Wiosna w mojej kosmetyczce, czyli testuję kosmetyki mineralne

Wiosna obudziła we mnie chęci na zmiany. Słońce, zieleń za oknem, lżejsze ubrania – to wszystko sprawiło, że postanowiłam wprowadzić jakieś nowości również do mojego codziennego makijażu.

 

Zależało mi na kosmetykach lżejszych, bardziej naturalnych, które delikatnie rozświetlą skórę na mojej twarzy i pozwolą jej lepiej oddychać. Zachęcona pozytywnymi opiniami postanowiłam przetestować kosmetyki mineralne Annabelle Minerals. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Jak same wiecie wybór nowego podkładu i dobranie odpowiedniego koloru to karkołomne zadanie, więc postanowiłam sobie pomóc i po prostu wybrałam się do sklepu AM przy ul. Mokotowskiej w Warszawie w nadziei, że znajdę tam profesjonalną pomoc i mój nowy, wiosenno – letni podkład.

 

AM

 

Nie zawiodłam się. W małym sklepiku pełnym słoiczków z czarnymi wieczkami trafiłam w sprawne ręce Pani Izy. Mnie pozostało tylko zdecydować, czy chciałabym podkład matujący, czy rozświetlający. Standardowo wybrałabym matujący, bo takie kupowałam zazwyczaj, ale ponieważ obiecałam sobie próbować nowych rzeczy – zdecydowałam się na rozświetlający. Efekt był delikatny, ale widoczny. Twarz była ożywiona i faktycznie rozświetlona – jakby po urlopie. Do tego Pani Iza zaproponowała mi dwa odcienie różu – koralowy (takiego używałam dotychczas) i chłodniejszy, bardziej różowy (kolor Rose) – i ten właśnie wybrałam. Do tego cienie – jasny Vanilla i ciemniejszy Cappuccino.

No to miałam już kosmetyki. Teraz trzeba było nauczyć się ich nakładania, co przy produktach mineralnych wcale nie jest takie oczywiste. Oczywiście podpatrywałam Panią Izę, kiedy nakładała je na moją twarz, ale wiadomo, że wprawna ręka specjalistki, to nie to samo co niepewna amatorki. Ale biorąc pod uwagę fakt, że ludzie budują statki kosmiczne, postanowiłam wziąć mineralnego byka za rogi: nasypałam trochę podkładu na wieczko, dotknęłam pędzlem, nadmiar otrzepałam i zaczęłam nakładać go okrężnymi, delikatnie „wcierającymi” ruchami, poczynając od środka twarzy (nosa) na zewnątrz. Trochę to trwało, bo starałam się robić to dokładnie. Dodatkowo ustawiłam lustro na stole w pobliżu okna, żeby na bieżąco obserwować, czy efekt jest równomierny. Poszło zaskakująco dobrze. Podkład dobrze rozprowadził się na twarzy, nie narobił plam. Nałożenie różu i cieni poszło jeszcze łatwiej. Patrzyłam w lustro całkiem z siebie zadowolona. Twarz wyglądała jak smagnięta słońcem, rozświetlona, ożywiona. Makijaż był, ale ledwo widoczny. Podobno zawsze trzeba odczekać kilka chwil, nim minerały stopią się ze skórą, żeby ostatecznie ocenić efekt. U mnie wyszedł on lepiej niż dobrze.

Byłam jeszcze ciekawa, jak mój mineralny makijaż zniesie trudy zwykłego dnia, klimatyzację w samochodzie i w pracy i słońce po. W połowie dnia z miłym zaskoczeniem zauważyłam, że moja mieszana skóra, która zwykle już koło południa trochę się świeci, tym razem świeciła się znacznie mniej. Widać więc, że minerały działają i robią swoje.

Reasumując, efekt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bałam się, że nie poradzę sobie z kosmetykami w formie sypkiej, że efekt będzie zbyt delikatny, że nie będę potrafiła odpowiednio dobrać ilości i rozprowadzić tych produktów. Tymczasem wszystkie obawy okazały się bezpodstawne. Poradziłam sobie bez problemu i moja skóra była z tego wyboru wyraźnie zadowolona. Bo wyobraźcie sobie, że większość kosmetyków Annabelle Minerals (podkłady, róże, korektory) zawiera tylko 4 składniki, do tego w pełni naturalne i bezpieczne dla skóry, dzięki czemu są one świetne również dla osób z cerą wrażliwą, alergiczną, atopową, problematyczną, ale i dla eko-fanek, weganek, dla kobiet w ciąży, dziewcząt dopiero rozpoczynających swoją przygodę z makijażem i wszystkich innych, poszukujących dobrych formuł i minimum składników.

Do wyboru mamy 22 odcienie podkładu, dzięki czemu każda z nas dobierze coś dla siebie. No i nie trzeba się od razu decydować na kupowanie pełnowartościowego produktu, bo na stronie annabelleminerals.pl można zamówić próbki. Na przykład dowolny podkład (kryjący, rozświetlający, lub matujący) kosztuje 8,90 zł za 1g, dzięki czemu nie ryzykujemy utraty pieniędzy i możemy swobodnie potestować produkty przed ostatecznym wyborem. Trzeba jednak przyznać, że kwoty, które trzeba zapłacić za pełnowartościowe produkty są i tak bardzo atrakcyjne: opakowanie podkładu, które starcza na około pół roku kosztuje 39,90 zł (4g). Róż, który wybrałam to ta sama waga (4g) i cena 39,90 zł. Cienie: 29,90 za 3g. A pędzel kabuki, idealny do nakładania tych produktów: 32,90 zł.

No i są to kosmetyki polskie – Ania Szczerba, założycielka marki nie mogła znaleźć kosmetyków odpowiednich dla siebie, więc postanowiła zrobić własne – opracowała autorskie formuły, znalazła polskie laboratorium, korzysta ze składników pochodzących wyłącznie z Unii Europejskiej. Kolejny dowód na to, że kobieta potrafi ;-)

 

Po tym dość krótkim okresie testowania już wiem, że kosmetyki mineralne zostaną ze mną na dłużej. Będę z przyjemnością korzystała z nich przez całą wiosnę i lato. A Wy używacie minerałów? jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń z nimi, więc jeśli tylko macie chwilę, to podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami – z chęcią o nich poczytam.

 

FullSizeRender 167

FullSizeRender 164

FullSizeRender 165

 

You may also like

4 comments

  • Ola Maj 14, 2016   Reply →

    A gdzie Twoje zdjęcie z efektami? :-(

    • mojedolcevita Maj 14, 2016   Reply →

      Nie miał kto mi go zrobić, ale nadrobię w weekend i dorzucę ;-) Uściski!

  • Ola Maj 14, 2016   Reply →

    To czekam

    • mojedolcevita Maj 17, 2016   Reply →

      Ola, ten ostatni post jest specjalnie dla Ciebie ;-)

Leave a comment