Teraz JA: Detoks – półmetek

Za nami kolejny tydzień i kolejne podsumowanie detoksowej codzienności.

 

Jak już zapewne wiecie, musiałam trochę zmienić moje detoksowe plany. Od zeszłego wtorku miałam przejść na same warzywa i owoce, jednak okazało się, że mój organizm nie jest zbyt entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu. Po dwóch dniach jedzenia w większości surowizny mój żołądek zwyczajnie zastrajkował. Oczywiście natychmiast skonsultowałam się z Darią, którą poradziła mi wejść na opcję detoksu również opisywaną w książce, jednak dużo łagodniejszą – na detoks jaglano – warzywny. Taka opcja detoksu jest również najłatwiejsza do przetrwania. Co prawda planowałam zmierzyć się w nieco większym wyzwaniem, ale nie miałam wyjścia – mój organizm zdecydował za mnie.

 

O zaletach kaszy jaglanej słyszeli już chyba wszyscy. Bezglutenowa, z dużą zawartością białka i witamin z grypy B, żelaza i miedzi. Lekkostrawna, o właściwościach antywirusowych. Zawiera też krzemionkę, dzięki czemu jest cudownym kosmetykiem dla skóry, włosów i paznokci. Wspaniale działa na żołądek i jelita, więc warzywa jedzone w jej towarzystwie nie podrażniają, szczególnie, jeśli są upieczone, lub uduszone.

 

Jadłospis

 

Szybko przestawiłam się na nowe menu. Po porannym nawodnieniu (2 szklanki wody i 1 szklanka zmielonego siemienia lnianego) na śniadanie jemy jaglankę z owocami (do wyboru: z truskawkami, gruszkami, bananami, brzoskwiniami), na obiad – kaszotto jaglane (lub gryczane) z duszonymi, lub gotowanymi na parze warzywami (papryką, cukinią, pomidorami, brokułami, ziemniakami, czy co tam mamy w lodówce). Podwieczorek to zazwyczaj zielony smoothie ze szpinaku, roszponki, lub miksu sałat (do wyboru) i owoców: gruszek, bananów, jabłek, brzoskwiń, ananasa (do wyboru) z dodatkiem natki pietruszki, wody kokosowej, amarantusa, otrąb itp. Kolacja to czas na rozgrzewającą gęstą zupę. Lub chłodne gazpacho, jeśli temperatura w ciągu nie dała nam się we znaki.

 

Efekty i wrażenia

 

Po tym prawie tygodniu właściwego detoksu, a na półmetku całej naszej zdrowotnej akcji już wiemy, że kasza  z owocami i warzywami to dania, które zostaną z nami na długo po jego zakończeniu. Ale to nie jedyna wiedza, jaką zdobyliśmy. Dużo cenniejszą jest zmiana percepcji odżywiania, która zaszła w naszych głowach – zaczęliśmy dostrzegać, że da się żyć bez słodyczy, mięsa i mleka, mimo ze wcześniej wydawało nam się to kompletnie niemożliwe. Tomek był typowym mięsożercą, a teraz wyszukuje dania i restauracje wegańskie. Gdyby kilka miesięcy temu ktoś mi to powiedział – nigdy bym nie uwierzyła. Czego nam najbardziej brakuje? Jajek na miękko.

 

Nie mamy jednak zamiaru zupełnie zrezygnować z mięsa i przetworów z krowiego mleka, ale będziemy je jeść raczej okazjonalnie. Mięso zastąpimy rybami, a mleko krowie – roślinnym. Generalnie przestawiamy się głównie na produkty pochodzenia roślinnego.

 

Kolejną korzyścią, jaką powitaliśmy z największą radością jest kompletny spadek zapotrzebowania na słodycze. Przed rozpoczęciem mojej przygody z detoksem, popołudniami mogłam wchłonąć ich każdą ilość. momentami nawet przychodziło mi do głowy, że to już uzależnienie. Teraz kompletnie nie mam na nie ochoty. Marcelina czasem je lody i gofry, a na nas nie robią one żadnego wrażenia.

 

Kolejne bonusy? Proszę bardzo. Power psychiczny, takie poczucie typu „wiem ze wszystko mogę, że dam radę, że potrafię”. Cudowna sprawa. Ale to nie wszystko: brak słodyczy, duża ilość wody, regularne posiłki i brak podjadania między nimi ma jeszcze jedną korzyść: -3,3 kilo u mnie i -4 u Tomka.

Oczywiście nie to było naszym celem, ale chyba jakoś będziemy w stanie zaakceptować ten efekt uboczny ;-))

 

Nowe smaki, nowe miejsca

 

Okres detoksu, ze względu na ograniczenia, jakie na nas nałożył, zachęcił nas do testowania nowych smaków. I to takich, do których gdyby nie on – prawdopodobnie nigdy byśmy nie dotarli, bo wegańskie restauracje nie leżały dotychczas w kręgu naszych zainteresowań. Kiedy więc obudziwszy się w ostatni, sobotni poranek stwierdziliśmy, że mamy ochotę na śniadanie poza domem, a żadne z dotychczas odwiedzanych miejsc nie było w stanie sprostać naszym nowym oczekiwaniom, zaczęliśmy szukać. I znaleźliśmy. Każdego z weekendowych dni odwiedziliśmy zupełnie nowe dla nas miejsce.

 

Na sobotni obiad – Krowarzywa

ul. Hoża 29/31

 

To był nasz trzeci dzień detoksu – a Tomek mówi, ze chce burgera. I zanim jeszcze zdążyłam wyrazić swoje oczywiście niepochlebne zdanie na ten temat dodał, że to ma być burger vegański, co bardzo mnie zaciekawiło. Szczególnie, kiedy okazało się, że jest też opcja z kotletem z kaszy jaglanej. Pojechaliśmy.

Nie wiem, czy to za sprawą sobotniego popołudnia, czy marszu KOD-u, ale w lokalu i wokoło niego kłębiło się mnóstwo ludzi. Część z nich trzymała w rękach małe, białe karteczki, część – zajadała się w najlepsze.

Zajrzeliśmy do menu. Wybrałam “Jaglanexa” – burgera z kaszy jaglanej, pestek dyni, słonecznika, kolendry i ziół. Tomek zdecydował się na “Warzywexa” z marynowanych warzyw. Bułki oddaliśmy Kudłatej, ale do wyboru są jasne, ciemne razowe i bezglutenowe. Dostaliśmy naszą karteczkę. Piętnaście minut czekania i w naszych rękach wylądowały cieplutkie, aromatyczne, vegańskie burgery. Były po prostu pyszne.

W trakcie czekania poczytaliśmy trochę o tym miejscu: Burgery są nie tylko bez mięsa, ale też bez jajek i krowiego mleka. Założeniem właścicieli było takie ułożenie menu, by nie pojawiły się w nim żadne produkty pochodzące od zwierząt. Kawa serwowana jest z mlekiem roślinnym, a bułki piecze mała piekarnia z ponad stuletnią tradycją. To wszystko przekłada się na smak. Bardzo Wam polecam to miejsce, jeśli macie ochotę na burgera w zdrowszym wydaniu – my z pewnością będziemy tu wracać.

 

FullSizeRender 235

FullSizeRender 232

 

Na niedzielne śniadanie – Think Love Juices & Vegan Food 

ul. Francuska 14

 

Zielona, zalana słońcem ulica Francuska powoli budziła się do życia. Mimo to, w Think Love Juices sporo stolików było już zajętych. Początkowo usiedliśmy na zewnątrz, ale chłód poranka dawał się jeszcze we znaki, więc przenieśliśmy się do środka. Białe wnętrze w klimacie kafejki w nadmorskim kurorcie pachniało kawowo…i bardzo zapraszająco. Zanim jeszcze zdążyliśmy zajrzeć do menu, w lodówce obok baru wypatrzyłam bardzo apetyczne i wypełnione jakąś tajemniczą zawartością słoiki. Okazało się, że jeden z nich to budyń jaglany z limonką, szpinakiem, mlekiem kokosowym, orzechami i truskawkami – na niego się zdecydowałam. Drugi, gryczany z karobem, syropem klonowym, mlekiem kokosowym, orzechami i granatem wzięliśmy z Tomkiem na wynos na poniedziałkowe śniadanie.

 

Tomek zamówił domową granolę z musem kokosowym, pistacjami, owocami i jadalnymi kwiatami, a dla Marceliny wzięliśmy kanapkę z warzywami i pastą z orzechów nerkowca…której nawet nie spróbowała, bo zdecydowanie bardziej spodobał się Jej mój zielono – czerwony słoiczek, który to skonsumowała prawie w całości, po czym poprawiła owsianką taty.

Wrażenia z Think Love Juices? Jak najlepsze. Jest pysznie, lekko, ale sycąco. Po ich śniadania w słoikach, świeże soki, czy kanapki można wpaść w drodze do pracy, lub zjeść z rodziną, podziwiając Francuską w weekendowy poranek. Już wiemy, że to miejsce również wpisze się na stałe na naszą listę ulubionych warszawskich “śniadaniowni”.

 

FullSizeRender 234

FullSizeRender 227

FullSizeRender 229

FullSizeRender 230

 

Cele na nowy tydzień

 

W piątek kończymy detoks i zaczynamy fazę wychodzenia z niego. To etap równie ważny jak przygotowanie (i bardzo do niego podobny) i nie wolno go pominąć. Ma on na celu w delikatny sposób przygotować organizm do powrotu do normalnego, bogatszego jadłospisu, choć my już teraz wiemy, że na pewno nie wrócimy do tego, co było.

W przyszły poniedziałek zapraszam Was więc na kolejne niusy z detoksowego frontu. A w najbliższy piątek oficjalne ważenie. Kto z nas wygra zakład? Tego jeszcze nie wiadomo, ale coś Wam zdradzę: wczoraj kupiłam sobie nową sukienkę na lato ;-)

You may also like

8 comments

  • Daria Czerwiec 8, 2016   Reply →

    Brawo dla Was

  • ewa Czerwiec 8, 2016   Reply →

    Brawo za wytrwałość i to że słuchasz swego organizmu, nie robiąc nic na siłę. I gratuluję efektów ubocznych. Z niecierpliwością czekam na finał i wyniki. Trzymam kciuki!
    Jaglanka z warzywami jest super! Ja lubię z tartą marchwią do tego kurkuma, chilli i słodka papryka. Znowu mi się odechciewa mięsa…

  • Kasia Czerwiec 8, 2016   Reply →

    W Krowarzywa polecam najbardziej cieciorexa :)

    Kasze są świetne – ostatnio naprawdę jest spory wybór, ja ostatnio zajadam się orkiszową.

    • mojedolcevita Czerwiec 8, 2016   Reply →

      W takim razie wpisuję na listę do wypróbowania i Cieciorexa i kaszę orkiszową, bo tej odmiany jeszcze nie próbowałam. Dzięki za polecenie! ;-*

  • Daria Czerwiec 8, 2016   Reply →

    Mocno Wam kibicuje i czekam z niecierpliwością na wyniki tej Waszej szalonej rywalizacji

    • mojedolcevita Czerwiec 10, 2016   Reply →

      Wyniki ogłoszę w poniedziałek, przy okazji kolejnego posta. Całusy!

  • Kamila Czerwiec 8, 2016   Reply →

    Wow! Brawo! Już nie mogę się doczekać książki… Powinna być u mnie w piątek… Ale szczerze powiem, że ten detoks to nie lada wyzwanie… Mój Mąż jest mega mięsożercą. Nie wyobrażam go sobie na tym detoksie;)
    Ja, w każdym razie, zaczynam mój niebawem.
    3-4kg też bym chętnie oddała;)

    Pozdrawiam!

    • mojedolcevita Czerwiec 10, 2016   Reply →

      I jak, książka dojechała?
      To prawda, detoks to wyzwanie, ale nieco pocieszające jest, że w tej wersji z kaszą jest dużo lżejszy do zniesienia. Szczególnie jeśli ktoś lubi kaszę jaglaną, a ja uwielbiam.
      Co do Męża,to ja też byłam pewna, że Tomek tego nie wytrzyma, a tym czasem to ona zaczął szukać wegańskich potraw…więc wszystko jest możliwe. Kwestia motywacji, celów…no i efektów, bo trzeba przyznać, że nic bardziej nie motywuje, jak właśnie one.
      Daj znać, jak Ci idzie książka i jakie masz wrażenia.
      Uściski!

Leave a comment