Pierwsze dni w przedszkolu i molekularne lody

Pierwsze dni w przedszkolu za nami. Było różnie. Wygląda jednak na to, że Kudłata coraz lepiej się tam czuje – wczoraj po raz pierwszy zdecydowała się zabrać do przedszkolu ukochaną Peppę. Oznacza to także, że nasze patenty na przedszkolną adaptację działają – jakie? O tym w poniższym poście.

Przedszkole to dla dziecka wielka rewolucja. Szczególnie dla tego, które nigdy nie chodziło do żłobka i do tej pory wszystko wokół miało podporządkowane pod jego potrzeby. A rodzice, rodzina i np. niania zawsze byli obok. Dlatego najważniejszą rolą rodziców w tych pierwszych dniach jest

 

zadbanie o poczucie bezpieczeństwa

Jak? Rozmawiać, opowiadać, tłumaczyć. Pokazać, że przedszkole to coś całkowicie naturalnego. My wykorzystaliśmy do pomocy książki (o nich TU) i codziennie tłumaczyliśmy, że mamusie i tatusiowie chodzą do pracy, a dzieci chodzą do przedszkola. Marcelina zapamiętała to na tyle dobrze, że teraz sama sobie to powtarza przynajmniej kilka razy dziennie.

 

Panuj nad emocjami…głównie swoimi

Doświadczyłam tego sama. Permanentny ścisk żołądka przez pierwszy tydzień. Niemożność skupienia się na czymkolwiek innym. W głowie tylko jedno: przedszkole. Robiłam jednak wszystko, by Marcelina tego nie widziała. Na zewnątrz byłam optymistyczna, spokojna, cierpliwa i zdecydowana. Wiedziałam, że mój ewentualny niepokój, czy strach, od razu zostanie zauważony. Nie było łatwo. Ale jakoś dałam radę.

 

Krótkie pożegnanie

Zasada numer jeden: nie uciekamy ukradkiem. To według mnie najgorsze, co można zrobić. Dziecko nie wie, co się stało, dlaczego mama nagle zniknęła. Poczucie bezpieczeństwa leży. Dlatego po wejściu do przedszkola i założeniu kapci, razem idziemy do sali, witamy się z panią i dziećmi. Wtedy też jeszcze raz mówię Marcelinie kto ją odbierze i kiedy to będzie. Oczywiście nie podaję godziny, tylko porę: po obiedzie, po leżakowaniu, przed podwieczorkiem. I bardzo pilnuję, by dokładnie tak było. Potem buziak na pożegnanie, krótkie papa i wychodzimy. Nie oglądając się za siebie. Żadnego zaglądania do sali przez okno, czy niedomknięte drzwi. Jeśli dziecko zauważy, że mama wróciła, nie odejdzie od okna/drzwi, bo może mama wróci jeszcze raz?

 

Wcześniejsze odbieranie

Na początku ma sens. Dla czującego się bardzo niepewnie malucha, sytuacja, kiedy dzieci wychodzą, a ono zostaje jest wyjątkowo stresująca, więc jeśli tylko możemy, odbierajmy dziecko odrobinę wcześniej. My zaprowadzamy Marcelinę razem, jadąc do pracy około 8.30, a przed 15.00 odbiera ją Niania.

 

Nie zmuszaj

Maluch nie chce leżakować, lub nie zjada wszystkiego? Nie zmuszajmy. Zachęcajmy. Marcelina codziennie mówi, że nie chce spać w przedszkolu. Tłumaczę, że nie musi, jeśli nie chce, ale pokazuję plusy leżakowania: np. będziesz miała więcej siły na zabawę z dziećmi. Lub pokazuję, że bohater ulubionej książki – Tupcio Chrupcio też leżakował w przedszkolu. Na razie działa. Kudłata codziennie śpi w przedszkolu, na dodatek usypia bardzo szybko. Ale też codziennie mówi, że spać nie chce.

.

Współpracuj z opiekunami i słuchaj ich rad

W pierwszych dniach czułam się bardzo niepewnie. Szczególnie przy pożegnaniu nie wiedziałam, w którym dokładnie momencie wyjść. Poprosiłam panią, żeby dała mi dyskretny znak. W końcu ona ma dużo większe doświadczenie w tej kwestii, więc postanowiłam nie udawać wszechwiedzącej i zdać się na nią. Pomogło. Dalej wiedziałam już dokładnie, który moment jest najlepszy.

 

Bez pośpiechu

Powiedzmy sobie szczerze – w tych dniach i rodzice i maluchy są już dostatecznie zestresowani. Nie ma sensu dokładać sobie niepotrzebnych emocji. Dlatego zawsze ustawiam budzik odpowiednio wcześniej – nerwowe bieganie po domu i poganianie co chwila to ostatnie, czego rano potrzebujemy.

.

I na koniec:

Pozwólmy dziecku na okazywanie niezadowolenia, czy emocji, których do tej pory nie było. W końcu zaszła ogromna zmiana, prawdopodobnie największa w jego dotychczasowym życiu i maluch musi mieć czas by to zaakceptować.

 

W ramach relaksu i odmiany ostatni weekend postanowiliśmy spędzić w Warszawie. Odpocząć, polenić się trochę, pobyć tylko ze sobą… Zaplanowaliśmy też jedną szczególną atrakcję, o której napiszę Wam wkrótce. No i lody – nie mogło ich zabraknąć w taki weekend, zwłaszcza, że Tomek wynalazł lodziarnię, która mrozi lody ciekłym azotem na oczach klienta. No nie mogliśmy ich nie spróbować. A że znajduje się ona obok ulicy Francuskiej na Saskiej Kępie, od razu zaplanowaliśmy spacer.

Zaczęliśmy oczywiście od słodkości. Bazą w Nitro Lodach są typowe lody, lub jogurt. Wielkości: małe lub duże. I dodatki. Potem wszystko jest mieszane w mikserze, po czym traktowane ciekłym azotem. Cały proces trwa bardzo szybko, ale my zaliczyliśmy dodatkowy pokaz. Sprzedawca miał córeczkę w wieku Marceliny, więc na własne oczy mogliśmy zobaczyć jak wygląda i zachowuje się ciekły azot. A potem był spacer. I cudowna Saska Kępa. Z resztą sami zobaczcie ;-)

 

IMG_0485.JPG

IMG_0489.JPG

IMG_0494.JPG

IMG_0488.JPG

IMG_0490.JPG

IMG_0498.JPG

IMG_0495.JPG

IMG_0501.JPG

IMG_0496.JPG

IMG_0497.JPG

IMG_0503.JPG

 

 

You may also like

5 comments

  • Anonim Wrzesień 11, 2015   Reply →

    Też mam w domu małą Julię która została przedszkolakiem, i też było i jest różnie, dziękuję za ten post, oznacza on że nie tylko ja odczuwam tak skrajne emocje w związku z pójściem dziecka do przedszkola, a przecież mam już starszą Paulinkę- drugoklasistkę. Za każdym razem jednak emocje są takie same.
    Był post o jesiennej garderobie mamy- kupiłam prawie identyczne rzeczy i są super, dodałam jeszcze tylko szare dzianinowe ponczo za biodra z kapturem, a co z jesienną garderobą córki? Czekam na inspiracje, pozdrawiam serdecznie

    • mojedolcevita Wrzesień 11, 2015   Reply →

      Joasiu, wydaje mi się, że emocje za każdym razem są takie same – w końcu każdy maluszek przeżywa to na swój sposób, dla niego to wielka nowość, więc nie ma możliwości, by mama przeżywała mniej ;-) Do tego się chyba nie da przyzwyczaić.
      A co do garderoby, to bardzo mi miło, że post Ci się przydał. A gdzie kupiłaś to szare ponczo? Bo bardzo by mi się przydało coś takiego, więc będę Ci wdzięczna za namiary. Co do jesiennej szafy Marceliny, to właśnie trwa kompletowanie (pierwsze zakupy robiliśmy stricte pod kątem przedszkola, więc królowały legginsy, bawełniane bluzki i buty na rzepy) więc prezentacja będzie wkrótce ;-) Uściski!

  • Ewelina W. Wrzesień 20, 2015   Reply →

    Mam małe zaległości w czytaniu postów

  • Ewelina W. Wrzesień 20, 2015   Reply →

    Mam małe zaległości w czytaniu postów

    • mojedolcevita Wrzesień 20, 2015   Reply →

      No to koniecznie musisz nadrobić! ;-)

Leave a comment