Projekt Lato 2014: Dietetyk – podejście pierwsze

“Jesteś tym, co jesz” mówi stara prawda i jak się okazuje jest to maksyma bardzo aktualna. Przynajmniej taki wniosek mogłam wysnuć na podstawie mojego pierwszego spotkania z dietetykiem.
Po co w ogóle umówiłam się na takie spotkanie?

Przede wszystkim dla zdrowia. O odżywaniu mam w moim mniemaniu całkiem niezłe pojęcie – ten temat zawsze mnie interesował, zakupy spożywcze zwykle staram się robić z głową, nie kupię produktu bez sprawdzenia jego składu itp. Tylko wiedza teoretyczna nie zawsze szła w parze z praktyczną. Przy małym dziecku zasoby wolnego czasu kurczą się drastycznie, wiec i czasu na przygotowywanie posiłków jest znacznie mniej. Jadłam więc zwykle coś w miarę zdrowego, ale nieregularnie, piłam wodę i zieloną herbatę ale w stanowczo zbyt małych ilościach.
Odchudzanie? Tym razem to nie był mój priorytet. Muszę przyznać, że od momentu zajścia w ciążę ten problem nie funkcjonuje (wcześniej oczywiście bywało różnie). W ciąży przytyłam zaledwie 10 kilo, zapewne też dlatego, że ukochane wcześniej słodycze w ogóle mnie nie pociągały, za to śledzie, przetwory w occie i ostre smaki – jak najbardziej. Po powrocie do domu ze szpitala (czyli 4 dni po urodzeniu Marceliny) miałam 1,5 kg nadwagi, którą szybko zgubiłam. Obecnie ważę 3 kilo mniej niż przed ciążą. Chciałabym się pozbyć 2 kilogramów, ale to wyłącznie dla mojego lepszego samopoczucia.
Dlatego byłam bardzo ciekawa, co na temat mojego obecnego stanu powie specjalista. Zapisaliśmy się więc oboje z T. (bo wiadomo, że razem zawsze łatwiej) i z niecierpliwością czekaliśmy na konsultację.
Jak wyglądało spotkanie?
Na początek zostaliśmy oboje postawieni na maszynie przypominającej wagę i podłączonej do komputera. Urządzenie mierzyło stosunek mięsni, tłuszczu, wody, kości, a program wyświetlał następujące informacje:
Mój wzrok oczywiście od razu wyłapał to, co najważniejsze – czyli ilość tłuszczu i wiek metaboliczny. 20 lat!! No, tego to się nie spodziewałam. Domyślałam się, że raczej nie będzie źle, ale nigdy bym nie przypuszczała, że będzie aż tak dobrze! Dietetyczka od razu wytłumaczyła, że ten wynik jest składową moich działań z kilku lat wstecz – jeśli więc generalnie dbałam o dietę i nie zarzucałam swojego organizmu nie wiadomo czym, to kilka tygodni mniej regularnych posiłków i małych deficytów wody nie wyrządzi dużych szkód. Dlatego też dieta, która zostanie dla mnie ułożona nie będzie dietą redukcyjną (bo nie o odchudzanie chodzi) – będzie to natomiast zdrowy i dobrze zbilansowany program żywieniowy, w którym znajdzie się wszystko (również słodycze) ale w rozsądnych ilościach i do jedzenia o odpowiednich porach. Poznam też zasady, które pomogą mi jeść zdrowo i cieszyć się jedzeniem (oczywiście podzielę się nimi z Wami) – bo nie oszukujmy się – jedzenie to jednak przyjemność tak powinno się na nie patrzeć.

Z innych ciekawostek – ostatnio moim problemem są rozdwajające się na potęgę paznokcie. Dietetyczka zapytała, czy po ciąży wypadały mi włosy, albo czy wcześniej miałam problemy z paznokciami. Odpowiedziałam, że nie i wtedy dowiedziałam się, że widocznie w moim organizmie było nagromadzonych na tyle dużo substancji odżywczych (oczywiście cały czas uzupełnianych dobrym odżywianiem), że wystarczyło mi to na ciążę i 14 miesięcy po. 

Reasumując: pierwszy punkt mojego planu pod kątem projektu Lato 2014 wkrótce zostanie zrealizowany: będę miała ułożoną dietę i nie będę musiała codziennie zastanawiać się, jak ułożyć posiłki. Muszę nauczyć się picia wody, bo to zdecydowanie moja pięta achillesowa, a powinnam wypijać łącznie 3-4 litry płynów dziennie (wypijam może połowę tego). Pozostaje jeszcze dorzucić ruch i zadbać o zewnętrzną powłokę, tzn. ujędrnić to i owo.

Projekt trwa. O wynikach, podejmowanych działaniach i skutecznych patentach będę Was informować na bieżąco. Może któraś z Was zechce się przyłączyć
W końcu w zdrowym ciele zdrowe cielę…jak to pamiętam z dzieciństwa…czy jakoś tak ;-))
 

You may also like

16 komentarzy

  • mandyrynka Marzec 17, 2014   Reply →

    Ale zazdroszcze tej idealnej wagi:) U mnie niby też minimalnie mniej niż przed ciążą, ale marzy mi się sylwetka mnie-studentki:)

    • Matylda Marzec 20, 2014   Reply →

      Wszystko jest do zrobienia 😉 Kwestia odpowiedniej motywacji i samozaparcia – ja osobiście mam zamiar wkrótce wyglądać lepiej niż kiedykolwiek 😉

  • MM Marzec 17, 2014   Reply →

    Ja mam dużo więcej do zrzucenia, ale robię to!!!! Najgorszy problem to systematyczność i pice wody, piję niecały litr, więcej nie dam rady.
    Powodzenia zatem życzę!!!!

    • Matylda Marzec 20, 2014   Reply →

      Dzięki i dla Ciebie również! Damy radę, w końcu kto, jak nie my??? 😉

  • Trzymam kciuki.
    Ja też postanowiłam w końcu żyć zdrowo i o dziwo waga drgnęła a ładnych parę lat nie chciała.W moim przypadku jednak kilka kg mam za dużo więc mam nadzieję, że na tych kilku się nie skończy.
    Szkoda, że nie mam u siebie dietetyka bo jestem bardzo ciekawa co by mi taka waga pokazała.

    • Matylda Marzec 20, 2014   Reply →

      Kochana, ważne, że drgnęła! Bo jak drgnęla już trochę to może i więcej! Trzymam kciuki i daj znać jak idzie.

  • Yduuu Marzec 17, 2014   Reply →

    Właśnie mam plan wybrać się do dietetyka, bo jak w ciąży i przed dieta super, tak po już nie do końca, zostały 3kg sprzed, w tzw. strefie brzusznej, ćwiczę, ale dieta kuleje. Zazdroszczę te minus z okresu sprzed, mimo iż tylko 10kg miałam na plus w ciąży, nie karmiłam i jakoś ciężko schodzi. Starym zwyczajem Kudłata pozdrawia Kudłatą.

    • Matylda Marzec 20, 2014   Reply →

      No właśnie podobno dieta to 70 procent sukcesu – ćwiczenia to tylko 30 procent, więc nie ma rady i za dietę trzeba się ostro brać. A taki dietetyk to niezła motywacja – przecież głupio byłoby chodzić, płacić i nie chudnąć. Więc człowiek po prostu nie ma wyjścia 😉

  • Karina Marzec 17, 2014   Reply →

    Zastanawiam się intensywnie nad wizytą u dietetyka pod katem diety mojej i Janka ( w końcu nadal karmimy się piersią). Ważę teraz około 54kg vs. 61kg przed ciążą, a jestem twojego wzrostu. Teoretycznie jemy zdrowo, moze trochę ze słodyczami przesadzam, ale bym chyba zniknęła jakbym nie jadła słodyczy i kolacji o takiej porze, jak teraz. Będę pilnie śledzić cykl. Ps. Ja też z płynami na bakier…

    • Matylda Marzec 20, 2014   Reply →

      54 kilo to piękna waga jak na nasz wzrost,zastanawiam się nawet, czy trochę nie za mała…? Wszystko zależy od tego, jak się z tym czujesz i jak wyglądasz… A co do słodyczy to chyba jednak nie przesadzasz, bo ja o 54 kilogramach nigdy nawet nie marzyłam 😉 Pozdrowienia!

  • super!!! ekstra wynik 🙂 zastanawiam się czy jeśli chodzi o płyny dotyczy to tylko wody, nie lubię samej wody i muszę się mocno zmuszać żeby ją pić, czy mogą być jakieś płyny zastępcze – może wiesz?

    • Matylda Marzec 19, 2014   Reply →

      Też o to zapytałam, bo też nie przepadam za wodą : mogą być jak najbardziej inne płyny, oby nie była to kawa, ani czarna herbata. Pozostałe herbaty, czyli zielone, czerwone, owocowe, ziołowe są jak najbardziej ok. Trzeba uważać na soki owocowe (zawierają sporo cukru), za to bez przeszkód można pić warzywne. Pozdrawiam ciepło!

  • Mama Leonka Marzec 18, 2014   Reply →

    świetna nota! Laseczko:) figurę masz idealną, serio serio!

    • Matylda Marzec 20, 2014   Reply →

      Dzięki Kochana, ale tym razem to bardziej o zdrowie chodzi. Ściskam Was mocno i czekam na dobre wieści 😉

  • Kamila S. Marzec 19, 2014   Reply →

    I ja chętnie przeszłąbym się do takiej dietetyczki, ale za jakieś dwa miesiące:) Serdecznie pozdrawiam:)

    • Matylda Marzec 20, 2014   Reply →

      Moja jest super, więc jak będziesz potrzebowałą, to z chęcią podam namiary 😉

Leave a comment