Nie zawsze jest różowo…

Dziś miał być post o wyborze przedszkola dla Marceliny. Ale ten temat musi poczekać. Dostałam wczoraj ważną wiadomość od Czytelniczki – nota bene – Matyldy, która dała mi trochę do myślenia.

Jeśli zaglądajcie tu czasem to wiecie już, że nie lubię narzekać. Naprawdę. Nie na pokaz. Robię to rzadko i niechętnie również prywatnie, bo szkoda mi na to czasu. Wolę skupić się na tym, by ewentualny problem rozwiązać, a złych emocji pozbyć się jak najszybciej, zamiast analizować je, czy tym bardziej – opisywać. Dlatego na blogu jest pozytywnie i dlatego zachowuję tam wyłącznie dobre zdarzenia i wspomnienia. Ale jak każdy – miewam gorsze momenty, dni, kiedy nic mi się nie chce i wszystko jest do bani. Do tej pory nie dzieliłam się z Wami tymi chwilami. Ale od tej pory będę. Czasami 😉

Choć chwila to chyba za mało powiedziane bo ta, o której chcę Wam opowiedzieć, trwa już jakieś dwa miesiące. Wiosna już czeka za rogiem, obiecywałam Wam wpisy motywacyjno – dietetyczne, a tymczasem w temacie cisza głucha. No ale jak mam pisać jak nic w tym kierunku nie robię? Chociaż w sumie robię tylko kompletnie w przeciwną stronę. Wpadłam w motywacyjny dół. Moja chęć do działania padła i wstać nie może, wiec pocieszam się słodyczami. A powiem Wam, że dawno mi tak nie smakowały! Nie wiem czy to przesilenie, czy coś innego, ale masakra totalna na całym polu. Dno. I dwa metry mułu.

I co najgorsze przekroczyłam magiczne 60 kilogramów, których po zeszłorocznej diecie z Darią obiecałam sobie nie przekraczać przynajmniej do 60-tki. Co prawda tylko o pół kilo, ale liczy się fakt. Przez te dwa miesiące kilka razy próbowałam wrócić na dobre tory, ale bezskutecznie. Pomijając zbyt duże ilości słodyczy, jadłam dobrze, ale co z tego, jeśli dostarczałam sobie nadprogramowej energii, której mój organizm nie był w stanie spalić… I którą niestety odłożył jak zwykle w dolnych partiach ciała…

Otrzeźwienie przyszło kilka dni temu – kiedy napisałam tekst do ostatniego posta, przyszedł czas by wybrać foty. Odpaliłam folder ze zdjęciami i nagle zobaczyłam TO – chociaż wolałabym tego nie widzieć. Jasne ubranie jeszcze spotęgowało efekt. Nie było dobrze. Cały poniedziałek biłam się z myślami. We wtorek wieczorem odpaliłam instagrama i weszłam na profil Ewy Ch. Zjadłam ostatnie cztery kostki ptasiego mleczka i wyrzuciłam pudełko. Przebrałam się w sportowe ciuchy, rozwinęłam matę i odpaliłam na You Tube „Skalpel”. Czterdzieści pięć minut później ledwo wstawałam z podłogi. Ale byłam szczęśliwa – endorfiny zrobiły swoje. Poczułam, że odbiłam się od dna wysadzanego czekoladkami.

Wczoraj na instragramie zamieściłam obietnicę: za miesiąc, 15 maja opublikuję moje zdjęcie z efektami ćwiczeń 4 razy w tygodniu – to mój dodatkowy motywator 😉 Ewa Ch. obiecuje, że po takim okresie już widać zmiany, zarówno w kształcie ciała, jak i w jakości skóry i zamierzam to sprawdzić. Kilka dziewczyn już się dołączyło. Będziemy się wzajemnie motywować, wymieniać doświadczeniami, bo przecież wiadomo, że w kupie raźniej. A to już naprawdę ostatni moment, by zdziałać coś jeszcze przed wakacjami. Może i Wy macie ochotę dołączyć? Jak coś, to czekamy na insta, wpadajcie na „mojedolcevitablog”.

Do zobaczenia!

 

IMG_1209.JPG

P.S. Zdjęcie tylko pozornie nie jest związane z tematem – wyjaśnienie na FB i na insta 😉 Dobrego wieczoru!

You may also like

14 komentarzy

  • ewa Kwiecień 16, 2015   Reply →

    Dzięki temu wpisowi poznałam się Cię od nieco mniej optymistycznej strony… jak każda kobieta miewasz zapewne lepsze i gorsze dni, ale napiszę Tobie, że ja być chciała ważyć 60 kilo, ba nawet 65 kilo… Ostatnio postanowiłam nieco się poruszać, nieco więcej niż zwykle (czyli prawie wcale). Teraz gdy mój synek zasypia, biorę książkę i czytając robię przysiady, brzuszki spinam poślady, i tak ćwiczę po kilkanaście minut. Muszę chyba też dać się pociąć skalpelem Ewy Ch. i trochę się przed latem ujędrnić. Pozdrawiam ciepło

    • mojedolcevita Kwiecień 17, 2015   Reply →

      Ewa, optymistką to ja jestem wielką i niepoprawną, ale oczywiście miewam problemy – jak każdy. Może tylko trochę inaczej do nich podchodzę, dlatego dla mnie szklanka zawsze będzie do połowy pełna 😉 A co do wyglądu, to już się przekonałam, że bez zdrowej diety i ćwiczeń ani rusz – dieta zbija kilogramy (70% skuteczności w odchudzaniu to właśnie dobra dieta), a ćwiczenia poprawiają ogólny wygląd i ujędrniają. Dlatego najlepsze efekty daje połączenie jednego i drugiego no i druga najważniejsza rzecz- systematyczność. Zrywy od wielkiego dzwonu nic nie dadzą. Wbijam to sobie teraz codziennie do głowy. Więc dziś wieczorem odpalaj skalpel – 45 minut później będziesz baaaardzo zadowolona 😉 Gwarantuję. Ja od trzech dni mam przegenialny nastój 😉

  • Ewa Kwiecień 17, 2015   Reply →

    Jakby nie to, że jestem prawie 3 tyg po porodzie to z chęcią dołączyłabym do Was ale niestety jeszcze chwile musze poczekac, za ciezki był poród żebym mogla teraz ostro ćwiczyc ale ale ale ? I mnie zmotywowałaś, bede cwiczyc to co moge bo dzisiaj wymienilam baterie w mojej wadze 🙁 stanelam na nią i zobaczylam cos czego nie chcialam zobaczyc. Do dzieła! Trzymam za Was kciuki i za siebie tez 🙂

    • mojedolcevita Kwiecień 17, 2015   Reply →

      Ewa, na Ciebie przyjdzie jeszcze czas. Teraz jeszcze odpoczywaj, a za kilka miesięcy będziemy trenować razem! Uściski!

  • LaraCroft Kwiecień 17, 2015   Reply →

    Jak rok temu chodziłam 6 razy w tygodniu na siłownie to był sukces dla mnie..a teraz pracuję więc czasu mam mniej ale też się zabieram za ćwiczenia i zabieram,że zabrać się nie mogę.Może uda mi się choć troszkę spłaścić brzuszek bo troszkę mi urósł…świąteczne kalorie Wrrr. Więc moje postanowienie jest takie więcej picia koktajli i ćwiczenia Ewy Chodakowskiej może spełnię chociąż to!
    A powiedz mi kochana co tam u Darii bo u niej na dietetycznym blogu cisza a chciałabym tam zaglądać jakie są nowinki dietetyczne i w ogóle. Uściski

    • mojedolcevita Kwiecień 17, 2015   Reply →

      Sześć razy to super wynik, dla mnie przy dziecku nierealny. Ale jak widać po tym masz zacięcie i potrafisz się zmobilizować, więc kochana nie ma co rozpamiętywać świąt, tylko wprowadzić koktaile, warzywa, duuużo wody + randki z Ewą i za miesiąc będzie o niebo lepiej. Dołącz się do wpisu na moim instagramie, to się będziemy razem motywować. A co do Darii, to ostatnio pochłania ją intensywne życie zawodowe, stąd przerwa na blogu, ale jest szansa, że wkrótce się to zmieni 😉 Całusy!

      • Lara Croft Kwiecień 18, 2015   Reply →

        Rok temu te 6dni w tygodniu ćwiczyłam choć przy dziecku miałam możliwość.Dziękuję dołączę na Instagram jak zainstaluje bo w obecnej chwili go nie posiadam. Miłego weekendu życzę 😉

        • mojedolcevita Kwiecień 20, 2015   Reply →

          Gwarantuję Ci, że jak już zainstalujesz, to wpadniesz po uszy! 😉 Loguj się i jakbyś miałam jakieś pytania z nim związane, to pisz śmiało!

  • paula Kwiecień 17, 2015   Reply →

    60… Ech. Co ja bym dała za to, żeby chociaż do 55 dobić… Ale cóż, 45,5 kg 6 miesięcy po porodzie. Dziecko wszystko ze mnie wysysa, a ja czuję się fatalnie jak patrzę na siebie w lustrze. Dlaczego nie można zrobić jakiegoś transferu kilogramów? 😉

    • mojedolcevita Kwiecień 17, 2015   Reply →

      Paula, myślę, że na ten transfer to miałabyś tabuny chętnych, nawet nieźle zarobić być na tym mogła ;-)) A tak na poważnie to faktycznie ważysz mało. Ile masz wzrostu? A nie myślałaś, żeby porozmawiać z jakimś dietetykiem na ten temat? Może po prostu potrzebujesz indywidualnej diety? Dziecko ma już pół roku, więc możesz sobie pozwolić na normalny jadłospis, więc to może dobry pomysł?

      • paula Kwiecień 17, 2015   Reply →

        171 cm wzrostu 😉 Synek nie raz walnął się o którąś z moich wystających kości. Zawsze oscylowałam pomiędzy 49-51 kg, ale teraz to już przesada… Ach gdyby się dało połączyć jakimś bluetoothem, zrobić mały transfer kg… Hehe 🙂 A tak na serio to rozglądam się za dietetykiem i robię morfologię, żeby upewnić się że wszystko git. Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie!

        • mojedolcevita Kwiecień 20, 2015   Reply →

          Jakby coś, to znam dobrą dietetyczkę 😉 Bo faktycznie ważysz mało, mamy w zasadzie tyle samo wzrostu, a ja nie wyobrażam sobie siebie z wagą poniżej 55 kg, a co dopiero poniżej 50… Ale masz rację, zrób badania, a jeśli się okaże, że wszystko ok, to może po prostu czas na indywidualną dietę… Trzymam kciuki za nas! 😉

  • Julia Kwiecień 18, 2015   Reply →

    Przeczytałam Twojego posta po opublikowaniu i dopiero dziś chce w tym temacie pare słów do Ciebie napisać, ponieważ jestem Twoja stała czytelniczka, choć nie Mama 😉 zainspirowalas mnie np. do kosmetyków Shiseido. Śledzę Twojego bloga, bo zwyczajnie wirtualnie Ciebie polubiłam. Na początku po tym ” nierozowym poście ” pomyślałam, ze zburzylas mi swój obraz całkowicie. Bo przecież nigdy nie pomyślałam, po czytaniu Ciebie, ze jestes tak malostkowa, zeby przejmować sie grubszymi nogami niz ma koleżanka 😉 w obliczu kochającego męża i zdrowej córki coz znaczą w gruncie rzeczy porządne nogi 😉 dziś powiem szczerze patrzę na tego posta inaczej. Z własnej perspektywy, bo przecież sama od 3 miesięcy zgubiłam 7kg za sprawa diety w zasadzie, tylko trochę ruchu w to włożyłam, zrobiłam to dla siebie tez zainspirowana koleżanka, która wg mnie wyglądała lepiej, szczuplej 🙂 reasumujac, rozumiem chwilowe czarnowidztwo, narzekanie i życzę wytrwałości w dążeniu do uzyskania wymarzonej wagi. Ściskam ciepło 🙂

    • mojedolcevita Kwiecień 20, 2015   Reply →

      Julia, wierz mi, że ja bardzo doceniam to, co mam najcenniejszego – czyli zdrową i kochającą rodzinę. Nic poza nimi tak naprawdę się nie liczy…Ale z drugiej strony jestem kobietą 😉 Na dodatek perfekcjonistką. Zawsze dużo od siebie wymagałam i to się przekłada na każdą sferę. Jeśli wiem, że mogę coś w sobie poprawić, ulepszyć, to będę do tego dążyć, bo nie lubię odpuszczać. A ponieważ czuję, że na tym polu mogę sporo zdziałać, to działam 😉 A narzekam tylko czasem 😉 Całusy!

Leave a comment