„Kółko i krzyżyk”, czyli o nowej klubokawiarni na Bielanach

Niedziela jaka była – każdy wie. Czasem słońce, czasem deszcz. I oczywiście – jak to bywa w weekend – z przewagą tego drugiego.

W sytuacji bardzo ograniczonych możliwości spędzenia wolnego czasu na powietrzu, postanowiliśmy odwiedzić dopiero co otwartą klubokawiarnię „Kółko i krzyżyk”. W naszej okolicy nie ma zbyt wielu podobnych miejsc, dlatego wybraliśmy się tam z ciekawością i – co tu ukrywać – z dużymi nadziejami.

Klubokawiarnia mieści się w jednym z nowych bloków przy ul. Rydygiera (pomiędzy ulicami Broniewskiego i Powązkowską). Kolorowe krzesła i stoliki przed wejściem wyglądają zachęcająco, a duże okna gwarantują, że wewnątrz będzie jasno i przestronnie. I tak faktycznie jest. Przy wejściu, kasa i lada ze słodkościami, dalej przestronna sala z półkami pełnymi zabawek i stolikami, na końcu – oddzielna i zamykana sala zabaw. Całe pomieszczenie – wielkie i piękne.

Wchodzimy i siadamy przy jednym ze stolików. A że to pora drugiego śniadania, pierwsze kroki kierujemy w kierunku lady. Pierwsze zaskoczenie – w menu wyłącznie słodycze – pytam o cokolwiek do jedzenia poza ciastami i ciastkami – okazuje się, że jest jeszcze tarta z kurczakiem i ananasem. Zamawiam ją dla Marceliny. Dla nas biorę koktajl ze szpinakiem, bananem i pomarańczą, pytając jednocześnie o rozbudowę menu – podobno już za kilka dni będzie znacznie bogatsze. Pojawią się sałaty, zupy, tosty, naleśniki – wszystko robione na miejscu. Kudłata pochłania tartę w pięć minut, a w gratisie dostaje bardzo smaczną babeczkę – taki prezent na otwarcie klubokawiarni…po czym rusza na jej podbój.

A jest co podbijać – bo na całym terenie kawiarni, na półkach sięgających od ziemi do sufitu piętrzą się zabawki, książeczki, naklejki… i to takie naprawdę ciekawe i piękne. Sama mam ochotę wziąć w ręce każde pudełko…Marcelina nie zastanawia się i po prostu od razu je bierze, w końcu ma wszystko w swoim zasięgu na półkach tuż nad ziemią. Co chwila wyjmuję więc z Jej rąk kolejne pudełko/piłkę/książeczkę/zabawkę tłumacząc, że żeby się nimi pobawić, najpierw trzeba zapłacić… Nie muszę Wam chyba opowiadać, że nie do końca trafiała do Niej moja argumentacja… Choć i tak uważam, że podeszła do sprawy z dużym zrozumieniem, bo po kilku próbach zdjęcia zabawek z półek dała spokój. Obawiam się jednak, że nie każde dziecko wykazałoby w tej sytuacji tak daleko idącą wyrozumiałość. Więc pomysł z klubokawiarnią i sklepem z zabawkami w jednym uważam za bardzo fajny, ale niech znajdują się one poza zasięgiem dziecięcych rączek. W przeciwnym razie rodzinne wyjście do kawiarni może zakończyć się rodzinną wojną.

Niestety poza oglądaniem niewątpliwie atrakcyjnych zabawek, Kudłata nie za bardzo miała czym się zająć. Ogólnodostępne zabawki znajdowały się co prawda w sali edukacyjnej, jednak podczas naszego pobytu odbywało się tam przedstawienie. Oczywiście mogliśmy wziąć w nim udział, do czego serdecznie nas zapraszano, jednak w tym momencie nie mieliśmy na to ochoty. Chcieliśmy po prostu posiedzieć i porozmawiać, zjeść coś i mieliśmy nadzieję, że Marcelina będzie miała czym się zająć. Dlatego w głównej sali bardzo przydałoby się wydzielone miejsce do zabawy – tymczasem poza małym kojcem z zabawkami dla maluszków, nie było tam miejsca dla dzieci nieco większych. Poza kulodromem i rzutkami na ścianach, przy których automatycznie zgromadziły się wszystkie dzieci, nie było tam nic dla 2,3, czy 4 latków. Bardzo by się przydał choć mały kącik z jakimiś poduszkami i ogólnodostępnymi zabawkami, czy książkami, z których mogłyby korzystać większe maluchy. Cokolwiek…ale żeby było.

Podzieliłam się dzisiaj tymi uwagami na facebookowej stronie “Kółka…” – dostałam budującą odpowiedź, więc jestem pewna, że po wprowadzeniu kilku drobnych modyfikacji, będzie to miejsce wprost idealne – czego z całego serca mu życzę. Wola ma nasze ulubione ToZo Cafe na Górczewskiej, gdzie wpadamy bardzo często, więc mamy nadzieję, że Bielany już niedługo będą się szczycić “Kółkiem i krzyżykiem”.

 

IMG_1467.JPG

 

IMG_1463.JPG

 

IMG_1469.JPG

 

IMG_1468.JPG

 

IMG_1464.JPG

 

IMG_1471.JPG

 

IMG_1470.JPG

 

IMG_1472.JPG

 

IMG_1473.JPG

 

IMG_1474.JPG

 

IMG_1477.JPG

 

IMG_1478.JPG

 

IMG_1480.JPG

 

IMG_1483.JPG

 

IMG_1481.JPG

 

IMG_1482.JPG

 

 

 

 

You may also like

4 comments

  • Kasia Maj 11, 2015   Reply →

    Nie macie kłopotów z jedzeniem u Marceliny?

    • mojedolcevita Maj 11, 2015   Reply →

      Kasiu, absolutnie żadnych! Jedyne, czego nie zje, to sałata, poza tym wciąga absolutnie wszystko, od sushi, przez owoce morza, surowe wędliny typu prosciutto, wszystkie warzywa, makarony, kasze, śliwki i gruszki w occie, kapustę kiszoną…po prostu wszystko i oby Jej się nie zmieniło! ;-) Uściski!

      • Kasia Maj 12, 2015   Reply →

        O to zazdroszczę u mnie jest odwrotnie, ale pocieszam się, że kiedyś będzie lepiej ;)

        • mojedolcevita Maj 14, 2015   Reply →

          To trzymam za to mocno kciuki! Uściski!

Leave a comment