę zmodyfikowało te plany. W każdym razie cieszyliśmy się tak, jakbyśmy właśnie zmierzali w kierunku włoskiego buta. Po niecałej godzinie lotu, kilka minut po dziewiątej staliśmy już na płycie lotniska w Gdańsku.

 

Dwadzieścia minut taksówką i już byliśmy w hotelu. Tym razem wybraliśmy Puro Gdańsk. Słyszeliśmy same dobra opinie o tym miejscu, więc postanowiliśmy spróbować, głównie ze względu na jego położenie – samo centrum Gdańskiego Starego Miasta to idealna baza wypadowa nie tylko do zwiedzania Gdańska, ale i całego Trójmiasta. Byliśmy go też ciekawi ze względów estetycznych – na zdjęciach jego wnętrza wyglądały świetnie i bardzo chcieliśmy zobaczyć je na żywo. Nie zawiedliśmy się. Już samo lobby jest piękne. Pokoje nie są duże, ale stylowe. Nie korzystaliśmy co prawda z hotelowej restauracji, ale bardzo fajnym pomysłem jest bezpłatny dostęp do automatu z ciepłymi napojami – kawę, herbatę, czy gorącą czekoladę można przyrządzić sobie o każdej porze dni i nocy.

 

FullSizeRender 289

FullSizeRender 264

FullSizeRender 280

FullSizeRender 258

FullSizeRender 267

FullSizeRender 283

FullSizeRender 284

 

Moje estetyczne potrzeby zostały więc w pełni zaspokojone…zwłaszcza, że po otwarciu drzwi naszego pokoju zobaczyłam przepiękny bukiet kwiatów, a potem zadowolony uśmiech Tomka. Po takim poranku w głowie (i w żołądku) kołatało mi się jedno: czas coś zjeść.

 

Gdzie na śniadanie w Gdańsku?

 

Ponieważ mieliśmy do dyspozycji tylko weekend, nie było czasu na błądzenie w poszukiwaniu jakiejś miłej kawiarenki na śniadanie. Przygotowałam się więc wcześniej i jeszcze w Warszawie znalazłam odpowiednie miejsca. Pomoc znalazłam na blogu Lolove.pl (na którym fotografowie Ania i Michał dzielą się swoją trójmiejską codziennością) i w TYM poście o najlepszych kawiarniach w centrum Gdańska. Dokładnie takiego zestawienia szukałam! Wszystko w jednym miejscu i jeszcze te ich zdjęcia… Zajrzyjcie, na pewno zostaniecie tam na dłużej.

 

Skuszeni przez Anię i Michała obietnicą świetnej kawy i jeszcze lepszych śniadań, zajrzeliśmy do Anima Cafe przy ul. Świętego Ducha. Już wcześniej upatrzyłam sobie ich kawę z malinami i po prostu musiałam jej spróbować. Już samo patrzenie na nią wprawiało mnie w doskonały nastrój. Do niej zamówiłam (jeszcze w duchu detoksu) omlet bananowy z kremem sojowo – proteinowym i świeżymi owocami. A dzięki aplikacji EVERYTAP (którą poleciła nam pewna sympatyczna klientka kawiarni siedząca przy stoliku obok) za moje danie zapłaciłam 9 zł. Jak to działa? Odpalasz aplikację (do ściągnięcia na androida i IOS) i widzisz najciekawsze oferty z miejsc w Twojej (nie tylko trójmiejskiej) bieżącej okolicy. Nam wyświetliły się śniadania za 9 zł w Gdańsku i lista miejsc, gdzie zjemy w ten cenie (oraz opis proponowanego dania). Jednym z nich było Anima Cafe. Kelner musi jeszcze przejechać palcem po ekranie…i już zjadasz śniadanko w cudownej cenie. Oczywiście w ten sposób można zjeść kilka śniadań po 9 zł w kilku różnych kawiarniach. Aplikacja ma też dodatkowe opcje, zbiera się jakieś punkty, jednak w tą funkcjonalność już się nie wgłębialiśmy – ta podstawowa w zupełności nam wystarczyła.

 

FullSizeRender 257

FullSizeRender 292

FullSizeRender 300

FullSizeRender 303

FullSizeRender 282

FullSizeRender 272

FullSizeRender 256

 

Kiedy już zaspokoiliśmy pierwszy głód, nadszedł czas na spacer. Pogoda sprzyjała aż za bardzo, upał lał się z nieba, dlatego po jakimś czasie zdecydowaliśmy odpocząć trochę w naszym chłodnym hotelu i przy okazji dokładniej go obejrzeć. Już rano upatrzyliśmy sobie dwa fotele w lobby i kusiło nas, by trochę tam posiedzieć. Na kolejne dwie godziny zatopiliśmy się więc w cudownie leniwej lekturze magazynów i albumów…dopóki nie zauważyliśmy pudełka z klockami Jenga ;-) Nigdy w nie nie grałam. Pamiętam reklamę, na której dzieciaki ustawiały wieżę z drewnianych klocków, a potem wyciągały je ze środka budowli starając się, by nie runęła. Nigdy bym jednak nie przypuszczała, że to taka zabawa! Już wiem, że kupimy je dla naszej rodziny na długie jesienne wieczory, bo śmiechu mieliśmy co nie miara! Pewnie tyle samo mieli go ludzie, którzy obserwowali nas przy tych zmaganiach, ale czy to takie dziwne, że para trzydziestoparolatków układa klocki? No bez przesady ;-)

 

FullSizeRender 265

FullSizeRender 266

FullSizeRender 298

FullSizeRender 255

 

Nie od dziś też wiadomo, ze rywalizacja zaostrza apetyt. Poza tym nadeszła pora obiadowa – tym razem też oczekiwania mieliśmy jasno sprecyzowane. Tylko

 

Gdzie na zupę rybną w Gdańsku?

 

Tym razem z pomocą przyszła Znajoma z Instagrama i poleciła nam Fishmarkt Restauracja i Bar (ul. Targ Rybny 6C). To był strzał w dziesiątkę, bo takiej Bouillabaise nie jedliśmy dawno (podobną serwuje Der Elefant w Warszawie). Oprócz filetów ryby morskiej (może być to żabnica, strzępiel, halibut, czy dorsz) w zupie tej standardowo znajdziemy krewetki, małże i kalmary, czasem też przegrzebki. A to wszystko zanurzone jest w gęstym, intensywnym i nasyconym bulionie rybno-pomidorowym. Ta zupa to niebo w gębie w najczystszej postaci i ta restauracja zdecydowanie wie, jak ją przyrządzać, dlatego jeśli tylko będziecie w okolicy, to po prostu MUSICIE jej spróbować!

 

FullSizeRender 268

FullSizeRender 293

 

Ogólnie restauracja (czytaj: jedzenie, obsługa, klimat) bardzo nas do siebie przekonała, niestety na deser nie było już czasu, bo zbliżała się właśnie godzina rozpoczęcia meczu Polska – Szwajcaria. Kibicowaliśmy z całych sił przed hotelowym telewizorem, gdy nad Gdańskiem przetaczała się całkiem konkretna nawałnica. Ostatecznie, pod wieczór niebo się rozpogodziło i mogliśmy wystawić nosy na zewnątrz. Po długim spacerze postanowiliśmy zapytać insta o miejsce na kolację i już po chwili staliśmy przed drzwiami Prologue przy Grodzkiej 9. Niestety nie mieliśmy okazji przekonać się, czy jest tak smaczna, jak sławna, bo nie było ani jednego wolnego stolika…a my nie mieliśmy rezerwacji. Błądziliśmy więc po Starym Mieście w poszukiwaniu miejsca, które spodoba się nam obojgu i w końcu dotarliśmy do Brovarni w Hotelu Gdańsk, bo Tomek koniecznie chciał spróbować warzonego przez nich piwa (mają trzy rodzaje: jasne, ciemne i pszeniczne).

 

Gdzie na piwo w Gdańsku?

 

Powiem szczerze – nie był to lokal moich marzeń. Szczególnie na rocznicową kolację. Brovarnia (ul. Szafarnia 9) była tłoczna, głośna, ktoś grał na keyboardzie, na dodatek niedaleko naszego stolika stał telewizor, na którym leciał mecz. Na początku miałam olbrzymią ochotę uciec stamtąd jak najszybciej, ale ostatecznie zostałam ze względu na te piwa, o których marzył Tomek (podobno świetne jak twierdzi). Kuchnia Brovarni obroniła to miejsce w moich oczach: zupa rybna była dobra, ostra, choć trochę za ciężka, za to Tomek pod niebiosa wychwalał ich skrzydełka. Restauracja ma jednak doskonałe recenzje, więc jeśli nabierzecie ochoty na dobre, świeże piwo i coś do niego – to jest to dobry adres.

 

Gdzie na niedzielne śniadanie i przedpołudniowe lody?

 

W upalny niedzielny poranek po raz kolejny wybraliśmy się na poszukiwanie dobrego śniadania. Drukarnia Cafe przy ul. Mariackiej również znajdowała się na liście aplikacji Everytap. W cenie 9 zł dostałam bajgla, dwie pasty do smarowania do wyboru z kilku różnych (wybrałam paprykową i śliwkowo – czekoladową) i kawę z mlekiem. Było industrialnie i pysznie. Lokal mieści się w przepięknym miejscu, więc już samo obserwowanie ulicy Mariackiej przez jego wysokie okna jest dużą przyjemnością. Z tego względu szczególnie polecam Wam stoliki na piętrze!

 

FullSizeRender 291

FullSizeRender 261

FullSizeRender 251

 

FullSizeRender 296

FullSizeRender 277

 

Posileni i zadowoleni, postanowiliśmy skorzystać z dostępnych w hotelu rowerów, żeby pozwiedzać Gdańsk. Okazało się jednak, że nie tylko my wpadliśmy tego dnia na ten pomysł i w hotelowym lobby nie było ani jednego, choć całą sobotę stało ich przynajmniej kilka. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dzięki temu okazało się, że mamy dużo wolnego czasu, więc po skonsumowaniu przepysznych lodów z Wytwórni Lodów Naturalnych (ul. Długa 70) postanowiliśmy: kierunek Sopot.

 

A jak Sopot, to White Marlin

 

Wiem, wiem, że oklepane i że wszyscy tam chodzą i wstawiają zdjęcia stamtąd bo ich białe wnętrza w stylu Hampton świetnie prezentują się na zdjęciach. Ale co ja poradzę na to, że uwielbiam to miejsce? Od zeszłego roku, kiedy trafiliśmy tu po raz pierwszy, Sopot oznacza dla mnie obowiązkową wizytę w White Marlin. Bo tu nie tylko wnętrza przyciągają. Ich kuchnia jest równie atrakcyjna: dorada z grilla z pesto, czy pizza z carpaccio z ananasa, balsamico i prosciutto di San Danielle (trochę inna wersja pizzy hawajskiej) są po prostu pyszne. Że nie wspomnę już o Pavlovej z owocami, którą z przyjemnością jedliśmy na wielkiej kanapie podziwiając widok na morze i plażę. Bo tu również polecam Wam stolik na piętrze.

 

FullSizeRender 271

FullSizeRender 279

FullSizeRender 278

FullSizeRender 263

FullSizeRender 301

 

Transport

 

Zanim trafiliśmy do Sopotu, zastanawialiśmy się nad środkiem transportu. Okazało się, że z Dworca Głównego, oddalonego od Starego Miasta o około 20 minut drogi spacerem odjeżdża Szybka Kolej Miejska. Droga do Sopotu trwa kilkanaście minut, a bilet kosztuje 4 zł, trzeba tylko pamiętać, by skasować go na peronie, bo w pociągu kasowników brak. Za to jest całkiem sporo kontrolerów ;-)

Jeśli chcielibyście skorzystać z taksówki, to polecam Wam korporację AS Taxi – mają bardzo przyzwoite ceny (1,80 za km) i ich samochody wyposażone są w terminale, więc nie ma problemu z płatnością. Korzystamy z nich za każdym razem, gdy jesteśmy w Trójmieście.

 

Żegnaj Trójmiasto! 

 

Nasze dwa dni minęły nie wiadomo kiedy. Wcale nie mieliśmy ochoty opuszczać Gdańska i oczywiście narzekaliśmy, że tak szybko leci… i ktoś chyba wysłuchał naszych narzekań, bo okazało się, że z powodu zalania Okęcia, żadne samoloty nie mogły wylecieć w Warszawy do Gdańska, skutkiem czego spędziliśmy na lotnisku kolejne 3 godziny ;-) Ale i tak ten wyjazd i naszą dziesiątą rocznicę ślubu zapamiętamy na długo. Bo to wtedy kilka razy grali najpiękniejsze tango, jakie znam: “Por una cabeza” Thomasa Newmana (to z “Zapachu Kobiety z A. Pacino). Grali dla turystów, a my czuliśmy, jakby to było tylko dla nas…

 

FullSizeRender 274

You may also like

13 comments

  • Agnieszka Lipiec 12, 2016   Reply →

    Znakomicie opisany weekend w Trojmiescie !:)

    Większość miejsc juz znalałam prócz Brovaeni :) ja takze jestem miłośniczka pięknych wnętrz i puro hotel miałam juz dawno na oku, lecz w zeszłym roku zatrzymalismy sie w nowym apartamencie w samym centrum Gdańska przy ul. Tandety :) swoja droga pomysł aby jednak wybrać sie samolotem nie jest zły … Z Wroxlawia jednak jest to 6-7h podroz …;)

    • mojedolcevita Lipiec 12, 2016   Reply →

      To koniecznie musicie kiedyś zatrzymać się w Puro – jestem pewna, że Wam się spodoba. A co do samolotu, to jest przecież macie lotnisko we Wrocławiu, więc skąd te 6-7 godzin? Całusy!

  • nina Lipiec 13, 2016   Reply →

    niedobrze mi się zrobiło jak przeczytałam snobizm bije z każdego zdania

  • mandyrynka Lipiec 13, 2016   Reply →

    jesteście piękni, jak zawsze. każdy wpis, każde byle zdjęcie na instagramie jest magiczne! to jest taki blog gdzie żadne zdanie nie jest żle napisane, nic nie jest narzucane, nikomu niczego sie nie wciska, no po prostu ideał!

  • Kamila Lipiec 15, 2016   Reply →

    Marta, zdjęcia przepiękne!
    Jako rodowita Gdańszczanka znam tylko Brovarnię hahahaha!
    No i oczywiści White Marlin… Ale kto tego miejsca nie zna;)
    Cieszę się, że spędziliście tak cudowny weekend w Trójmieście…
    A ja muszę koniecznie nadrobić moje zaległości kulinarne;)

  • Kamila Lipiec 15, 2016   Reply →

    P.S. Pan z fajeczką pięknie się wpasował w tło… Konkretny kontrast;)

  • Ania Lipiec 27, 2016   Reply →

    Piękne zdjęcia,każde ujęcie cudne,Tomek ma dobre oko;-).Pozdrawiam

    • mojedolcevita Lipiec 29, 2016   Reply →

      Ma, ma, inaczej musiałabym go zwolnić ze stanowiska blogowego fotografa ;-)

  • dekorator amator Sierpień 6, 2016   Reply →

    Haa mieszkam w Gdańsku13 lat i nigdy nie byłam w żadnej z tych knajp. Mam swoje ulubione w trochę innym klimacie ale muszę zabrać męża na tę zachwalaną zupę rybną bo uwielbia :)

    • mojedolcevita Sierpień 8, 2016   Reply →

      Ta zupa była fenomenalna, więc koniecznie! I napisz mi o Twoich ulubionych miejscach, to będziemy mieli gotową listę przy następnej wizycie w Trójmieście. Pozdrowienia!

  • Monika Lipiec 29, 2017   Reply →

    Skąd ta piękna jeansowa sukienka ??

    • mojedolcevita Sierpień 5, 2017   Reply →

      Monika, to zara ;-)

Leave a comment